Liliana Madejska - Opowieść o koniu niezwykłym (fragment)
Gdy GO pierwszy raz ujrzałam, nie przypominał konia, raczej kupę kości obciągniętych karą skórą i szczątkowym ogonem.
- Dlaczego on tak wygląda? To jakiś koszmar! - zwróciłam pytające spojrzenie w stronę właściciela konia.
- Jest po ciężkiej chorobie, ale zaczyna dochodzić do siebie - odpowiedział. - Nie mogę jednak pani zagwarantować, że nie zdechnie. Uczciwość, na jaką się zdobył wypowiadając te słowa, sprawiła, że dumnie wypiął pierś do przodu, odrzucając jednocześnie do tyłu głowę w nerwowym tiku.
- Konie umierają panie eM., a nie zdychają.
Moje słowa zabrzmiały jak melodia o zjadliwych, niemiłych dla uszu dźwiękach. Zerknął na mnie kątem oka i jakby od niechcenia odpowiedział:
- Ma pani rację, umierają, źle się wyraziłem.
Nasze oczy spotkały się na ułamek sekundy, musiał zobaczyć coś dziwnego w ich rozszerzonych źrenicach,bo gwałtownie odwrócił głowę.
Kłamie, pomyślałam.
- Nie musi pan przytakiwać! - dałam mu do zrozumienia, że czytam w jego myślach. - Już zdecydowałam się na kupno tego konia. - Spojrzałam mu prosto w oczy. Pozostaje wybrać drugiego. Może mi pan coś zaproponować?
- Do sprzedania jest również ta kasztanka, ale ona nie nadaje się do rekreacji, a pani szuka zdaje się, koni do szkółki?
- Niezupełnie, raczej potrzebuję dwóch spokojnych koni na lonże i do hipoterapii. Obecne moje konie będą dalej chodziły w sporcie, kolejne, które planuję kupić, są z myślą o szkole jazdy konnej z prawdziwego zdarzenia oraz kilka niemieckich klaczy do hodowli.
- Nie będzie się pani nudzić na tej wsi? - Pytanie zawisło w powietrzu. - Tutaj ma pani wszystko, co do pracy z końmi potrzebne. Halę do skoków, ujeżdżalnię, nie wspomnę już o możliwości treningu młodych koni na stiplach.
- Panie eM., będę miała w najbliższym czasie mnóstwo pracy z końmi w hotelu oraz młodymi do zajeżdżania. Nie grożą mi wieczory i dzionki z szydełkiem w ręku, bez obaw, nie wyjdę z wprawy, na zawody również będę jeździła.
- Dobrze, już dobrze! Już nic nie mówię, widać, że pani zdecydowała - mruknął coś pod nosem, ale parsknięcie konia zagłuszyło ten niezrozumiały dźwięk. - Mam pewien pomysł - powiedział nagle, przerywając ciszę. Machnął przy tym z impetem rękami, jakby ta myśl poraziła go prądem! - Nie sądziłem, że w najbliższym czasie przyjdzie mi do głowy, iż zechcę sprzedać tego konia, bo jest zdrowy jak rydz, ale dla pani zrobiłbym wyjątek! Poza tym, ma już swoje lata, a na moje potrzeby lepsze są młode konie, takie nie do zdarcia. U pani będzie miał lekkie życie, tu pracuje wiele godzin.
Zamrugał małymi, przymkniętymi częściowo oczkami. Promienie słoneczne, wydobywające się z górnej części stajennego okienka, padając mu na twarz, oślepiały bezlitośnie, wyprowadzając tym samym z równowagi.
Trafił się dziwnym zbiegiem okoliczności koń, odporny na godną pożałowania opiekę i troskę - pomyślałam z przekąsem. Jak on zdołał uchować się w zdrowiu i bez kontuzji, w tej stajni, pod okiem tego człowieka?!
- Który to koń panie eM.? - Czułam, że lada chwila wybuchnę i transakcję szlag trafi.
- Ależ pani nerwowa, niech pani sobie odpuści, zmarszczek się pani nabawi - rzucił w moim kierunku kiepski żart, lecz nagle, jakby sam przestraszył się swoich słów, bo przyspieszył znacznie, wydawało się, jakby odpalił piąty bieg. - To ten siwek, wałach - otwierając drzwi boksu, zaczął szybko wyliczać zalety konia, patrząc jednocześnie na moją reakcję: - Nieduży, bardzo wytrzymały, mało je, nawet nieźle skacze. Jak był młody, to brał takie przeszkody, jak sam mierzył we wzroście.
- Chce pan przez to powiedzieć, jak się domyślam, że ceni pan go sobie wysoko? - Kpiący ton mojego głosu był wyczuwalny na całą długość końskiego ogona i jeszcze trochę. - Kupuję oba - odezwałam się stonowanym głosem, by zagłuszyć drażliwe myśli. - Przyjadę jutro z rana, zapłacę, zapakuję konie do trailera i będzie po sprawie. Pasuje?! - Jak to, nie pyta pani o nic więcej, nie targuje? -Stał z miną zawiedzionego dziecka, któremu zabrano zabawki, a do tego nie dano dojść do słowa.
- Panie eM, ja już wiem wszystko, proszę mi teraz pozwolić pozostać z moimi końmi, sam na sam!
Oddalił się bez słowa sprzeciwu. W jego ruchach nie wyczuwało się już tej wcześniejszej energii, tak, jakby zeszła z niego cała para.
- Siwulku, twoje życie się zmieni - oznajmiłam patrzącemu na mnie koniowi.
Zastrzygł uszkami, być może uległam złudzeniu, odniosłam jednak wrażenie, że wyglądał na zadowolonego!
ZWIERZEnia
Wydawnictwo: La BohemeWydanie polskie: 8/2008
Liczba stron: 348
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-927126-8-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 29 zł
Sklep
Forum