Recenzja książki "Duch Rembrandta"

Autor: Wojciech Kobza
Korekta: Bool
2 maja 2009

Powieści o podobnym schemacie co „Kod Leonarda da Vinci” powstało już tyle, że kolejne z nich, niestety, nie dość że nie mają niczego nowego i świeżego do zaoferowania, to jeszcze prezentują coraz niższy poziom. Każdy autor bierze na celownik jakąś ważną postać i wokół niej wije swoją intrygę. Tym razem dostało się biednemu Rembrandtowi. Czym sobie na to zasłużył? Nie wiem, ale na pewno nie wyszło mu to na zdrowie...

Książka ta ze wszech miar jest do bólu sztampowa i niczym, ale to dosłownie niczym nie odróżnia się od pozostałych pozycji tego typu. Zmiana miejsca akcji nie wpływa pozytywnie na jej odbiór. Główni bohaterowie to również kalki tych, którzy pojawili się już na kartach niejednej powieści. Zresztą sama fabuła też nie odkrywa żadnych ciekawych rzeczy, jest przewidywalna od początku do samego końca.

Historia zaczyna się... tak, jak można się było spodziewać. Dwójka głównych bohaterów – ona, archeolog Finn Ryan, oraz jej towarzysz, angielski arystokrata Billy Pilgrim – trafia na dziwny obraz Rembrandta, najprawdopodobniej falsyfikat. Lecz pod wierzchnią warstwą farby odnajdują prawdziwe dzieło mistrza, które prowadzi do wielkiej zagadki. Oczywiście nie tylko oni są na tropie, ale i pewni ludzie, którzy chcą ich wyeliminować z gry.

Jak w każdej takiej książce, akcja rozgrywa się w kilku miejscach, lecz ich opis jest niestety mniej barwny niż w odpowiednikach innych autorów. Szczególnie uderza nieciekawość lasów tropikalnych, do których trafiają podczas swej przygody główni bohaterowie. Opisy miast krajów takich jak Borneo, Tajlandia czy Filipiny również nie rzucają na kolana.

Akcja prze do przodu, lecz kolejny raz mamy do czynienia z sytuacją, gdy sztampa zabija radość z zaskoczenia przy kolejnych zwrotach akcji, gdyż są one tak przewidywalne, że aż nudne.

Główni bohaterowie wpisują się niestety w ten trend. Trudno jest wykrzesać jakąś iskierkę sympatii dla nich i czytelnik ze spokojem, a nawet znudzeniem, obserwuje kolejne strzelaniny, pościgi i wszelkie inne próby pozbawienia ich życia. Zachowanie bohatoerów dość często wydaje się sztuczne i wymuszone, ale nie sytuacją w jakiej się znaleźli, a po prostu brakiem pomysłów autora na rozwój wydarzeń.

Sięgając po tę książkę, mamy od razu pewność, że zasada, iż zło zawsze przegrywa, a dobro wygrywa, sprawdzi się w stu procentach. Nie znajdziemy tutaj żadnego od niej odstępstwa.

Czytając „Ducha Rembrandta”, można dojść do niecodziennego wniosku, że wszystko to już gdzieś było, na myśl przychodzą inne pozycje tego gatunku, jak „Księga Imion” czy „Testament Medyceuszy”, by wymienić tylko dwie. Niestety odnosi się też inne wrażenie, mianowicie w wymienionych wyżej powieściach wszystko to zostało opisane o wiele lepiej, barwniej i plastyczniej, pomimo również pewnej dozy sztampowości owych książek.

„Duch Rembrandta” to pozycja dla ludzi zakochanych w „Kodzie Leonarda da Vinci” i jego kontynuacjach. Nie znajdą tutaj nic odkrywczego, a jedynie jako tako skleconą fabułę, z prozaicznymi bohaterami. Niestety po lekturze tej książki czytelnik może dojść do wniosku, że co za dużo, to niezdrowo...

Duch Rembrandta

Autor: Paul Christopher
Wydawnictwo: Rzeczpospolita - Przedsiębiorstwo Wydawnicze
Wydanie polskie: 8/2008
Liczba stron: 284
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60192-75-7
Cena z okładki: 26,00 zł


blog comments powered by Disqus