Recenzja książki "Malowany Człowiek" t. 2

Autor: Maciej Szraj
Korekta: Bool
26 maja 2009

Wcale nie tak dawno, bo tylko trochę ponad pół roku temu, swoją osobą (a raczej książką) polski rynek wydawniczy zaszczycił Peter V. Brett. Jego pierwsza powieść, „Malowany Człowiek”, okazała się wielkim sukcesem i szybko stała się bestsellerem w wielu krajach. Również Polska nie pogardziła dobrą lekturą i dziś swobodnie możemy czytać zarówno pierwszy, jak i drugi tom tej powieści autorstwa amerykańskiego pisarza. Warto wspomnieć, że nasz narodowy podział książki Bretta na dwie części jest sztuczny, bowiem to nie sam autor, a wydawnictwo zdecydowało się na tego typu zabieg. W sprawy komercji nie mam jednak zamiaru wnikać, więc przejdę do treści, która nota bene jest solidna.

Drugi tom „Malowanego Człowieka” to przede wszystkim dokończenie solowych wątków bohaterów, a następnie połączenie ich w jeden. Historia Arlena jest kontynuowana z punktu, w którym została zakończona. Młody Posłaniec zyskuje siłę w postaci włóczni oraz wrogów w postaci ludzi Krasji, którzy sekret władzy nad demonami chcą zachować tylko dla siebie. Tymczasem mały Rojer wkracza w dorosłe życie i staje się pełnoprawnym Minstrelem. Dwa lata po śmierci swego mistrza wędruje samotnie między wsiami, dając popisy swoich umiejętności dla miejskiej gawiedzi. Niestety stare zatargi z Jasinem same się nie rozwiązały i już niedługo po powrocie do wielkich miast Rojej Bezpalcy trafia skatowany do szpitala. Chłopak ma niesamowite szczęście, bowiem jego rany leczy znakomita zielarka Leesha, którą mieliśmy już okazję poznać. Kobieta ulega stagnacji, siedząc latami w mieście. Dopiero wieści o zarazie trawiącej jej rodzinną okolicę otrzeźwiają ją. Wyruszając w podróż z Rojerem, nie jest w stanie przewidzieć, że losy zarówno ich, jak i Naznaczonego mają się niedługo połączyć.

Czytając drugi tom „Malowanego Człowieka”, ma się świadomość wielkich zmian, jakie zaszły między częścią pierwszą a drugą. Mimo że podział na tomy jest sztuczny, to coś w sobie ma. Kontynuacja książki Bretta to przede wszystkim wartka akcja. Tu nie ma czasu na przestoje, kiełkowanie oraz budowę charakterów, jak to miało miejsce w części pierwszej. Tutaj, zaczynając czytać, nie można przestać. Całość napisana jest tak, że każda następna linijka pochłaniana jest szybciej niż poprzednia. Pędzimy przed siebie, a znak „Stop” pojawia się dopiero na ostatniej stronie.

Czy taki zabieg jest dobry i wartościowy? I tak, i nie. Na pewno chylę czoła przed panem Brettem za znakomity język, który na potknięcie się i powtórne czytanie tego samego zdania nie pozwala. Z drugiej jednak strony mam pewien żal, że książka wydaje się „pustą”. Sama w sobie jest ciekawa i wciągająca, ale brak jej pewnych wypełnień psychologicznych i takich właśnie znaków „Stopu”, aby zatrzymać się i pomyśleć nad postaciami oraz ich losami. Z historii trójki bohaterów naprawdę wiele można wykrzesać: Arlen – chłopak, który zawiódł się na ludziach. Chciał im pomóc, przez co omal nie zginął. Chcąc pokonać Otchłańce, sam stał się ich częścią; zielarka Leesha, która zostaje zgwałcona, przeżywa naprawdę poważny problem wewnętrzny; Rojer, który przeszedł wielką traumę w dzieciństwie, też nie ma łatwo. Trzy palce wcale nie pomagają mu w jago zawodzie. Opisy uczuć i przemyśleń tych bohaterów da się spisać na kilku stronach całej książki, a to trochę mało. Zdecydowanie brakuje wątku psychologicznego, który przedstawiłby to, co odzwierciedla mentalność tych młodych ludzi. Nie powinni być oni tylko marionetkami w rękach autora, ale jak najlepiej odwzorowanymi postaciami, niemal przenikającymi swymi osobowościami do świata rzeczywistego. Tego niestety w drugim tomie brakuje.

W ogólnym rozrachunku nie można jednak powiedzieć, że powieść jest zła. Jak już we wstępie zaznaczyłem, jest to solidna historia, która naprawdę wciąga. Przedstawianie scen batalistycznych oraz kreowanie napięcia panu Brettowi wychodzi całkiem nieźle. Z pewnością nie możemy narzekać na brak akcji. Całość napisana jest bardzo płynnie i, szczerze powiedziawszy, dobrze się to czyta. Rysunki doskonale ubarwiają strony i pomagają w lepszym wyobrażeniu sobie postaci. Autor potrafi wykrzesać naprawdę wiele ze swojego świata. Jedyne mankamenty to brak pewnej złożoności i dokładnych opisów. Krainy przedstawiane są tylko pobieżnie, przez co nie czujemy życia tętniącego w miejscach i postaciach opisywanych przez autora.

Zdecydowanie polecam tom drugi „Malowanego Człowieka” tym, którym podobała się część pierwsza. Książka ta będzie dla nich dobrym dopełnieniem i z pewnością zaostrzy apetyt na więcej. Wątpliwości mogą mieć jedynie osoby, które fantastyką zajmują się nie od dziś i szukają czegoś naprawdę oryginalnego oraz niecodziennego. Sadzę jednak, że w tym wypadku uniwersalizm powieści sprawi, że większość osób, czy to w drodze do szkoły, czy w domowym zaciszu, z przyjemnością zgłębi tajniki uniwersum stworzonego przez Petera Bretta.

Malowany człowiek #1 - Malowany człowiek, tom 2

Autor: Peter V. Brett
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Ilustrator: Dominik Broniek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 2/2009
Tytuł oryginalny: Demon Trilogy: The Desert Spear
Rok wydania oryginału: 2009
Seria wydawnicza: Obca Krew
Liczba stron: 320
Format: 125x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-050-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus