Marcin Gutek - Grupa trzymająca puszczę (fragment)


Sąsiedztwo puszczy jawiło się Chryzostomowi jako błogosławieństo. Nigdy nie narzekał na brak pożywienia, grunt znakomicie nadawał się do kopania i, co najważniejsze, człeków w okolicy było niezmiernie mało. Nikt nie rozwalał kopców, nie traktował jak natręta, nie polował przy pomocy kretyńskich, brzęcząco-wibrujących pułapek. Żyć nie umierać.
Egzystencja kreta nie należała do skomplikowanych, dlatego by ją uwznioślić prawie każda czynność ocierała się o celebrę, a do prac niemalże świętych zaliczało się przyrządzanie posiłków. I to tłumaczy silne wzburzenie Chryzostoma, któremu przygotowywanie przekładańca z dżdżownic przerwało ordynarnie częściowe załamanie sufitu w przedsionku. Przynajmniej tak została zinterpretowana obecność kilkunastu grudek ziemi, które opadły z kopca i jawiły się urodzonemu pedantowi jako naruszenie sfery intymności. Spracowany fartuszek trafił na kołek wbity w połowie ściany, zaś jego właściciel udał się w celu wyładowania negatywnych emocji.
- Kogo tam niesie? – oczy przyzwyczajone do ciemności nie były w stanie rozszyfrować sylwetki gościa zasłaniającego naturalne światło.
- My z BOR-u1 – piskliwy głos drażnił dość mocno i wprawiał w drgania ogon kreta.
- A, chyba że z puszczy – naturalny szacunek Chryzostoma dla mieszkańców lasu przeformował pierwotny gniew w dość ostrożny szacunek. – Co was do mnie sprowadza?
- Mamy dla pana wezwanie.
- Jeśli chodzi o ten tunel, co go za daleko....
- Nic tu nie pisze o żadnym tunelu.
- To jakieś pismo macie? – jęknął kret, który na samo wspomnienie o liściu ozdobionym pieczątką stawał się pokorny i bojaźliwy.
- Dwie strony.
Świat szarego kopacza nor począł drżeć w posadach i naruszenie integralności kopca jawiło się teraz jako błahostka.
- Aż dwie?
- Tak jest! I wynika z nich, że musimy pana doprowadzić do siedziby Zgromadzenia Zwierzęcego.
- Za co?
- Zostanie pan przewodniczącym komisji do spraw niewyjaśnionych przez inne komisje śledcze.
- Ja? Dlaczego akurat ja? – pytanie oportunisty samo cisnęło się na usta.
- Jest pan jedyną osobą w lesie, która jest w stanie zapewnić bezstronność przedsięwzięcia; tylko pana autorytet może gwarantować posłuszeństwo członków komisji – podpodporucznik Onufry nawet nie krył, że cytuje, słowo w słowo, dzierżony w łapie dokument.
- Tak tam jest napisane?
- Dokładnie.
- Ale ja naprawdę nie wiem, czy podołam.
- Proszę pomyśleć o splendorze, jaki na pana spadnie, o długu wdzięczności, jaki zaciągnie wobec pana społeczność puszczy....
Reszta słów oficera BOR-u drogą skomplikowanych procesów myślowych kreta zamieniła się w pomnik Chryzostoma stojący na centralnej polanie. Ewentualnie monumentalny kopiec upamiętniający bezgraniczną mądrość niedocenianego zwierzęcia. To mogła być dziejowa misja, która zmieni postrzeganie całego rodu Talpa europaea, a nowy wizerunek przyćmi niesprawiedliwe stereotypy, które krzywdziły jego pobratymców. Jednak, skurcze okolic żołądka przypominały o drobnych niedogodnościach technicznych, dlatego wcielając w życie znane nawet w świecie fauny powiedzonko o obronie i ataku, Chryzostom próbował nieśmiało przejąć inicjatywę.
- To ja się przekopię do puszczy....
- To absolutnie wykluczone – podporucznik Onufry jakby spodziewał się ciosu z tej strony i odparował go bez trudu. – Mamy rozkaz doprowadzić pana bezzwłocznie.
