Marcin Mortka o "Karaibskiej krucjacie"
Poniżej Marcin Mortka, autor książki Karaibska krucjata, która ma się wkrótce pojawić w sprzedaży nakładem wydawnictwa Runa, napisał dla was kilka słów o genezie powstania tej opowieści :
"Czasem sądzę, że napisanie powieści to najlepszy sposób na zachowanie wspomnień. Tak było z Karaibską Krucjatą.
Historia jest dość prozaiczna. Szwendała się za mną idea poprowadzenia kilku sesyjek w mrocznym klimacie karaibskim, z dumnym trójmasztowcem, ślicznymi senoritami i pyskatymi papugami. Chętnych szukałem dość długo, a w między czasie skrobałem sobie notatki. Opisałem sobie fregatę HMS "Magdalena", narysowałem postać jej kapitana, Williama O'Connor, kreśliłem szkice członków załogi – niezniszczalnego bosmana, maniakalnego cieśli, demonicznego kuka... I tak się bawiłem, a kiedy się w końcu chętni znaleźli, pewnego wieczoru opowiedziałem im wszystkie te historyjki.
Wtedy Pierze (Michał Kubiak) wymyślił eleganckiego, flegmatycznego porucznika piechoty morskiej Edwarda Love, a Brywczy (Michał Brywczyński) stworzył ogorzałego pierwszego oficera, Vincenta Fowlera. Potem dołączył do nas Tyka (Adaś Budzyński) ze swoimi pomysłami i tak się wszystko zaczęło...
Nie, nie wybraliśmy żadnego system, nie stosowaliśmy prawie wcale mechaniki, a karty bohaterów zrobiliśmy tylko dla klimatu. A potem pogubiliśmy. W historii, którą zaczęliśmy wspólnie opowiadać, najważniejsze były ciemny pokój, kilka świeczek, podniszczona, stylizowana mapa Karaibów i sterta kompaktów. No i butelka rumu. Graliśmy... Nie, to za mało powiedziane. My pogrążaliśmy się w tym klimacie przez długie miesiące. Zamykaliśmy oczy, a nasze postacie żeglowały, walczyły, piły malagę, przekomarzały się, kłóciły i bujały na żyrandolach.
Gdzieś tak od trzeciej sesji zacząłem robić notatki. Około piątej oznajmiłem chłopakom, że z tego naszego grania powstanie pewne CUŚ. Żeby im udowodnić, że nie żartuję, napisałem Pasażera, opartego zresztą na genialnej sesji, poprowadzonej przez Michała Kubiaka. Wtedy uwierzyli, a ja się wystraszyłem.
Wystraszyłem się, że tego nie udźwignę, że nie zdołam przelać klimatu tych cudownych sesji na papier, tym bardziej, że "Magdalena" w końcu zatonęła, a kampania dobrnęła końca. Okazało się jednak, że niesłusznie. Na kartach powieści postacie Billy'ego O'Connora, Vincenta Fowlera i Edwarda Love nabrały nowego, świeżego blasku. Ożyły i zaczęły się dzielnie zmagać z nakreśloną przeze mnie fabułą.
Tak, nie żartuję. Ta powieść napisała się sama.
Z kampanii, którą rozgrywaliśmy przez długie jesienne wieczory, zostały postacie – zarówno oficerów "Magdaleny" jak i całej zdziczałej załogi – a także okręt wraz z papugami. Przetrwał również sarkastyczny dowcip, tysiące aluzji do naszej rzeczywistości i kultury masowej oraz szum morza. Zachowałem także niektóre wątki, które jak sądzę są szczególnie bliskie przyjaciołom, z którymi grałem. Fabuła jest całkowicie odmienna od tego, co stanowiło treść kampanii, ale taki też jest los sesji - nawet najwspanialsze z nich okazują się dziwnie płaskie i bez wyrazu po przeniesieniu na papier. Mimo tego mam nadzieję, że czytelnik wychwyci tu i ówdzie iskierkę tej szalonej radości, z którą kilku starych koni przeobrażało się raz na jakiś czas w dumnych, nieco stukniętych zdobywców mórz i oceanów. Bo takich uniesień życzę każdemu."
Marcin Mortka
Karaibska krucjata #1 - Płonący Union Jack
Autor: Marcin MortkaOkładka: Dagmara Matuszak
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 8/2005
Liczba stron: 320
Format: 125x185 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-89595-18-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 27,50 zł
Sklep
Forum