Wywiad z Rafałem Kotomskim
Gildia: Wydawca nazywa Pańską nową książkę, "Ostrze", kryminałem, zaś Pan sam twierdzi, że to powieść grozy... prawda leży pośrodku?
Rafał Kotomski: Żadnego nieporozumienia, czy też różnicy zdań tutaj nie ma… Jak sądzę, zaklasyfikowanie „Ostrza” jako książki sensacyjnej, czy kryminału, ma po prostu znaczenie rynkowe i narzuca się samo. Ja to akceptuję i rozumiem, choć na własny użytek wolę myśleć, że jest to kryminał w konwencji bliskiej powieści grozy. Pisząc nie miałem poczucia, że tworzę kryminał. Mam się za człowieka dość staroświeckiego, przywiązanego do przeszłości. I dobrze mi w tym narzuconym sobie teraz kostiumie pisarza grozy. Pana w średnim wieku, o zmęczonych, ale wciąż żywych oczach, który przy blasku świecy zagląda w tajniki swojej duszy i odkrywa tam rzeczy, których chwilami nawet sam się boi…
Co kryje się za "Ostrzem", jakie artystyczne muzy popchnęły Pana w tym właśnie kierunku?
Proszę pamiętać, że pisanie historii sensacyjnej, morderczej itd. to dla mnie całkiem nowe doświadczenie. Sam bardzo lubię historie z dreszczykiem, by wspomnieć opowiadania Gustawa Meyrinka, Edgara Allana Poe czy H.P. Lovecrafta. Zatem takie nastroje, metafory, symbole siedzą gdzieś we mnie. Do tej pory chyba dość głęboko, bo nie szukałem możliwości wypowiedzenia się w takim właśnie gatunku. A potem pojawiła się ta pierwsza scena z Mercatorem, który rozlicza się z życiem, przeżywa strach przed swoimi sennymi wizjami, zakłada pętlę na szyję i… wraca do życia po straszliwym odkryciu w klasztornym przytułku. I pomyślałem sobie: wszedłeś na tę drogę, zaintrygowała cię, to już musisz podążać nią dalej. Byłoby dobrze, gdyby to moje zaintrygowanie podzielili czytelnicy.
Na pierwszy rzut oka, przerzucając strony "Ostrza", można odnieść wrażenie, że dostaniemy dzieło całkowicie odmienne stylistycznie od "Dwóch morderców w podróży"...?
Zapewne, choćby z tego względu, że nie stosuję tutaj czasem niekomfortowej dla czytelników zasady braku linearności. „Mordercy” rwali się, zaczynali, a potem brnęli w jakimś kierunku i często jakby zastygali w jakichś słownych pozach. Wszystko bardzo świadomie, z premedytacją i bez przypadku zresztą… „Ostrze” poukładałem już dużo bardziej po Bożemu. Zaczyna się, rozwija i kończy, by zdobyć się na skrajnie lapidarny opis. Śmieję się nieco, bo to żadna sztuka, prawda? Ale też uspokajam, że ci, którym mój język z „Morderców” przypadł do serca i gustu, nie powinni czuć się zawiedzeni. Jednak, o czym jestem przekonany, to jest MOJA książka i można w niej odnaleźć moją wrażliwość, sposób postrzegania człowieka i świata, jaki on wokół siebie tworzy lub tylko przyswaja. Staram się w tej książce, by mój język był bardziej prosty i jednoznaczny, ale to nie powód jeszcze, bym odmawiał sobie czasem bardziej kwiecistych opisów i zabaw z językiem.
Pańska strona internetowa mówi, że pisze Pan od przeszło trzydziestu lat, lecz debiut wydawniczy zaliczył Pan dopiero w ubiegłym roku. Ciężko pogodzić pisarstwo z dziennikarstwem?
