Recenzja zbioru „Więzy krwi”

Autor: Piotr Mirski
16 grudnia 2007

Mówi się, że “gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Pomimo tego termin “literatura kobieca” kojarzy się głównie z subtelnością, miękkim i kwiecistym stylem oraz skupieniem głównie na emocjach i świecie wewnętrznym bohaterów. Jak dalece ten pogląd jest fałszywy, świadczą takie nazwiska, jak Kathe Koja czy Elfride Jelinek – naprawdę trudno znaleźć coś równie dosadnego. Maja Lidia Kossakowska, jedna z najważniejszych twórczyń polskiej fantastyki, plasuje się gdzieś pomiędzy stereotypową, delikatną prozą żeńską a tą drugą, bardziej drapieżną stroną tego samego medalu.

Zbiór “Więzy krwi” zaczyna się w tym samym momencie, co kariera autorki, czyli od opowiadania “Mucha”. Chociaż jest ono proste i krótkie, urzeka ponurym nastrojem i ciekawym motywem przewodnim: okazuje się, że każdy hoduje w sobie własną śmierć, która jest czymś na kształt pasożyta. Koncept ten zostaje później bardzo sprytnie odniesiony do figur poetów przeklętych: jako osoby nadwrażliwe, posiadali szczególnie rozwiniętą “tanatyczną” część swojej osobowości. W praktyce oznaczało to pociąg do używek i autodestrukcyjnego trybu życia. Rafał Wojaczek na pewno uśmiechnąłby się, czytając ten tekst. Oczywiście gorzko.

Począwszy od “Muchy”, z przyjemnością obserwuje się rozwój Mai Lidii Kossakowskiej. Każdy kolejny tekst jest dowodem na to, że wciąż doskonali ona zarówno swój język, jak i fabułę, coraz zręczniej operuje typowym dla siebie mrocznym i poetyckim klimatem. Historie stają się zgrabniejsze, lepiej opowiedziane. Wystarczy zestawić ze sobą rozmytą i pozbawioną dramatyzmu “Dioramę” z tytułowym tekstem, w którym napięcie jest odpowiednie i konsekwentnie stopniowane. Jedynym krokiem w tył jest tu tylko “Schizma”. Konwencję farsy science-fiction zastosowano tutaj w sposób niezwykle toporny i banalny: w dalekiej przyszłości konsumpcja staje się religią i władze kościelne zmuszają wyznawców do dokonywania rytualnych zakupów ku czci Megastora (tak, to od Megastore). Jak widać po samym zarysie opowieści, ostrze satyry jest tu nad wyraz tępe, a w dodatku fabuła prezentuje się bardzo nijako, brak jej odpowiedniego punktu zwrotnego i jasno określonego kierunku.

Kossakowska bardzo zgrabnie porusza się między różnymi gatunkami, ciągle zachowując własny, charakterystyczny styl. Nawet w mocno wiedźmińskim “Spokoju Szarej Wody” odnajduje własną drogę i brutalną, szorstką konwencję Sapkowskiego zastępuje ponurą balladą fantasy. Inspiracji ma wiele, do kilku przyznaje się sama. “Więzy krwi” to hołd dla Lovecrafta, udowadniający po raz kolejny, że pisarstwo Samotnika z Providence lepiej traktować jako punkt wyjściowy dla mitu niż autonomiczną twórczość. Kossakowska, w przeciwieństwie do niego, panuje znakomicie nad językiem i zgrabnie przenosi opowieść o Wielkich Przedwiecznych we współczesne, polskie realia. W “Roju” czuć nie tylko klimat ekspresjonizmu (pomysł na tekst powstał podczas wizyty autorki w niemieckim kościele), ale i barokową bojaźń przed wyższą, często okrutną siłą. “Smutek” to kolejny pisarski ukłon, tym razem w stronę Raya Bradbury'ego. Ten horror scence-fiction, ze swoją nostalgiczną i poetycką atmosferą oraz historią nieudanej próby kolonizacji obcej planety, swobodnie mógłby trafić do “Kronik Marsjańskich”.

Tekstem, na którego przykładzie najlepiej widać styl Kossakowskiej, jest “Lustro”. W tej utrzymanej w konwencji dark fantasy minipowieści wciąż ścierają się lekko naiwna miejscami poetyckość oraz okrucieństwo i dramat. Młoda dziewczyna odkrywa pewnego dnia, że po drugiej stronie lustra znajduje się świat, którego długowieczni mieszkańcy prowadzą interesy z ludźmi. Zakochuje się z czasem w pochodzącym stamtąd renegacie, po czym razem wypowiadają wojnę skostniałemu porządkowi. Brzmi to wszystko jak ułomna fantastyka dla nastolatek, ale autorka całą historię nasyca potężną dawką makabry oraz tragizmem rodem z Sofoklesa. Bohaterowie, zamiast żyć długo i szczęśliwie, albo giną, albo stają się ludzkimi wrakami przeżartymi przez chęć zemsty. Czuć tu pewne echa późnej twórczości Barkera, gdzie bajkowa estetyka i dziecięcy zachwyt mieszały się z niezdrową fascynacją brzydotą i grzechem.

Taka właśnie jest Kossakowska, raz sentymentalna, raz drapieżna, prawie cały czas jednak zręczna i potrafiąca zaciekawić czytelnika. “Więzy krwi” to zaproszenie do dalszego zapoznania się z jej twórczością. Jakość zbiorku podnoszą jeszcze krótkie komentarze do każdego tekstu, które pozwalają poznać kontekst danego utworu i na swój sposób nieco odsłaniają fragment osobowości autorki. Wciąż jednak nie wiadomo czy to anioł, czy demon. Ale tak to już bywa z kobietami.

Więzy krwi

Autor: Maja Lidia Kossakowska
Ilustrator: Dominik Broniek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 2/2007
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
Liczba stron: 480
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60505-05-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus