Recenzja książki "Opowieści z meekhańskiego pogranicza 3: Niebo ze stali"

Autor: Sir Alexander
Korekta: Zunia
5 marca 2012

www.sklep.gildia.pl
Robert M. Wegner. Opowieści z meekhańskiego pogranicza #3 - Niebo ze stali.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 32,90 zł  47,00
dodaj do koszyka

Tej książki się obawiałem. Wiedziałem, że nadejdzie moment, w którym wszelkie oczekiwania – coby nie było: ogromne – trzeba będzie skonfrontować z rzeczywistością. Trzeci tom epickiej, ale póki co bardzo nieprzegiętej serii fantastycznej Roberta M. Wegnera „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” (lub jego pierwsza pełnowymiarowa powieść – jak kto woli) powinien, niczym igła kompasu, wskazać, w którą stronę podąża proza obiecującego twórcy. Czy nastąpiło już zmęczenie materiału? Czy są odcinane pierwsze kupony? I oto jest: „Niebo ze stali”, a wraz z nim okazja do weryfikacji nadziei i obaw.

W „Niebie ze stali” podjęte zostały wątki napoczęte (a w pewnym sensie nawet domknięte) w poprzednich odsłonach „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”. Na kartach nowej powieści „odhaczamy” plejadę bohaterów, których już mieliśmy okazję poznać. Na sam przód trafiamy na Czerwone Szóstki, a więc Szóstą Kompanię Straży Górskiej (vide „Topór i skała” z „Północy”), później zaś w nieco bardziej subtelne objęcia ekipy Laskolnyka – Kocimiętki, Kailean i paru innych członków czardanu i wreszcie samych Wozaków („Wschód”), którzy uprzednio byli zaledwie ciekawostką, teraz zaś opleciony został wokół nich główny wątek powieści. I tutaj przechodzimy do sedna: w przeciwieństwie do poprzednich książek, które były zbiorami mniejszych i większych opowiadań, ewentualnie mikropowieści, częściowo uzupełniających się, a częściowo wobec siebie alternatywnych (niczym tytułowe, przeciwstawne bieguny), „Niebo ze stali” eksploatuje jeden wątek naczelny i kilka pomniejszych, które w ostatecznym rachunku zasilają go i nadają mu mocy. Tematem przewodnim jest wielka ucieczka Wozaków Verdanno z Imperium. Czerwone Szóstki przecierają dla nich szlak przez Olekady, ale pokonanie majestatycznych grani, wąskich wąwozów i bystrych strumieni to zaledwie przedsmak do prawdziwego wyzwania, jakim będzie zmierzenie się z całą potęgą se-kohladzkich Wolnych Plemion prowadzonych przez samego Ojca Wojny. W tym samym czasie Olekady spływają krwią z całkowicie innego powodu: ktoś morduje ludzi, bez konkretnej przyczyny, bez logicznego powiązania pomiędzy kolejnymi ofiarami, których są setki. Śledztwo prowadzone przez Szczury i odkomenderowane do nich dziewczyny z czardanu Laskolnyka doprowadzi do zaskakujących wniosków, a wszystkie nitki połączą się w spektakularnym la grande finale… który, oczywiście, będzie wstępem do następnej, czwartej już migawki z meekhańskiego pogranicza. Oby!

 Tutaj pozwólmy sobie na pewną konstatację. Robert M. Wegner – dla mnie stało się to widoczne dopiero teraz, przyznaję się do gapiostwa – jawi się jako pełen twórczej energii następca Feliksa W. Kresa. Obaj panowie wydali na świat dzieła fantastyczne, w których rola magii jest niepodważalna, ale i… drugorzędna zarazem. Obaj postawili na ludzi, za nic mając potencjał drzemiący w elfach, strzygach czy krasnalach, choć każdy z nich pozostawił sobie otwartą furtkę wyjścia, aby wprowadzić na scenę bohaterów innego sortu (i bynajmniej nie chodzi o duchy). Wegner z opcji takiej właśnie skorzystał, a uczynił to w sposób znamionujący pisarską klasę. Obaj wreszcie… ukochali góry, bowiem nigdy nie uwierzę, że sposób, w jaki te zostały opisane (zarówno w „Glombelardzkiej legendzie”, jak i „Opowieściach…”), nie wziął się z dogłębnej fascynacji, ale i równie niepospolitej o nich wiedzy. Ani Kres, ani Wegner do gór się nie ograniczyli i tak naprawdę pozostaje jeszcze oczekiwać na morskie akcenty w świecie Mekhu (Kres pracę domową odrobił wcześniej). Czemu jednak skusiłem się na tak obszerną (jak na recenzję) analizę porównawczą dwóch pisarzy? Być może dlatego, że „Niebo ze stali” uśmiechnęło się do mnie jako genialne podsumowanie twórczości… Kresa właśnie. Bitwy kawaleryjskie, szarże rydwanów, manewry opancerzonych bloków piechoty, pełne rozmachu oblężenia wędrujących obozów Wozaków oraz mozolne przedzieranie się przez góry – w tej książce zawarto niemal wszystko, co uczyniło popularną najpierw literaturę Kresa, później zaś Wegnera (gwoli ścisłości, nie mówimy tutaj o detalach, lecz o klimacie, rozmachu i twórczej swobodzie).

Dosyć tych porównań. Nie możemy pozwolić, aby umknął nam fakt wart wielokrotnego podkreślania: Wegner stworzył coś naprawdę wyjątkowego. Świetną powieść fantasy, naszpikowaną mocną, gotującą adrenalinę w żyłach akcją i animowaną przez liczny zastęp charakternych bohaterów. Na skromne zastrzeżenia zasłużyła narracja, która – skądinąd – stanowi solidny punkt powieści, ale miewa gorsze momenty w postaci sporadycznych dłużyzn i niemal homeryckich wykrotów w gładkim monolicie dynamiki. Te miewają masę kilku-kilkunastu stron, nie tak znowu dużo w książce niemal siedmiusetstronicowej (nie bójcie się: to zaledwie dwa wieczory czytania). Faktem jest, że tu i ówdzie przydałaby się interwencja nożyczek, działających odważnie, lecz z wielkim wyczuciem. Mimo tych detali, lektura „Nieba ze stali” to wspaniałe przeżycie. Pisałem już o tym w recenzjach wcześniejszych tomów, powtórzę to raz jeszcze: Wegner pisze bez kompleksów, roztacza przed czytelnikami wspaniałą wizję, kusi przygodami, otacza niepapierowymi bohaterami, bawi rewelacyjnymi dialogami, nierzadko dowcipnymi i sprytnymi, w ów nieuchwytny sposób, który wyróżnia dobrze wyreżyserowane, acz realistyczne dywagacje, od płaskiego bełkotu doczepionego na siłę do ust nieprzekonujących oratorów. Efekt? Zdecydowanie pozytywny. Ale głód pozostał. Chyba nadal chcę więcej i więcej...

Opowieści z meekhańskiego pogranicza #3 - Niebo ze stali

Autor: Robert M. Wegner
Wydawnictwo: Powergraph
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2012
Seria wydawnicza: Fantastyka z plusem
Liczba stron: 624
Format: 135x205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788361187417
Wydanie: I
Cena z okładki: 47 zł



blog comments powered by Disqus