Ciężko pogodzić życie z pisarstwem, tak bym to ujął… Moje pierwsze teksty to był jeszcze okres głębokiej komuny i takiego poczucia ucieczki w głąb siebie. Właściwie tylko bardzo rzadko pisywałem teksty opisujące ówczesną rzeczywistość, bo ona wyjątkowo mnie mierziła. Zwłaszcza w połowie lat 80-tych, w takiej beznadziei, życiu w poczekalni, jak ktoś nazwał ówczesną Polskę i dylematy ludzi mojego pokolenia. Chyba stamtąd właśnie pochodziła moja niechęć do publikacji, pisanie do szuflady, taki eskapizm. Na własny użytek, ale bardzo silny w sensie życiowym. Ponieważ rysuję, pamiętam jak kiedyś przed wystawą pani cenzor oglądała moje rysunki i parę tekstów prozą, które chciałem dołączyć do rysunków. Paliła jednego papierosa za drugim, układała niedopałki w jakiś ornament w dużej popielniczce i zerkała na mnie. A w jej wzroku było przerażenie, że ma przed sobą kogoś, kto ma coś nie tak poukładane pod kapeluszem. Wariata, którego tekstów nie ma jak zaklasyfikować i nie wiadomo, czy są po linii czy wręcz przeciwnie, zalatują antysocjalistycznie. Przyzna Pan, że takie doświadczenia są o tyle zabawne, o ile głęboko zapadają w pamięć. No i jak tu potem publikować?
Tworzy Pan, prócz prozy, także wiersze - czy są jakieś, chociażby odległe, plany wydawnicze tomiku poezji? Czy w XXI wieku poezja ma jeszcze według Pana jakąś wartość rynkową?
Czy ma wartość rynkową, nie wiem. Mój kolega poeta wydał tomik i w największej tajemnicy poprosił mnie, żebym poszedł do znanej warszawskiej księgarni i sprawdził, ile się sprzedało. Poszedłem, sprawdziłem, nie sprzedało się nic, ale na szczęście ja kupiłem dwa egzemplarze… Zdaje się, że ludzi czytających wiersze jest coraz mniej. To piękny, ale niestety, rzadki już gatunek. Szkoda, bo poezja uczy takiego spoglądania na świat z jednej strony przez piękną mgłę, a z drugiej przez szkło powiększające, którego pewnie nie może dać proza. Wiersze są bliższe muzyce po prostu, bez której ja sobie życia nie potrafię wyobrazić. A mój tomik poetycki? Nie planuję, bo nie czuję się poetą tylko dlatego, że napisałem kilkaset wierszy.
Czego w przyszłości możemy spodziewać się po twórczości Rafała Kotomskiego? Wybiega Pan myślami do następnej książki?
Wybiegłem już i nawet nie myślami, ale czynem. Zabrzmiało produkcyjnie, ale na szczęście nie mam zamiaru wskrzeszać powieści socrealistycznej, zostawiam to młodym komunistom spod znaku „Krytyki Politycznej”… Co do mnie, to zacząłem pisać rzecz zatytułowaną roboczo „Wędrowni nauczyciele życia” – opowieść nieco senną i wielce symboliczną. Taki mój własny rozrachunek z pięknem, śmiercią i przemijaniem. Gatunkowo pewnie znów powieść drogi, jak było z „Mordercami”, ale jak sądzę z mniejszym ładunkiem teatru, pozy, kostiumu. Szczerzej i prościej, jeśli to cokolwiek może znaczyć… Mam jeszcze bardzo precyzyjne plany dotyczące dalszej części losów Ludwika Fryderyka Mercatora, bohatera „Ostrza”. Na końcu książki ten zacny kawaler, z nieco zranionym i „owartym” sercem rusza w stronę toskańskiej Sieny. Cóż, skoro tam się udaje, nie mam innego wyjścia, niż podążyć jego śladem. Dlatego planuję napisanie „Sieny” jako kolejnej książki jego przygód i dziwnych przypadków. Ponieważ zaś „Boh Trojcu lubit’", wygląda mi na to, że po „Sienie” trzeba będzie zakasać rękawy i wziąć się do pisania trzeciej i pewnie ostatniej części trylogii, którą "Ostrze" zapoczątkowało.
Ostrze
Autor: Rafał KotomskiWydawnictwo: Replika
Miejsce wydania: Zakrzewo
Wydanie polskie: 5/2010
Liczba stron: 268
Format: 130 x 200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7674-048-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł
Sklep
Forum