Czy "Najlepsze horrory A.D. 2012"? – recenzja antologii

Autor: Barbara Kuźma
Korekta: Bool
2 października 2012

„Straub jest znakomity” – mówili, dodając: „jego opowiadanie miażdży jak żadne inne!” I trochę w tych stwierdzeniach racji mieli wszyscy ci, którzy (jeszcze zanim na dobre zabrałam się za zbiór „Najlepsze horrory A.D. 2012”) podzielili się ze mną albo swoimi własnymi polekturowymi wrażeniami, albo też powtarzali obiegowo krążące opinie. Niemniej jednak tekst „Kicuś to smaczny chleb” Petera Strauba, autora skądinąd znakomitego i nie bez kozery nazywanego przez Bartłomieja Paszylka – pomysłodawcę i redaktora omawianej antologii – facetem, „który się nie zgrywa”, nie jest dla mnie ani gwoździem programu, ani wisienką na tym literackim torcie makabry i grozy rocznik 2012. Jest jednym z kilku (obok np. „Ekstrakcji” Dawida Kaina czy „Nocnego gościa” Aleksandry Zielińskiej) opublikowanych w tym tomie tekstów bardzo ciekawych, ale jednak nie wybitnych. W okolice poziomu doskonałości (a może nawet nieco ponad?) wybijają się tu bowiem umacniające lęki wszystkich dentofobów „Robaki zębowe” Dariusza Zientalaka, „Randka w ciemni” Kazimierza Kyrcza Jr., postapokaliptyczny „Czas Gedeona” Morta Castle’a oraz najlepsze z całego zbioru „I możesz już tylko oddychać” Kaaron Warren.

Jeśli jesteś masochistą, którego w najbliższym czasie czeka wizyta u stomatologa, tekst Zientalaka będzie spełnieniem Twych marzeń! Rzadko można bowiem spotkać się z tak zgrabnym połączeniem humoru (rzecz „jasna”, czarnego jak studnia do piekła), groteski i klinicznego niemal znawstwa ludzkiej natury, która zmusza homo sapiens sapiens do działania dopiero w sytuacji, gdy zabraknie mu już alternatyw, z makabrą w stylu „ręka, noga, mózg na ścianie”, jaką znamy np. z kina spod znaku gore. A jeśli do tej szalonej mikstury dodamy jeszcze iście frankensteinowski sznyt, otrzymamy przebogate, naprawdę wciągające i niepokojące opowiadanie, którego lektura powinna stać się dla każdego miłośnika gatunku pozycją obowiązkową. A że jej zakończenie stanowi dobry punkt wyjścia dla dalszej (oby obszerniejszej) narracji, pozostaje tylko mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mieć (nie)przyjemność obcowania z efektami pracy tytułowych „Robaków zębowych”.

Podobnie efektowne pod względem balansowania między komizmem a grozą jest opowiadanie „Randka w ciemni” Kazimierza Kyrcza Jr. O ile jednak Zientalak dozuje napięcie, które rośnie w miarę czytania i stopniowo ściera uśmiech z ust czytelnika, o tyle Kyrcz Jr funduje odbiorcom sinusoidę emocji – makabra i dowcip otrzymały od autora bilet na rollercoaster i przeplatają się ze sobą w zabójczym (dosłownie) tempie. Jeśli jeszcze komuś mało atrakcji, dodajmy, że w tekście mamy do czynienia z odwróconym porządkiem chronologicznym i połączeniem tak poważnych tematów, jak gwałt czy przemoc w rodzinie (które to opisywane są z perspektywy ofiary) z kwitującym je sarkazmem i ironią najwyższych lotów. Ale cóż, każdy, kto ma już za sobą lekturę innych tekstów tego krakowskiego (po)twórcy, wie, że literacka ekwilibrystyka stylistyczna to dla niego bułka z masłem. Troszkę tak, jak „[…] pozbycie się ciała nie stanowi problemu dla oszczędnej gospodyni [...]”.

