Mariusz Urbanek "Brzechwa nie dla dzieci" - recenzja książki

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Szczepan Matyjasek
29 maja 2015

Nie taki poeta wielki, czyli praca się opłaca

 

Na tapczanie leży leń,

Nic nie robi cały dzień

Po lekturze biografii dziecięcego wierszoklety, którego rymowanki powtarzająwszyscy Polacy, zorientujemy się szybko, że Leń nie ma prawa być utworem opartym na życiu Jana Brzechwy.

Urbanek to doświadczony autor biografii. Ma za sobą już Tuwima, Nowaka-Jeziorańskiego, Tyrmanda, życiorysy przyjęte bardzo pozytywnie i chwalone. Teraz sięgnął po niedocenianego i demonizowanego Brzechwę. Ponownie - wykonał swoje zadanie sumiennie, z wyczuciem i z dużą dozą historiograficznego wyczucia. Z literackim zacięciem opisał dzieciństwo pisarza, powołując się na wspomnienia i listy rodziny i samego Brzechwy. Z dużo większą dokładnością zagłębił się w dzieje międzywojnia, potem II wojny światowej. Przeanalizował okres PRL. Zbudował - dzięki analizie i interpretacji licznych wzmianek w prasie, dokumentach, listach, rozmowach - obraz Brzechwy, jakiego nie znamy. Autor wierszyków, rymowanek i Akademii Pana Kleksa okazuje się zaskakująco fascynującą postacią... której losy  wciągają.

Bo kto z Was, drodzy czytelnicy, zdawał sobie sprawę z tego, że Jan Brzechwa - czy raczej Jan Lesman, jak brzmiało jego prawdziwe nazwisko - był bliskim kuzynem zarówno Antoniego Langego, jak i Bolesława Leśmiana? Że wiersze dla dzieci - za które został zapamiętany - zaczął pisać dopiero w okresie II wojny? Że poezję, pisanie i całą artystyczną cyganerię uwielbiał, ale był przede wszystkim prawnikiem, jednym z najlepszych specjalistów ds. prawa autorskiego w Europie, współzałożycielem ZAiKS-u?

Z drugiej strony, Urbanek odmalował postać ciężko pracującego poety, który swój talent wykuwał z trudem - ciągle poprawiał wiersze, uznanie zdobył późno, nie chciano go drukować, a na początku trudnił się głównie pisaniem różnie przyjmowanych skeczy i piosenek kabaretowych (jako Szer-Szeń). Pokazał ciągłe próby zaistnienia Brzechwy w poezji przy jednoczesnym nie sklasyfikowaniu go jako żerującego na sławie kuzyna Leśmiana. W sumie było to około 20 lat ciężkiej pracy.

Osadził tego Brzechwę w barwnej rzeczywistości bohemy artystycznej XX-lecia międzywojennego (a później tego, co usiłowało być bohemą w PRL). To kolejna wartość dodana - czytelnik, który zwykle z historią literatury ma niewiele wspólnego, otrzyma atrakcyjnie podaną porcję informacji o magazynach literackich, Skamandrytach, twórcach socjalistycznych. A czyta się to świetnie.

Nie można nie wspomnieć, że biograf nie pominął wydarzeń dziejących się już po śmierci poety-prawnika, który wywoływał po zmianie ustroju różne kontrowersje. Urbanek jednak stara się nie oceniać jednoznacznie postawy poety w różnych momentach jego życia - chociaż wyraźnie z nim sympatyzuje, podkreślając na przykład, że pisanie utworów systemowych Brzechwa traktował jako sposób na życie, a nie ideowy manifest.

W zgrabny i ciekawy sposób spisał losy nietuzinkowego człowieka. Książkę czyta się jak powieść - może tylko zdjęć nieco tu brak. Na końcu zaś podrzuca nam pokaźny indeks, kalendarium, zapisy rozmów oraz spisy najważniejszych lektur, dość przydatnych. Całości nie można odmówić ogromnego uroku, na każdym kroku widać też ogrom pracy włożonej w tę biografię i wyjaśnienie wielu aspektów życia ojca Pana Kleksa. Nie można też jednak pominąć pojawiającej się czasem tendencyjności w opisywaniu wydarzeń z życia Brzechwy, wyraźnego dążenia do pokazania go w stosunkowo dobrym świetle. Mimo to - warto zerknąć. To była zaskakująco przyjemna, interesująca lektura. Brzechwa nie dla dzieci - zdecydowanie na tak.

Brzechwa nie dla dzieci (wyd. II)

Autor: Mariusz Urbanek
Wydawnictwo: Iskry
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 5/2013
Liczba stron: 342
Format: 150x235 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
ISBN-13: 9788324403110
Wydanie: II
Cena z okładki: 44,90 zł



blog comments powered by Disqus