Recenzja książki "Stowarzyszenie umarłych poetów"
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 18,00 zł
Tradycja! Honor! Dyscyplina! Doskonałość! Witajcie w elitarnej szkole dla najlepszych z najlepszych, Akademii Weltona. Tutaj rodzą się i hartują przyszłe najtęższe głowy świata, mające odnosić sukcesy na wielu polach życia współczesnego. Kuźnia talentów? Raj dla geniuszy? Wymarzona szkoła? Niekoniecznie…
Wkrótce nowo przybyli dowiedzą się na własnej skórze, że tradycja to bezmyślne wkuwanie setek formuł i dat. Dyscyplina to dryl wojskowy, gdzie nie ma miejsca na własne myśli, a istnieje tylko jeden, jedyny słuszny głos – nieznoszące sprzeciwu zdanie pryncypała. Doskonałość to nic innego, jak zdolność do poddańczego zaprzęgnięcia się w maszynę zabijania indywidualności. A honor? A honoru nikt tu nie ma. Liczy się sukces, ot co!
Lecz pojawia się ktoś inny, jak rysa na monolicie – nowy nauczyciel języka angielskiego, John Keating. Dawny wychowanek Akademii, który w niczym nie przypomina skostniałego nauczyciela. Otwarty, stroniący od apodyktyczności, starający się maksymą carpe diem! wyzwolić w wychowankach ducha wolnomyślicielstwa. Szaleniec? Wariat poezji! Udaje mu się zainteresować liryką paru podopiecznych, jacy niebawem odkrywają, że Keating w czasach szkolnych był członkiem tytułowego Stowarzyszenia umarłych poetów. Indagowany, wyjawia im, czym zajmowało się Stowarzyszenie, a uczniowie, porwani myślą o uwolnieniu umysłów spod jarzma Akademii, postanawiają wskrzesić idee. Wkrótce zaczynają wieczorne spotkania w grocie, czytając poezję i rozmyślając nad tym, co rzeczywiście uwielbiają, a co dalekie jest od zapatrywań ich rodziców, którzy hen naprzód zaplanowali życia swoich pociech (oczywiście, nie pytając ich o zdanie). Młodzieńczy bunt rozkwita – chłopacy odkrywają magię słów, urok samodzielnego myślenia, powab i udręki miłości, smak rodzącej się przyjaźni. Wszystko to jednak zmierza nieuchronnie do konfrontacji z życiem w obrębie murów szkoły, gdzie fanaberie Keatinga oraz jego uczniów stają się nie do zniesienia. W końcu musi dojść do zderzenia stetryczałego świata z młodością, która chce wytyczać własne szlaki… Rzecz jasna, reszty fabuły nie zdradzę, gdyż warto poznać ją samemu.
„Stowarzyszenie umarłych poetów” nie jest grubą pozycją, liczy raptem sto parędziesiąt stron, i można spokojnie oddać się w objęcia lektury na jeden wieczór. Bynajmniej nie będzie to czas stracony. Z jednej strony książka wciąga, pomysł uwodzi, a autorka nie straszy popisami rodem z podręcznika dla grafomana, lecz z drugiej strony trochę brakowało mi wyraźniejszego zarysowania sylwetek bohaterów. Ani chybi „Stowarzyszenie…” to nie cykl „W poszukiwaniu utraconego czasu” Prousta, ale pewnie nie takie było zamierzenie, więc zbytnio nie mogę narzekać, ponieważ jednak bardzo miło spędziłem czas w trakcie czytania.
Książka powstała na podstawie scenariusza do filmu pod takim samym tytułem. Jakiś czas temu napisałem recenzję ostatnich przygód Indiany Jonesa. Według mnie w tamtym przypadku film okazał się gorszy od pozycji literackiej, natomiast w sytuacji „Stowarzyszenia…” jest na odwrót – produkcja filmowa zdaje się być lepsza; czuć w niej magię poezji, a i w bohaterach jest więcej życia i emocji. Niemniej, jak wspominałem wcześniej, nie skreślam książki. Myślę, że warto dać jej szansę – szczególnie, gdy w wyobraźni wstawi się osoby oraz sceny występujące na srebrnym ekranie. Warto.
Stowarzyszenie umarłych poetów
Autor: Nancy H. KleinbaumTłumaczenie: Paweł Laskowicz
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 2/2000
Tytuł oryginalny: Dead Poets Society
Seria wydawnicza: Salamandra
Liczba stron: 156
Format: 128 x 197 mm
ISBN-13: 9788371208850
Cena z okładki: 20 zł
Sklep
Forum