Recenzja książki "Głębia ciemności"
Niegdyś Stephen King w swoim „Danse Macabre” rozpisywał się o edukacyjnych walorach literatury i filmu grozy, które pod płaszczykiem krwi oraz flaków przemycają sprytnie wartości moralne bliskie chrześcijańskim wzorcom. Jednak jedną z najważniejszych, najbardziej prozaicznych, a zarazem pragmatycznych zasad, którą przyswajają sobie amatorzy horroru w jakiejkolwiek postaci, papierowej czy też celuloidowej, jest zasada mówiąca, że trudno o bardziej niebezpieczne miejsce niż własny dom. Maniak z siekierą, długowłose zjawy, żywe trupy – wszystkie te zjawiska albo żerują od lat w naszych domostwach, albo przybywają znienacka, dobijając się do drzwi. W swojej powieści „Głębia ciemności” Michael Laimo wykorzystuje nasz lęk przed odebraniem nam własnego kąta, o którym myśleliśmy, że jesteśmy w nim bezpieczni. U amerykańskiego autora nie ma spokojnych przystani, a zło jest bliżej, niż myślimy.
Książka (nominowana do prestiżowej Bram Stoker Award) rozpoczyna się od ciekawie poprowadzonej narracji pierwszoosobowej. Otóż lekarz Michael Cayle, siedząc w ciemnej piwnicy, wyjaśnia czytelnikowi, że coś złego zaczaiło się w jego domu, coś, co odebrało mu żonę i córkę, a jego doprowadziło na granicę obłędu. Nagrywa więc swój głos na taśmę, relacjonując wydarzenia ostatnich miesięcy, by były one przestrogą dla kolejnych mieszkańców domu. Tutaj następuje pierwszy zgrzyt stylistyczny. Jak na faceta na krawędzi upadku, który widział rzeczy przerażające, całkiem nieźle idzie mu ta opowieść. Laimo jest niezaprzeczalnie utalentowanym autorem, lecz błędem było wkładanie tylu całkiem sprawnie napisanych wersów w usta złamanego psychicznie i fizycznie mężczyzny.
Opowieść Cayle'a zaczyna się od przeprowadzki doktora z zatłoczonego Nowego Jorku na prowincję. Ma on tam przejąć schedę po miejscowym lekarzu rodzinnym. Historii w stylu i klimacie książek Jamesa Herriota jednak nie uświadczymy, gdyż od pierwszych dni Michael czuje, że w Ashborough dzieje się coś, czego nie uczą na medycynie. Bo jak wyjaśnić metalowe drzwi i ciężkie zasuwy, z którymi trzeba się uporać, by dostać się do gabinetu? Kolekcja rozmaitych egzotycznych wirusów w lodówce również nie należy do podstawowego wyposażenia lekarza rodzinnego. No i ta liczba osób rozszarpanych bądź okaleczonych przez „dzikie psy” jest w New Hampshire zadziwiająco wysoka. Na domiar złego doktor Cayle prześladowany jest przez złote iluminacje, świetliki, a może świecące intensywnie oczy, ledwie dostrzegalne pośród gęstego lasu.
„Głębia ciemności” to zlepek elementów z wielu innych fabuł, z którymi mieliśmy do czynienia wcześniej, lecz jest to estetycznie i logicznie poskładany książkowy Frankenstein. Oprócz nawiedzonego (lecz nie przez duchy!) domostwa mamy nieźle oddany klimat osaczenia i wielkiej tajemnicy, choć daleko tej powieści do hitchcockowskich zawiłości i momentami aż trudno uwierzyć w ślepotę intelektualną głównego bohatera.
Gdy wreszcie dowiadujemy się kto, co, jak i dlaczego, Laimo radzi sobie znacznie gorzej. Fabuła zdaje się gonić w piętkę, zjada własny ogon, a przymknięte wcześniej z niedowierzania oczy zaczynają powoli boleć. I pomimo że „Głebia ciemności” to książka stosunkowo krótka, tuż przed finałem zaczyna ogarniać znużenie. Innymi słowy, Laimo spłodził powieść nierówną, nieprzemyślaną, a jednocześnie satysfakcjonującą jako wieczorna lektura.
Nowa propozycja Amberu nie jest pierwszym wyborem, jaki uczyniłbym przy zakupie kolejnych kilkuset stron literackiej grozy, lecz pozwala patrzeć optymistycznie w przyszłość, gdyż Laimo jest zdecydowanie autorem obiecującym i być może wraz ze stażem na rynku przyjdzie również doświadczenie, które podpowie mu, jak planować opowiadane przez siebie historie.
Głębia ciemności
Autor: Michael LaimoWydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2009
Liczba stron: 216
Format: 148x210
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324133352
Wydanie: I
Cena z okładki: 27,80 zł
Sklep
Forum