Twardziel

Autor: Wojciech Kobza
27 lipca 2008

Nazwisko Mickey Spillane wypłynęło niedawno przy okazji "Arcydzieł Czarnego Kryminału", recenzowanych przez mnie na tychże łamach. Wtedy jego opowiadanie nie wyróżniało się zbytnio, choć trzeba przyznać, że nie zawodziło w żadnym momencie. Mimo że nie mieliśmy do czynienia z największą kreacją tegoż autora, można było wyczuć, czym charakteryzuje się twórczość Mickeya.

Dlaczego zacząłem od wspomnienia tamtego zbioru opowiadań? Gdyż zapoznanie się z tamtą pozycją pomogło mi w późniejszym zauważeniu recenzowanej niniejszym powieści. Niepozorna książeczka, licząca raptem 170 stron, z bardzo pasującą okładką, sugestywną, lecz troszkę za dużo podpowiadającą (reszty wspominać nie wypada), stanowi pierwszy tom przygód Mike'a Hammera, jednego z najtwardszych prywatnych łapsów, jacy chodzili po ulicach amerykańskich miast.

Historia rozpoczyna się w momencie, gdy Mike stoi nad zwłokami swojego najlepszego przyjaciela. Ów mężczyzna został zabity strzałem z pistoletu w brzuch i nawet gdy powoli wykrwawiał się, jednocześnie próbował sięgnąć po swą broń. Zabójca odsuwał ją od niego i patrzył, jak dogorywa. Po wydedukowaniu tego, Mike składa obietnicę nieboszczykowi, że na pewno pomści jego śmierć, przeprowadzając taką samą egzekucję, jaką ktoś wykonał na jego przyjacielu. Słyszący to policjant, kolejny znajomy Mike'a, postanawia nie dopuścić do morderstwa. Zaczyna się wyścig z czasem i Mike'iem Hammerem...

Siadając do tej książki, trzeba nastawić się na pewien styl narracji prowadzonej przez głównego bohatera i pewne założenia, jakie panują w świecie, w którym się on porusza. Kobiety co do jednej, bez żadnego wyjątku, lecą tylko na Mike’a, co druga jest nimfomanką (lecącą na Mike’a). Każdy ma swoje grzeszki, które tylko jedna osoba jest w stanie poznać (nie zgadniecie, kto). Można by ciągnąć tę listę w nieskończoność, tylko po co?

Zabierając sie do takiej pozycji, z góry zakładamy, że główny bohater rozwiąże zagadkę, przy okazji obijając niezliczone ilości gęb, siejąc ołowiem na prawo i lewo, samemu będąc kilkakrotnie poturbowanym, o podbojach miłosnych i związanych z nimi perturbacjach nie wspominając. Jednak z uporem godnym lepszej sprawy siedzimy i nie odrywamy wzroku od następnych stron. Dlaczego tak się dzieje? Bo Mike’a nie da się nie lubić. Jest po prostu cynicznym, lubiącym blondynki twardzielem, który ciętym komentarzem, pięścią i swym wiernym gnatem przebija się przez ludzki rynsztok w poszukiwaniu prawdy. Jest ikoniczną postacią kogoś dobrego, lecz nie do znudzenia.

Książka została wydana naprawdę dobrze, a okładka, jak już wspomniałem, jest bardzo w klimacie całej powieści. Polecam z całego serca fanom czarnego kryminału, którzy mają coraz więcej powodów do radości, spoglądając na rynek wydawniczy. Z niecierpliwością czekam na następną cześć, mającą ukazać się na jesieni. Lecz, zanim to nastąpi, polecam zapoznanie się z pierwszą powieścią o Mike’u Hammerze. Nie zawiedziecie się.

Ja jestem sądem

Autor: Mickey Spillane
Tłumaczenie: Marcin Baran, Tomasz Kunz
Wydawnictwo: EMG
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 6/2008
Liczba stron: 181
Format: 130 x 200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-925583-0-9
Cena z okładki: 29,00 zł


blog comments powered by Disqus