Zapis choroby

Autor: Darek Czywilis
22 listopada 2007

W tym roku ukazała się, wraz z aktualnymi dopiskami obejmującymi okres 2005 – 2007, reedycja monologu politycznego Rafała Ziemkiewicza, zatytułowanego “Polactwo”. Warto więc przypomnieć najważniejsze treści, na których się owa książka opiera. No cóż, zasadniczo sprowadza się do tego, iż Ziemkiewicz ma ochotę komuś przyłożyć w twarz.

Rafał Aleksander nie jest tylko pisarzem powieści i opowiadań fantastyczno-naukowych czy fantasy, jest również publicystą, udzielającym się we wszelkiego rodzaju mediach, od "Wprost", poprzez "Rzeczpospolitą", "Gazetę Polską" do "Newsweeka" i radia TOK FM. Zadziorny, bezpośredni styl, konkretne przekonania i bardzo precyzyjna lista politycznych sympatii i antypatii: oto główne składniki Ziemkiewiczowskiej publicystyki.

Podobnie jak Piotr Pacewicz, recenzujący w "Newsweeku" pierwsze wydanie "Polactwa", zaznaczam na wstępie, iż "jeżeli nasi przodkowie wywodzą się, jak chce Darwin, od małpy, to antenaci moi i Ziemkiewicza zeszli z dwóch różnych drzew" (cytat z pamięci). Jednak, mimo zasadniczych różnic światopoglądowych, czytałem "Polactwo" ze sporą satysfakcją.

Owo ukontentowanie nie ma nic wspólnego z treścią, bo obraz rysowany przez autora jest cokolwiek ponury. Żyjemy, twierdzi Ziemkiewicz, w kraju rządzonym (czy raczej: skutecznie psutym) przez konglomerat chamów i pseudointeligentów. Chamstwo? Nic nowego. Przepełnione aurą cwaniactwa, z nawykami chłopa pańszczyźnianego, wyniesione na piedestał przez PRL, pod warunkiem jego utrzymywania się w bezbarwnej przeciętności i głupocie. Jest silne siłą Mrożkowskiego Edka z "Tanga", jego mentalność spisano w "Królu Ubu", do tego wszystkiego łatwo mu domalować twarz Leppera. Pseudointeligent zaś, którego charakter został złamany w latach komuny, nie wychyla się z szeregu, choć jednocześnie jest pyszny, zadufany w swej nieomylności i przerażająco podatny na manipulacje. Znowu przypomina nam się Mrożek, Bareja czy "Kariera Nikodema Dyzmy”. Czyli nic nowego. Subiektywny zapis żalów i utyskiwań sfrustrowanego publicysty, przeżartego niechęcią do Adama Michnika oraz ikon „inteligenckiego” nurtu byłej opozycji; który z trójcy Geremek-Kuroń-Michnik czyni jakiś złowrogi triumwirat zbrodni. I to, paradoksalnie, jest największą siłą tej książki.

Ziemkiewicz nie udaje odkrywania Ameryki, za to pisze językiem prostym, jędrnym i ostrym jak brzytwa. Nie ma tu mentorskiego tonu, z jakiego znany jest Jacek Żakowski, nie ma tu uładzenia, znanego z książek Tomasza Lisa. Jest za to celne punktowanie polskich ułomności.

Ciekawa jest diagnoza, jaką w całej książce stawia autor. Owo "polactwo", nieufne, egoistyczne, tarzające się we własnych obsesjach, niemal genetycznie niezdolne do pracy na rzecz wspólnego dobra, nie jest bolączką współczesną. Nie jest też wyłącznym dziełem socjalizmu, choć kolejne ekipy rządzące Polską Ludową niewątpliwie przyczyniły się do pogorszenia stanu rzeczy. Korzenie tej mentalności, twierdzi Ziemkiewicz, sięgają jeszcze wcześniej, aż do czasów przedrozbiorowych, gdzie wolność szlachecka z jednej strony, a gospodarka pańszczyźniana z drugiej, dokonały poważnych spustoszeń w moralności obywateli Polski, co w konsekwencji stało się jedną z głównych przyczyn rozbiorów kraju. I nie tylko, gdyż te najgorsze cechy narodowe były pielęgnowane, zdaniem autora, i hołubione z zapałem godnym zdecydowanie lepszej sprawy.

