Recenzja książki "Jack Frost i Zastraszone Miasto"

Autor: Darek Czywilis
6 stycznia 2009

Mocno zniechęcony poprzednią książką Rodneya Davida Wingfielda, otwierającą cykl o inspektorze z brytyjskiej prowincji, po „Zastraszone Miasto” sięgałem z dość wyraźną niechęcią. Spodziewałem się nachalnych opisów, koszmarnie poszatkowanej fabuły i ostentacyjnie niechlujnego, wulgarnego, niefrasobliwego Jacka Frosta, psującego swoimi niewybrednymi uwagami nawet najbardziej trzymającą w napięciu scenę. Na szczęście moje obawy ziściły się tylko częściowo. Ale po kolei.

Najbardziej kłopotliwy (zarówno dla otoczenia, jak i dla Czytelnika) detektyw świata wraca by zmierzyć się z lawiną przestępstw, wstrząsającą prowincjonalnym brytyjskim miasteczkiem Denton. Tym razem musi rozwiązać zagadkę śmierci bezdomnego, powstrzymać brutalnego gwałciciela, znaleźć sprawców kilku zuchwałych kradzieży, utrzymać oskarżenie o nieumyślne zabójstwo skierowane przeciwko synalkowi wpływowego parlamentarzysty oraz znaleźć zabójców policjanta. Wszystko to jednak blednie wobec nemezis inspektora Frosta, czyli kosmicznych ilości zaległej pracy papierkowej, będącej wynikiem jego niechlujstwa i kompletnego braku organizacji.

Powiedzmy sobie wprost: „Zastraszone Miasto” nie jest arcydziełem kryminału, podobnie jak poprzednia część serii, czyli „Jack Frost i Boże Narodzenie”. Autor operuje wciąż tymi samymi schematami oraz kliszami fabularnymi. Znów mamy romans jego podopiecznego z koleżanką z pracy, wciąż mamy szefa-idiotę, o wątku policjantów-łajdaków i karierowiczów nie wspominając.

Wszystko to podane jest w dość chaotycznej formie, a osoby, które czytały w miarę uważnie poprzednią część, będą się krzywić na nieprawidłowości zarówno w chronologii (konia z rzędem osobie, która będzie w stanie określić, czy akcja „Zastraszonego Miasta” rozgrywa się przed „Bożym Narodzeniem”, czy po nim), jak i opisach otoczenia (skąd, do diabła, w centrum zapyziałego Denton wziął się nagle nowoczesny apartamentowiec?). Jeżeli dodamy do tego nieścisłości w tłumaczeniu (koronnym przykładem niech będzie tytuł – w oryginale „Touch of Frost”), to otrzymamy obraz książki niewiele lepszej od lekko gniotowatego poprzednika.

Na szczęście „Zastraszone Miasto” nie składa się z samych wad. Liczne sprawy, jakie ma do rozwiązania inspektor Frost, ładnie zazębiają się ze sobą, co sprawia, że całość czyta się wartko. Ich różnorodność oraz dojmujący realizm kojarzą się z serią kryminalną pokroju polskiego „Pitbulla”. Podobnie jak w serialu Patryka Vegi, rozwiązania nie spadają inspektorowi z nieba, są raczej wynikiem żmudnej pracy okraszonej tylko drobnym łutem szczęścia. Opisy zapadłej nory, jaką jest Denton, oraz mniej lub bardziej odpychających typów ludzkich, z których każdy ma coś na sumieniu, budują sugestywny, ponury klimat, na szczęście pozbawiony przegięć, od jakich roiła się poprzednia część omawianej książki. To zdecydowanie ułatwia zrozumienie fenomenu popularności serii R.D. Wingfielda.

Jak można podsumować tę pozycję? Wciąż jest to książka niezbyt doskonała, ale potrafiąca skutecznie wciągnąć miłośnika gatunku. Czyta się ją szybko, przez co idealnie nadaje się do podróży albo na zimowy wieczór. Nie dla koneserów, ale czytać się da.

Jack Frost #2 - Frost i zastraszone miasto

Autor: R. D. Wingfield
Wydawnictwo: Rzeczpospolita - Przedsiębiorstwo Wydawnicze
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2007
Tytuł oryginalny: Jack Frost: A Touch of Frost
Rok wydania oryginału: 1987
Liczba stron: 584
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60192-44-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 35 zł


blog comments powered by Disqus