Recenzja książki „Tracę Ciepło”

Autor: Wojciech Kobza
15 września 2007

Pierwsza powieść to dla każdego pisarza nie lada wyzwanie, które niekiedy wyznacza późniejszy kurs pracy literackiej. Łukasz Orbitowski właśnie „popełnił” swą pierwszą powieść. A mnie przypadło w udziale zrecenzowanie jej. Czy straciłem ciepło przy niej?

Sięgając po grubaśny tom, tak naprawdę nie wiedziałem, co mnie czeka. Horror na pewno, przecież to Orbitowski, ale co jeszcze? Okazało się, że czekało wiele. No ale od początku.

Rok 1990, w którym rozpoczyna się akcja, dla różnych osób różnie się kojarzy. Dla tych, którzy byli wtedy w podstawówkach i mieli jako takie pojęcie o życiu, był to rok o tyle przełomowy, że rzeczywiście zrobiło się jakoś tak inaczej. Bardziej kolorowo. Główny bohater, ósmoklasista Kuba, również zauważa zmiany, jakie zaczynają opanowywać rodzinny Kraków. Choć jest męczony przez kolegów i lekceważony przez dziewczyny, stara się żyć swoim życiem aż do pewnego dziwnego wydarzenia, jakim jest morderstwo szkolnego ciecia Hadały i późniejsze jego następstwa. Zetkną one oprawcę, Konrada, i ofiarę, Kubę, w próbie jego rozwiązania. Co ciekawe, nawiązana zostaje pomiędzy nimi nić przyjaźni, która będzie trwać na długo po tym jak skończą podstawówkę. W swoich dociekaniach prawdy natkną się na tajemnicze jeziora i...

Chyba dość zdradziłem z fabuły. Muszę przyznać, że czyta się tę książkę bardzo szybko i przyjemnie. Język, jakim posługuje się autor, jest płynny i, choć nie pozbawiony wulgaryzmów (które jednakże nie są używane na wyrost, a tylko wtedy gdy, no cóż, trzeba), bardzo dobry w odbiorze. Postacie są zarysowane wyraziście, a otoczenie... To już zupełnie inna sprawa. Szczególnie pierwsza część książki dla znawców Krakowa to nie lada gratka, zresztą reszta lokacji jest również opisana wspaniale i soczyście. W każdym miejscu odczuwa się specyficzną atmosferę danej scenerii, podkreślanej jeszcze przez język. No dobrze, to tyle peanów na część „Tracę Ciepło”.

Przejdźmy do wad. Niestety, jest ich kilka. Niewątpliwie pierwsza z nich to nagromadzenie pewnych wątków i nie rozwiązanie ich na końcu. Zresztą całe zakończenie jest dość otwarte. Nie pozwala to do końca cieszyć się z książki. Za wiele wątków zostało pozostawionych samym sobie. Mam tylko szczerą nadzieję, że zapowiada to powstanie następnej książki. I jeszcze jedna sprawa! Czym są jeziora? Ja niczego się na ich temat nie dowiedziałem, poza paroma strzępami informacji. Czy to wada? Nie wiem, pozostawię to każdemu indywidualnemu czytelnikowi do rozważenia.

Końcem końców trudno mi podsumować „Tracę Ciepło”. Z jednej strony wspaniale „namalowana” powieść, świetnie przedstawiony czas przemian, przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wszystko to oddane wiernie i zapisane wspaniałym językiem. Z drugiej rozległe wątki, które wcale nie muszą znaleźć swego zwieńczenia w punkcie kulminacyjnym, choć mamy przeświadczenie, że tak będzie.. Czego chcieć więcej? By jeszcze kiedyś móc potracić trochę ciepła z kolejną częścią. A na razie, pomimo paru wad, warte przeczytania!

Tracę ciepło

Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Wydanie polskie: 4/2007
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-08-03972-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł


blog comments powered by Disqus