Sporo miejsca poświęca Ziemkiewicz krytyce PRL. Jak bardzo uzasadnionej, nie wiem, dla mnie był to czas głębokiego dzieciństwa. Jednak robią spore wrażenie opisy wszechwładzy prymitywizmu, nieudacznictwa i tchórzostwa, które wyniesiono do rangi cnoty w imię zaleceń mechaniki społecznej. Opisy te są o tyle wiarygodne, że ich efekty widać do dziś, chociażby w postaci przestarzałych i nieefektywnych fabryk, stojących w szczerym polu wiaduktów donikąd czy języka, jakim się wciąż opisuje pracę i zależności w niej panujące. Największa zaś zaleta tych fragmentów to wymuszenie na czytelniku myślenia o tym, ile takiego "polactwa" jest w nim właśnie.

Tak jak opisy kondycji społeczeństwa polskiego wyszły Ziemkiewiczowi wspaniale, tak o wiele gorzej wyglądają fragmenty "Polactwa" poświęcone obecnemu ustrojowi i jego władzom. Zbyt mocno czuć od nich personalnymi urazami, sympatiami i antypatiami. A raczej: argumenty dobrze prezentujące się w szerszej perspektywie kiepsko wychodzą, kiedy stosuje się je do konkretnych osób, przez co przypominają strzelanie z armaty do komara. Czyli są bardziej groteskowe niż skuteczne. Niech będzie nawet, że wymienieni przez Ziemkiewicza liderzy polskiej polityki, pokroju Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka czy Michnika, dopuścili się karygodnych błędów i zaniedbań. Niech będzie, że inne decyzje byłyby trafniejsze, a kraj szybciej wspinałby się wyboistą ścieżką do powszechnego dobrobytu. Ale jednostronne opisy tychże postaci sprawiają, że cała argumentacja wychodzi papierowo i sztucznie.

Problem drugi, jaki się ma z "Polactwem", to poczucie lekkiej anachroniczności. W swojej publicystyce Ziemkiewicz pomija takie zjawiska, jak tworzenie się "społeczności 2.0", do której spora część z praw rządzących polactwem nie ma zastosowania. Utyskując na brak zainteresowania sprawami gospodarczymi, autor zdaje się nie zauważać, że dla tych właśnie, głównie młodych ludzi gospodarka jest jednym z najważniejszych pojęć. Zadaje to kłam tezie pana Rafała, iż określenie "fachowiec" ma charakter pejoratywny. Dla nich właśnie liczą się talenty managerskie i kompetencja. Podobnie rzecz się ma z niechęcią do udzielania się w stowarzyszeniach czy działalności publicznej. Owszem, wciąż jesteśmy w tyle choćby za Czechami, ale tendencja jest wyraźnie wzrostowa. Dobrze by było też przyjrzeć się nowym problemom, które mogą powstać na linii styku między nowoczesnością a zakorzenionymi nawykami. Ot, chociażby na przykładzie dzieciarni wysiadującej całe dnie w galeriach handlowych - bez celu, bez zainteresowań, bez kreatywności. Tego zresztą powinno się wymagać od autora, który ma na koncie niejedną nagrodę im. Zajdla.

Jakie więc jest to "Polactwo"? Na pewno świetnie się je czyta. Na pewno zmusza do myślenia i polemiki. Zmusza do szukania argumentów na obronę swoich racji, bez względu na wyznawaną opcję polityczną. Kojarzy mi się to trochę z występami legendarnego komika Billa Hicksa, który stawiał równie kontrowersyjne tezy, żeby zmusić publiczność do ruszenia szarymi komórkami. Szkoda, że na lewej stronie sceny politycznej nie ma nikogo, kto byłby równie wyrazisty w swych przekonaniach, do tego potrafiłby równie zgrabnie swoje tezy wyłożyć. Zapraszam więc serdecznie do tego, by każdy się z "Polactwem" zmierzył, a następnie w cichości swego pokoju długo i żarliwie kłócił się z autorem. Należy mu się to, zdecydowanie.

Polactwo (wyd. II)

Autor: Rafał A. Ziemkiewicz
Wydawnictwo: Red Horse
Wydanie polskie: 5/2007
Liczba stron: 408
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60504-25-3
Wydanie: II
Cena z okładki: 29,99 zł


blog comments powered by Disqus