Recenzja książki "Gamedec. Zabaweczki. Sztorm"

Autor: Sir Alexander
Korekta: Zunia
29 sierpnia 2010

www.sklep.gildia.pl
Promocja!
Marcin Przybyłek. Gamedec #4 - Zabaweczki. Sztorm.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 23,70 zł  33,90
dodaj do koszyka

Stratos Thirii – wcale nie mityczna Armia Bestii – atakuje! Rzesze ludzi poddanych hipnozie wychodzą na ulice ziemskich miast. Pierwsze w kolejce jest Sydney. Kolejny – Nowy Jork. Wybuchają bomby, padają linowce, nikną bariery ABB… Rewolucja na planecie będącej kolebką homo sapiens rozwija się w oszałamiającym tempie, pchając gatunek ku zagładzie. Najbogatsi uciekają w megastatkach na Gaję, ale pierwsza terraformowana planeta, technologicznie zaawansowana oaza spokoju, może stać się kolejnym polem bitwy. Torkil Aymore, słynny gamedec, nieco wbrew własnej woli uczestniczy w wielkich wydarzeniach, które jeszcze do niedawna mogły zaistnieć jedynie w grach komputerowych. Na własne oczy ogląda chaos ogarniający ginące ziemskie miasta. Wstępuje do Gajańskich Sił Zbrojnych i staje się niemal niezwyciężonym wojownikiem. I jeszcze, jakby tego było mało, odkrywa największy sekret Mobillenium, starannie ukryty w odległym systemie gwiezdnym. Dodać warto, że wszystko to czyni… synchronicznie. Oto bowiem Torkilów jest trzech i żaden z nich nie ma zamiaru się nudzić. Akcja przyśpiesza, tempo futurologicznej przygody spisanej przez Marcina Przybyłka prawie wgniata w fotel. Ledwo starcza czasu i sił, by złapać oddech, ale wielki finał już jest bliski. Lada chwila rozstrzygnie się los ludzkiego gatunku, wszechświata i… samego Torkilla we własnej potrójnej osobie.

„Zabaweczki. Sztorm” to bezpośrednia kontynuacja „Błysków”. Czwarta już księga przygód Torkila Aymore'a stanowi konsekwentne ukoronowanie dramatycznej rewolucji, jaką przeszedł intrygujący pomysł Przybyłka od czasów „Granicy rzeczywistości”. Gierczany detektyw od szwendającego się po sieci ciułacza kredytów i domorosłego poszukiwacza wirtualnych artefaktów przeistoczył się w jednego z najważniejszych graczy globalnych (a może nawet… uniwersalnych, skoro akcja dzieje się i poza ziemskim globem) zmagań. Nadal pozostając pionkiem, ale jakże ważnym pionkiem!, Torkil przeprowadza czytelnika przez drastycznie zmieniający się świat przyszłości, na przemian rzucając go w wir zapomnienia (od nadmiaru niezwykłości) i racząc kojącym zmysły oświeceniem (od rozpraszania mroków intrygi). Cyberpunkowe opowieści Przybyłka nabrały mocy i ciała. Pozostało w nich wiele czystej fabuły, ale otoczka science fiction awansowała na wyższy poziom. „Zabaweczki” to subcykl będący przykładem sci-fi niemal totalnego, immersyjnego: czytelnik od samego początku jest tutaj rzucony w nowy, bardzo skomplikowany świat najeżony rozmaitymi, niezwykle wyrafinowanymi zależnościami. Skojarzenia z prozą Dukaja są jak najbardziej na miejscu, choć Przybyłek ku zbliżonemu celowi kroczy inną drogą, bardziej umiarkowaną i zdatną do kontemplacji dla każdego niemal czytelnika. W rzeczy samej „Sztorm”, jak i wcześniejsze „Błyski”, a w mniejszym stopniu także „Sprzedawców lokomotyw”, określić można mianem science fiction środka: nie jest to typowa „przygodówka”, w której warstwa sci-fi jest jedynie cienkim, rwącym się na brzegach płaszczykiem, ale nie jest także fantastyką w wersji hard. Jest to zarazem przykład jednego z tych kompromisów pomiędzy treścią a formą, które mają pełne prawo się spodobać.
 
Cykl „Zabaweczki” to dawka mocnej akcji, którą autor umiejętnie zmultiplikował dzięki… roztrojeniu bohatera. Ta cwana sztuczka pozwoliła na opowiedzenie trzech historii rozgrywających się równolegle i to bez konieczności zrezygnowania z usług jakże sympatycznego Torkila! Nie tylko jednak za ten manewr Przybyłkowi należą się pokłony. Wielkie wrażenie robi całokształt autorskiej wizji obudowany w świetny warsztat pisarski. Niezależnie od faktu, czy pomysł na „Zabaweczki” przypadnie czytelnikowi do gustu czy nie, po prostu nie sposób odmówić Przybyłkowi wspaniałego opanowania powieściowego skrawka rzeczywistości. Autor dał popis panowania nad fabułą i wcale nie przeraziła go konieczność tkania jej z trzech osobnych wątków (przy tej okazji warto zauważyć, że Przybyłek umknął kilku pułapkom, które w ten sposób sam na siebie zastawił).
 
„Zabaweczki. Sztorm” to bardzo udane zwieńczenie cyklu. Eklektyczny styl Marcina Przybyłka i nadążająca za nim szeroko rozpięta fabuła stanowią przykład literatury, której nie trzeba się wstydzić. Futurologiczna wizja, w której nie zabrakło miejsca nawet dla typowo mangowych klimatów (aniołopodobne mechy wielkości wieżowców wywijające mieczami – czy może być tutaj inne skojarzenie niż wiodące ku japońskiej kresce?), zdaje się być skierowana przede wszystkim do tej grupy odbiorców, którym nieobca jest współczesna technologia, ze szczególnym uwzględnieniem… graczy komputerowych. Na szczęście – dla czytelników, jak i samej powieści – ścieżka ta nie okazuje się hermetyczną, a wspaniałą zabawę z lektury mogą mieć i ci, którzy od gier preferują rozrywkę bardziej klasyczną, jak choćby… książki.
 

Gamedec #4 - Zabaweczki. Sztorm

Autor: Marcin Przybyłek
Wydawnictwo: SuperNOWA
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 6/2010
Liczba stron: 436
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7578-014-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 33,90 zł



blog comments powered by Disqus