Skulona sylwetka właściciela kopca wzbudzała litość. Jednak nie poczucie empatii, lecz strach przed konsekwencjami za niewykonanie polecenia, kazały dodać wysoko postawionej w hierarchii ryjówce cieplejsze słowa na temat honorowej eskorty. Pod wpływem jeszcze kilku zdań w podobnym tonie, wątpliwości kreta stopniały na tyle, że pozwolił się zaprosić z nory na powierzchnię. Co prawda, wahania narastały wprost proporcjonalnie do odległości od domu, ale podporucznik Onufry umiejętnie szarpał za czułe struny patriotycznej gitary, popychając opierającego się kreta do celu wędrówki. I chociaż ryjówki się nie pocą, to jednak sporo wody użyźniło ściółkę leśną, kiedy wreszcie udało się przywieść do samego centrum puszczy rozdygotanego wewnętrznie Chryzostoma. Żadna misja w dotychczasowej karierze BÓRowców nie mogła się równać z dostarczeniem przyszłego przewodniczącego komisji do spraw niewyjaśnionych przez inne komisje śledcze. Gdy więc stanęli pod okazałym dębem dowódca BÓR-u poczuł miłe uczucie ulgi, które przetoczyło się po służbowym futerku.
- Wasza naczelność!
Żółty dziób siedzącego na gałęzi puszczyka poruszał się bezgłośnie, sugerując odmawianie mantry. Powieki przykrywały głęboko osadzone oczy, pogłębiając wrażenie kontemplacji. Przerywanie stanu nirwany wydawało się czynem w jednakowym stopniu świętokradzkim i niewdzięcznym. Gdzieś w głowie Onufrego pojawiła się myśl o posiłku. Jednak balans na linii konsument i konsumowany przechylał się zdecydowanie na korzyść mniej optymistycznej wersji.
- Wasza naczelność!
Żółte ślepia zawsze budziły grozę, pomimo niewielkich rozmiarów.
- Czego chcesz? Nie widzisz, że bawię się w chowanego?
- Przepraszam, panie naczelniku, ale właśnie doprowadziliśmy kandydata na stanowisko przewodniczącego nowej komisji śledczej…
- Poczekaj chwilę, kochanie. To nie do was, podporuczniku.
Chryzostom poczuł poważną deformację przewodu pokarmowego, gdy żołądek pojawił się w okolicach przełyku. Tylko całkowity paraliż mięśni spowodował brak typowej reakcji na lądowanie, w najbliższym sąsiedztwie, drapieżnego ptaka. Mózg kreta wypełnił się do ostatniego neurona paniką, zapalając wszystkie czerwone lampki, jakie były do jego dyspozycji. Kret skurczył się na ile to było możliwe, zmniejszając powierzchnię ataku do minimum.
- A z czyjej rekomendacji?
- Koalicji parzystokopytnych, psowatych i kotowatych – Onufry wyciągnął sponiewierany liść w kierunku naczelnika. – Ale kandydaturę poparły łasicowate oraz Konfederacja Gryzoni i Małych Ssaków.
- Ale brak poparcia ptaków?
- Tak, panie naczelniku.
- I sądzicie, że w tak prymitywny sposób mnie podejdziecie?
Podporucznik z chęcią dołączyłby do skulonego pobratymca, lecz wyszkolenie pozwoliło na opanowanie nerwów. Parszywa fucha! Gdzieś z głębi lasu dobiegł słodziutki głos, jawiący się wybawieniem.
- Pankracy! Długo jeszcze będę czekać?
- Zaraz kochanie!
- Oj, bo będą nici z zabawy. Na długo!
- Macie szczęście –naczelnik nie krył podekscytowania – Pokazać przewodniczącemu tymczasową kwaterę i zejść mi z oczu!
Onufry pociągnął za sobą kreta, bijąc wszystkie rekordy świata w biegach średniodystansowych. Zanim zniknęli z polany, Chryzostom w przypływie ciekawości zerknął tylko w stronę miejsca, gdzie przed chwilą stali. Podczas rozmowy naczelnik zasłaniał sobie podbrzusze skrzydłami. Teraz zrozumiał, dlaczego.

1) O ile ortografia sprawiała ryjówkom trudności, o tyle w deklinacji czuły się bardzo dobrze.

ZWIERZEnia

Wydawnictwo: La Boheme
Wydanie polskie: 8/2008
Liczba stron: 348
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-927126-8-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 29 zł


blog comments powered by Disqus