Recenzja książki "Z Afganistanu.pl"

Autor: Sir Alexander
Korekta: Zunia
21 stycznia 2012

www.sklep.gildia.pl
Marcin Ogdowski. Z Afganistanu.pl. Alfabet polskiej misji.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 25,80 zł  36,90
dodaj do koszyka

W październiku 2001 roku rozpoczęła się interwencja w Afganistanie – „mała, zwycięska wojenka”, która miała zniszczyć struktury terrorystyczne, a przy okazji przypomnieć światu, że nie jest dobrze zadzierać z pewnymi państwami, przeszła płynnie w przewlekły konflikt, którego nie sposób zakończyć inaczej, niż zabierając zabawki i przenosząc się do innej piaskownicy. Politolodzy i politycy mają nad czym myśleć, ale póki na mahoniowych stołach przestawiane są figurki żołnierzy wykonane z marmuru lub kości słoniowej, a decydenci nie są w stanie ustalić parametrów ostatecznego zwycięstwa, w Afganistanie giną ludzie, a jeszcze liczniejsi nieustannie ryzykują życie i zdrowie, wystawiając je na żer pociskom, bombom czy minom. Odkąd do „Afganu” trafili także wojacy spod znaku orła białego, temat jest wyjątkowo interesujący dla Polaków. Cóż, doczekaliśmy się w końcu „swojej” wojny, ale dla większości z nas jest to problem wirtualny. Marcin Ogdowski, dziennikarz nowych mediów (działający pod auspicjami Interii) podjął próbę przybliżenia nam egzotyki konfliktu. „Z Afganistanu.pl” to reportaż oparty na przeżyciach własnych autora, zbudowany na bazie bloga o takim że tytule.

W porównaniu do, skądinąd bardzo ciekawego „Dotknąłem wojny” (konkurencyjnej pozycji tego typu w dorobku wydawnictwa Ender, a zarazem jednej z nielicznych tak porządnych na rynku), reportaż Marcina Ogdowskiego jest bardziej… uniwersalny. Świadczy o tym chociażby struktura książki i rozbicie tekstu na podporządkowane literom alfabetu cząstki, lecz prawdziwy diabeł tkwi w szczegółach. Autor nie tylko porusza tematy „encyklopedyczne”, nie tylko komentuje szeroką problematykę wojny w Afganistanie (od taktyki, przez uzbrojenie, po aspekty psychologiczne sięgające aż do Polski, do żon i rodzin walczących mężczyzn), ale i bardzo starannie wyjaśnia terminologię tej wojny. Tego brakowało u Piotra Langenfelda, który swój fascynujący wywód skierował do odbiorcy bardziej bywałego i lepiej obeznanego ze skomplikowanym słownictwem oraz wojennymi realiami. Ogdowski nie pozostawia wielu wątpliwości i precyzyjnie tłumaczy każdy skrót i mnóstwo neologizmów oraz językowych łamańców, które powstały spontanicznie we frontowym tyglu Amerykanów, Polaków, Afgańczyków i przedstawicieli kilkunastu innych narodowości. OMLT, szuszfol, ajdik, rura, szczerbinka, białe śmigła… to tylko bardzo skromny wypis z długiej listy „zjawisk”, które przewijają się przez strony książki bez szkody dla czytelnika.
 
Reportaż „Z Afganistanu.pl” został napisany z punktu widzenia obserwatora partycypującego. Ogdowski mieszkał z żołnierzami, jeździł z nimi na patrole, był nawet uczestnikiem feralnego konwoju, w którym zginął pierwszy Polak zabity w Rosomaku (co jest, zapewne, wątpliwym zaszczytem). Bliskość, jaką zachował wobec rejestrowanych wydarzeń, dobrze jest w książce oddana. Ogdowski zadzierzgnął więzy z żołnierzami (lub, wedle fachowej terminologii: „misjonarzami”) na dobre i złe. Czasami zbyt bliskie, bowiem pojawiają się w jego relacji momenty, w których nawet nie udaje bezstronnego reportera. Zdarza mu się kpić z „logistyków” (którzy określeni bywają niemal jak dekownicy, choć i im oddana jest sprawiedliwość), regularnie też bierze stronę żołnierskich „dołów” w ich odwiecznej, a jakże trudnej do wygrania, wojnie z „dzbanami” czyli oficerami. I dobrze! Są to oznaki autentyzmu niezagrażające – wbrew ewentualnym pozorom – wartości przekazu jako takiego. Z nie wszystkimi opiniami autora można się zgodzić, ale jedno jest pewne: wychodzą z nich prawdziwe emocje oraz mnóstwo fascynujących spostrzeżeń. Na dokonanie tych ostatnich Ogdowski miał wiele okazji – złożyły się na nie dwa wyjazdy do ogarniętego wojną Afganistanu oraz odwiedziny w niewielkich przyczółkach frontowych, ale i ogromnych bazach głęboko na tyłach (o ile o takim podziale w ogóle może być mowa).
 
Na osobną uwagę zasługuje wydanie książki. Wydawnictwo Ender i tym razem stanęło na wysokości zadania: gruby, sztywny papier, mnóstwo świetnej jakości zdjęć, interesujący i czytelny lejaut oraz rewelacyjna, fotograficzna okładka, jedna z tych, które przydają mocy niemal wszystkim publikacjom Endera, zarówno w serii WarReport, jak i WarBook. Jest to tylko drobiazg, drugo- a nawet trzeciorzędny w zestawieniu z treścią książki, ale miło, że i na tym poziomie jest dobrze.
 
„[…] Afgańska wojna nie ma charakteru totalnego. U podnóży Hindukuszu nie dochodzi do frontalnych ataków przy użyciu setek tysięcy żołnierzy, ogromnej ilości samolotów, dział czy czołgów. […] próżno tam szukać klasycznie rozumianej linii frontu. […] wojna w Afganistanie jest tam, gdzie w danej chwili znajduje się obce wojsko” („Z Afganistanu.pl”, Ustroń 2011, s. 77). Te słowa idealnie oddają charakter afgańskiego konfliktu rysującego się w reportażach Marcina Ogdowskiego. Podążający za naszymi wojownikami dziennikarz widział na własne oczy wielki wysiłek organizacyjny i ogromne poświęcenie żołnierzy, syzyfowe i… pyrrusowe, bo jakże często nieprowadzące do jakichkolwiek trwałych rezultatów. Pot, łzy, zmęczenie i w przypadkach skrajnych: śmierć. Czemu ci ludzie to robią, czemu wystawiają się na ryzyko? Podobno dla kasy, ale jeśli temu wierzymy, to – po pierwsze – powinniśmy zapoznać się z zamieszczoną w książce tabelą wynagrodzeń (koniec mitów!) i – po drugie – posłuchać, co mają do powiedzenia sami bohaterowie.  Na przykład to: „Jeśli zwykłych, obcych ludzi potrafi wzruszyć nasza śmierć, to cała ta robota zdaje się mieć trochę większy sens […]” (s. 97). Oraz wiele więcej. Polecam. Świetna, bardzo pouczająca lektura!
 

Z Afganistanu.pl. Alfabet polskiej misji

Autor: Marcin Ogdowski
Wydawnictwo: Ender
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2011
Seria wydawnicza: War Report
Liczba stron: 250
Format: 145x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788362730056
Wydanie: I
Cena z okładki: 36,90 zł



blog comments powered by Disqus