A skoro już o „pozbywaniu się” tego i owego mowa, nie sposób nie wyróżnić opowiadania „Czas Gedeona” Morta Castle’a. Co ciekawe, sytuuje się ono po drugiej stronie barykady: w przeciwieństwie do tekstu Kyrcza, ani na moment nie pozwala na uśmiech, choć zasadza się na tym samym trzonie fabularnym – wycieczce w umysł mordercy. Nie trzeba chyba dodawać, że to wypad w jedną stronę, bez biletów powrotnych i zwrotów kosztów podróży...
Tytułowy Gedeon jest człowiekiem, którego z pewnością nikt nie chciałby spotkać na swojej drodze. To do szpiku kości zwichrowany, psychopatyczny i (o zgrozo!) niebiańsko wręcz natchniony morderca, który z hymnem na ustach i parafrazami modlitw w sercu odbiera życie. Zabija, bo kocha. Kocha tych, których zabija. Kocha zabijać. Strzeż Boże przed taką miłością… lecz obdarz nas większą ilością równie dobrych narracji! Nie sposób wyrzucić z pamięci obrazów, dźwięków, zapachów i innych niemal sensorycznych wrażeń, jakie w wyobraźni czytelnika wywołuje lektura fragmentów wspomnień z dzieciństwa Gedeona (ptasie trele już nigdy nie będą takie same!) lub też opisu „przesłuchania” jeńca wojennego. Dodatkową atrakcją niech będzie fakt, że nasz bohater „miłuje” swych bliźnich w świecie po zagładzie, porusza się w ponuklearnej rzeczywistości, czyniąc ją jeszcze straszniejszą niż ta, którą znamy np. z „Deus Irae” Dicka i Zelaznego.

Jeśli pomimo powyższych pochwał wciąż jeszcze nie wiesz, czy warto wzbogacić swoją grozotekę o „Najlepsze horrory A.D. 2012”, to za chwilę opuszczą Cię wszelkie wątpliwości. W omawianej antologii znalazł się bowiem tekst, który, niczym dziesięciu sprawiedliwych wyhaczonych spośród mieszkańców Sodomy, mógłby uratować nawet najsłabszy w historii zbiór opowieści grozy (przy czym, oczywiście, wybór Paszylka takowym zdecydowanie nie jest). Opowiadanie „I możesz już tylko oddychać” Kaaron Warren to tekst tak mroczny, jak smoliście czarny węgiel wydobyty z najgłębszych odwiertów i dewastujący na równi z zawałem stropu kopalnianych sztolni. Autorka niesłychanie chłodno i spokojnie, z chirurgiczną niemal precyzją dokonuje w swojej fabule zabiegu stopniowej, acz bezwzględnej amputacji nadziei i pogromu wszelkiego optymizmu oraz radości życia. Czyni to przy tym w sposób dość wyrachowany – najpierw pozwala czytelnikom porwać się euforii, uwierzyć, że (dosłownie!) wyjście z mroku jest możliwe, by za chwilę stopniowo zacząć ukręcać łeb wszystkiemu, co pozytywne. Proces ten trwa do ostatniego zdania, a więc do momentu, gdy odechciewa się już nawet oddychać…

Zdecydowanie kryje się więc w „Najlepszych horrorach A.D. 2012” solidna dawka mocnych wrażeń. I choć nie wszystkie umieszczone w tym zbiorze opowiadania są sobie równe (słabiutkie „Kolekcjoner zelówek” i „Rzecz o niewidzialnej skrzyni” prezentują się przy opowiadaniach Warren czy Castle’a jak zawstydzeni, nieśmiali i ubodzy krewni), antologia broni się jako całość o dobrej średniej. Tak to już zresztą z wyborami tekstów bywa – te, które nie zapierają tchu w piersiach, mimo wszystko spełniają bardzo ważną rolę: pomagają czytelnikowi docenić kunszt narracji godnych najwyższych odznaczeń, oklasków, a nawet... zasłużonego tytułu „naj”.

Najlepsze horrory A.D. 2012

Redakcja: Bartłomiej Paszylk
Autor: Mort Castle, Brian Evenson, Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz Jr, Jarosław Moździoch, Michael Slade, Peter Straub, Kaaron Warren, Aleksandra Zielińska, Dariusz Zientalak
Tłumaczenie: Roman Ociepa
Wydawnictwo: Polonsky
Wydanie polskie: 9/2012
Liczba stron: 258
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788363630003
Wydanie: I
Cena z okładki: 35 zł


blog comments powered by Disqus