Recenzja książki "Viriconium"
Viriconium, Pastelowe miasto, relikt dawno wymarłych Cywilizacji Popołudnia, gdzie jego obecni mieszkańcy próbują naśladować z dawien dawna przebrzmiałą kulturę. Wszelako jednego na pewno nie zapomnieli: walczyć. Wygrzebują z północnych pustkowi szkielety broni, których funkcjonowania nie rozumieją, co nie przeszkadza im wyrzynać się w pień za pomocą energetycznych „baanów”. Chciałoby się rzec: miasto szaleńców i świętych, cytując tytuł książki Jeffa VanderMeera. I tak poniekąd jest, choć z przewagą obłędu. Niemniej walka stanowi tu czasami tylko tło, często jawiąc się jako dodatek uwypuklający dzikość postaci (opowiadanie „W Viriconium”) lub końcowy akt bezsilności („Lamia i lord Cromis”).
M. John Harrison zaprasza w paru opowiadaniach do doświadczenia tego świata, w którym czytelnikowi nie raz i nie dwa przyjdzie zmierzyć się z wydarzeniami, jakich próżno szukać w innych tytułach fantastyki. Niestety, ostatnie zdanie należy rozumieć zarówno in plus, jak i in minus, ale o tym później.
Wszystkie dziesięć opowiadań powiązanych jest albo miejscem akcji, Pastelowym miastem (zmieniającym nazwę w niektórych rozdziałach), albo bohaterami, przewijającymi się na kartach książki. Zgrzebnie można by je podzielić na dwa typy: mniej więcej standardowe opowieści, gdzie wiadomo, o co chodzi; w których narracji dominuje przewaga jasności nad szaleństwem (np. „Pastelowe miasto”) oraz takie będące ich odwrotnością. Pierwsze czyta się przyjemnie, Harrison potrafi wspaniale zbudować klimat, choćby poprzez opisy metalicznych bagien albo prącego ku schyłkowi świata. Natomiast drugie wzbudziły we mnie ambiwalentne odczucia. Rozpoczynający książkę „Rycerze Viriconium” najpierw nie wywołali większych wrażeń, lecz potem, gdy zacząłem zastanawiać się nad treścią, poczułem miłe ukłucie związane z pracą wyobraźni i doszukiwaniem się różnych interpretacji wydarzeń. Zaliczam to jako plus dla autora. Aczkolwiek wydaje mi się, że jest to także zasługa długości opowiadania, liczącego raptem paręnaście stron, ponieważ inna z opowieści (najdłuższa ze wszystkich, prawie dwustustronicowa), „Skrzydlaty sztorm”, jest z początku strasznie przegadana, nużąca i brnąłem przez nią z mozołem. Są tam momenty genialne, ale toną w potoku chyba zbędnych słów, licznych metafor tworzonych bez potrzeby, etc. Aby jednak oddać sprawiedliwość autorowi, „Skrzydlaty sztorm” rozkręca się w późniejszych partiach, ciesząc czytelnika pomysłem. Także dezorientujące opisy szaleństwa są przedniej jakości.
W sumie „Viriconium” wywołuje przeciwstawne uczucia. Są tutaj opowiadania z klimatem wsysającym niczym wir, w których daje się odczuć upadek, przemijanie czasu, beznadzieję bohaterów, ich obłęd, bezsens oraz heroizm, za to w innych na pierwszy plan wysuwa się zagmatwany ponad potęgę język. Na tylnej okładce przytoczone są wypowiedzi zachwalające poetyckość utworów Harrisona. Osobiście podszedłbym do tego z ostrożnością, powiedziałbym, że nawet z dozą sceptycyzmu. Jeśli ktoś spodziewa się geniuszu utkanego ze słów na podobieństwo „Drogi” Cormaca McCarthy’ego czy dzieł Marcela Prousta, to w pewnym stopniu zawiedzie się.
Trudno także zaklasyfikować, dla kogo jest „Viriconium”. Na pewno nie mają tu czego szukać osoby zamiłowane w czytaniu przez wiele stron o tłuczeniu trolli. Odbiega to także klimatem od twórczości np. Thomasa M. Discha oraz autorów, którzy – choć bawią się cienką granicą pomiędzy snem a jawą – starają się nie przytłoczyć czytelnika fantasmagoriami własnej wyobraźni i eksperymentami z językiem.
„Viriconium” zostało wydane w serii „Uczta wyobraźni” i według mnie niektóre z opowiadań Harrisona w pełni zasługują na to miano, inne zaś zostawiają po sobie nikłe lub negatywne wspomnienia. Jednym zdaniem: są momenty cudowne, jak i męczące. Prawie sześćset stron sinusoidy.
Viriconium
Autor: M. John HarrisonTłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Mag
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2009
Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
Liczba stron: 593
Format: 135x205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-7480-121-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 45 zł
Sklep
Forum