"Smętarz ożywionych trupów"


Święto zmarłych tego roku było wyjątkowo ładne. Pełnia księżyca, ciepła łuna bijąca od tysięcy zniczy, niezbyt intensywny, jednak wyczuwalny zapach parafiny i kwiatów – wszystko to sprawiało, że cmentarz wydawał się nieomal miłym miejscem. Oczywiście, gdyby nie to, że wciąż nie mogła znaleźć grobu dziadka, który umarł kilka miesięcy wcześniej, no i póki co nie doczekał się pomnika ani jakichś szczególnie widocznych punktów orientacyjnych wskazujących do niego drogę. 
Coś  błysnęło i Karolina obejrzała się ze zgrozą. Nie miała przy sobie parasola, a od zostawionego na osiedlowym parkingu samochodu dzieliły ją co najmniej dwa kilometry. W tej sytuacji burza byłaby ostatnią  rzeczą, jakiej by pragnęła!
Niech to szlag, zaklęła w duchu.
A potem błysnęło znowu i dziewczyna zorientowała się, że to jakaś debilna rodzina robi sobie fotki przy grobie swego bliskiego.
Cóż, różnych bozia ma lokatorów, pomyślała, odwracając wzrok.
Nie zmieniało to jednak jednej zasadniczej kwestii – tego, że w jej reklamówce dalej pobrzękiwały trzy znicze i za Chiny ludowe nie wiedziała, gdzie ma je postawić.
– Gdzie ten dziadek? Cholera, gdzie ten dziadek? – mamrotała pod nosem, wędrując pomiędzy rzędami grobów.
Żadnej podpowiedzi, nikt nie pospieszył z pomocą.
Gdzieś  tu musi leżeć, u licha!
Przystanęła, zniechęcona i coraz bardziej wściekła.
Nic. Nie miała pojęcia w którą stronę powinna iść. Na lewo, na prawo…? A może na wprost?
– No i gdzie cię, dziadku, posiało? – podjęła swą marudną mantrę, w duchu licząc na to, że zadziała jak zaklęcie.
– Tutaj!
Oniemiała. Początkowo sądziła, że ktoś robi sobie z niej jaja, ale gdy obróciła głowę...
Szedł  w jej stronę, lekko utykając.
Dziadek. Zupełnie jak ze zdjęcia. Zupełnie jakby...
To niemożliwe!
Swoim chybotliwym krokiem przypominał marionetkę kierowaną  przez niewprawnego lalkarza. Gdy podszedł bliżej, Karolina uzmysłowiła sobie, że to nie jej dziadek, ale jakiś starzec, który jedynie go przypomina.
Ta twarz... Była zbyt... zbyt... zbyt... Była nadgniła.
Coś  tu nie pasowało! Do diabła, a te ręce... Jakieś takie... jakieś  takie... jakieś... opuchnięte.
– Kim pan jest? – z trudem zdołała zmusić język do werbalizacji tego, co kołatało się pod sklepieniem jej czaszki.
Starzec wydał z siebie zdławiony jęk, a potem zatrzymał się kilka metrów od dziewczyny.
– Nie poznajesz? – wycharczał. – To ja!
– Ccc... co? – nie wiedziała, co począć. Miała ochotę krzyczeć, ale nie mogła się jednak zdecydować, jakich słów użyć. Dreptała więc w miejscu, daremnie czekając aż ktoś wybawi ją z tego kłopotu.
Widziała kiedyś film, w którym występowały postacie uderzająco podobne do jej dziadka, lecz nie pamiętała tytułu. Smętarz... Smętarz żywych trupów czy jakoś tak…
Ale przecież nie grała w filmie. Przyszła tylko postawić lampkę na grobie tego starucha. Aby nie nawiedzał jej w snach… no i żeby zadowolić rodziców.
To złudzenie, powtórzyła w myślach, ale rzeczywistość kreowała się  zupełnie inaczej, niż by sobie tego życzyła.
Dziadek wyszczerzył brązowe dziąsła i ruszył na nią.
– Móóóóózg – wysyczał. – Dawaj!

*  *  *

Dwie minuty później zgniłek zaklął tak głośno, że aż obudził  pozostałych zmarłych.
Był  zdegustowany i rozczarowany jak nigdy dotąd.
Ta tępa dziewucha nie miała mózgu!



blog comments powered by Disqus