Recenzja książki "Mordercy"

Autor: Sir Alexander
Korekta: Zunia
8 czerwca 2011

www.sklep.gildia.pl
Łukasz Śmigiel. Mordercy.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 31,50 zł  35,00
dodaj do koszyka

Są takie chwile, kiedy lubię się mylić. Mało tego: bywają to chwile wyjątkowo cenne, przynajmniej czasami. Przykład pierwszy z brzegu: narzekałem, że coraz trudniej uświadczyć dobrej, polskiej książki, a wydawcy jak lemingi rzucili się na kolportowanie obcej, najchętniej transatlantyckiej makulatury. No i proszę: los bywa złośliwy i by udowodnić, że mnie nie lubi, zrobił z rynkiem księgarskim drobny hokus pokus. Efekt jest wart czarowania, a nawet przysłowiowego plucia sobie w brodę, bowiem po raz pierwszy od długiego czasu wybór powieści made in Poland jest naprawdę trudny dzięki klęsce urodzaju (nie zaś, jak to drzewiej bywało, z racji pustek w magazynach). Coraz silniejsza brygada twórców młodego i średniego pokolenia robi, co może, a ich starania widać gołym okiem. W tym miejscu można by umieścić kilka nazwisk, a później jeszcze parę i jeszcze… ale przecież nie o to w niniejszym tekście chodzi. Zadowólmy się stwierdzeniem, że jest dobrze, a będzie lepiej. Jest to jednak dobry moment, aby na wokandę dyskretnie wypłynęło nazwisko Łukasza Śmigla. Poświęćmy odrobinę czasu, by bliżej zapoznać się z jego najnowszym dokonaniem: zbiorem opowiadań zamkniętym w jednej, papierowej celi pod tytułem „Mordercy”.

Powiastek jest – po chrześcijańsku – dwanaście. Rzec by można, iż po jednej na każdą porę roku lub na głowę apostoła. Nie, żeby takie nawiązania miały sens. Właściwie to nie mają go zupełnie, bowiem większość apostołów – z wyjątkiem najbardziej obiecującego Judasza – uciekłaby pod stół w trakcie lektury „Morderców” (o ile nie zniechęciłby ich sam tytuł), podobnie jak niemożnością wydaje się czytanie zbiorku przez tuzin miesięcy. Pójdźmy na kompromis: ci apostołowie, którzy wytrwaliby nad kartami historyjek Śmigla, poświęciliby im dwa dni, ewentualnie trzy. Chyba, że wykazaliby się przymiotem wielkiej cierpliwości i podzielili sobie smakowite opowieści wbrew narastającemu apetytowi. Mnie ta sztuka się nie udała. Połknąłem antologię zbyt szybko, bym zdążył fakt lektury sobie zanotować i przyswoić. A jednak, musiałem to uczynić, bowiem leży przede mną nieco zużyta książka, a w głowie kłębi się wiele odczuć, przeważnie pozytywnych.
 
O czym są „Mordercy”? O wszystkim, bywa także, że kompletnie o niczym. Są to historie bardzo różne, celujące w różnorodne klimaty, opowiedziane na najrozmaitsze sposoby. Łączy je przede wszystkim styl narracji, która bywa jednoosobowa i przypomina opowieść snutą nad kuflem dobrego, niepasteryzowanego piwa. Wiele z nich mogłoby być horrorami, inne zdają się ocierać o kryminał, czasami groteskę. Zdarzają się cząstki science fiction, dobrze i godnie reprezentowana jest historia alternatywna, nasączona (w zgodzie z ogólnym wydźwiękiem antologii) wszystkimi smakami fantasy.
 
Rzućmy okiem na kilka tytułów. „Omegę”, której akcja dzieje się w średniowiecznej Hiszpanii, mógłby napisać Umberto Eco, może nawet jako kontynuację „Imienia róży” – mniej erudycyjną, ale trzymającą klasę. „Constant” skojarzył mi się z „Efemerydą” duetu Cichowlas – Kyrcz, więc przez chwilę pozostajemy na lokalnym podwórku (w dobrym tego wyrażenia znaczeniu), lecz jeśli lubimy dalekie wyprawy to docenimy „Prawdziwą historię stracha na wróble”, która przenosi nas z dawnych Włoch do… dawnej Japonii. „Za minutę północ” rzuca czytelnika do czarnobylskiej Zony – warto przeczytać tę historię po seansie z komputerowym „Stalkerem”, ale nie zaszkodzi zamiast. „Krąg” smakuje Mike'iem Carey'em i aż się prosi, by Melissa przeistoczyła się w Felixa Castora, takiego na bardzo mocnych sterydach oraz oczywiście ładniejszego i zapewne przyjemniej pachnącego od brytyjskiego oryginału (podobnego rozwiązania oczekiwałem do ostatniej kropki opowiadania, lecz na szczęście się nie doczekałem). Na tym skończmy, bo nie daj Boże, uwikłamy się w długą kronikę, a samo spisanie wszystkich dwunastu tytułów wydłużyłoby niniejszą recenzję ponad logiczne gabaryty. Właściwie każde z opowiadań napisanych przez Śmigla zasługuje na kilka słów, choć lepiej je dopowiedzieć samemu. Oczywiście: po skończonej lekturze.
 
Omawiany tomik został niesłusznie, jak mi się zdaje, zatytułowany mianem „Mordercy”. Nie jest to bowiem zbiór historii o zabójcach, ile raczej ciąg rozważań nad… śmiercią. Widać, że Śmigiel podchodzi do niej bez kompromisów, ale i bez grafomańskiego zadęcia, a więc mądrze, konstruktywnie i twórczo, jak na pisarza z aspiracjami przystało. To dlatego potrafi ją ująć w karby, naszkicować piórem i klawiaturą w taki sposób, by nie urągając jej i nie wycierając nią nóg, uczynić z niej kanwę świetnych, bardzo wciągających opowieści grozy i tworzywo literackie łatwe do przetworzenia w solidne prefabrykaty fabularne. Jak sam autor przyznaje, rzeczona groza wraca na salony w wielkim stylu, a ja dodam jeszcze, że „Mordercy” mają szansę się do restytucji gatunku mocno przyczynić. Ale o ile strach ma wielkie oczy, to najnowszego dokonania Łukasza Śmigla bać się nie trzeba…
 

Mordercy

Autor: Łukasz Śmigiel
Wydawnictwo: Oficynka
Miejsce wydania: Gdańsk
Wydanie polskie: 4/2011
Seria wydawnicza: Ja Gorę
Liczba stron: 344
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-62465-05-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 35 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus