Dyskusja o "Czarnej, bezgwiezdnej nocy"

Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Bool
11 sierpnia 2011

Bartek Czartoryski: Wydaje mi się, iż moda nakazuje, by przy każdej kolejnej książce Kinga mówić o tym, że stary mistrz się wypalił, że nigdy już nie napisze takiej książki jak „Miasteczko Salem” i w ogóle powinien dać sobie na spokój. A tymczasem w przypadku „Czarnej, bezgwiezdnej nocy” komentarze są niemalże entuzjastyczne.

Stefan Darda
: Można przypuszczać, że zdeklarowani miłośnicy klasycznych horrorów Kinga mogą być najnowszym zbiorem nieco rozczarowani. Niemniej jednak, jeśli ktoś, podobnie jak ja, gustuje w utworach zbliżonych stylem i tematyką do „Dolores Claiborne” czy do historii zawartych w zbiorze „Cztery pory roku”, to „Czarna bezgwiezdna noc” z pewnością spełni jego nadzieje i oczekiwania.

Łukasz Śmigiel
: Rzeczywiście, trudno jest mi powstrzymać się od entuzjazmu. Uwielbiam Kinga za krótką formę. Każdego roku wracam do jego opowiadań, słucham ich też w formie audio i mimo że lubię jego klasyczne powieści, to jako czytelnik najprzyjemniejsze chwilę spędziłem właśnie przy lekturze jego krótszych dzieł. Mam wrażenie, że cztery mini powieści, które składają się na „CBN”, pozwoliły Kingowi uniknąć fabularnego bałaganu w rodzaju tego z „Pod kopułą” czy „Komórki”. W tych czterech tekstach wszystko jest na swoim miejscu. Nie ma w nich żadnej zbędnej sceny, żadnych dłużyzn czy niepotrzebnego filozofowania.

Stefan: Natomiast w dłuższych opowiadaniach (czy jak kto woli – krótszych powieściach) jest – i bardzo dobrze! – miejsce na pogłębioną analizę psychologiczną bohaterów, na poznanie pobudek nimi kierujących. King jest ponadto doskonały w kreowaniu klimatu i scenerii poszczególnych historii, w tworzeniu wyrazistych, można powiedzieć: krwistych postaci i operowaniu charakterystycznym dla każdego z tekstów sposobem przekazu. Taka objętość utworów wydaje się być dla niego wręcz idealna.

Łukasz: Przy takich rozmiarach tekstów świetnie sprawdzają się pomysły Kinga w stylu „co by było, gdyby”. Co by było, gdyby żona dowiedziała się nagle, że jej mąż, z którym jest od wielu lat, okazał się seryjnym mordercą? Pomysły z „CBN” wydają się proste, przy okazji bardzo realistyczne, bliskie rzeczywistości (zastanówmy się na przykład, co czuła żona J. Fritzla, kiedy wszystko się wydało?) i to jest ich kolejnym atutem. King znowu pokazuje, że jest bacznym obserwatorem życia i znawcą ludzkich umysłów. So cool!

Bartek: Mnie u Kinga-znawcy kultury popularnej urzeka to, że potrafi na pewne rzeczy, na pewne rozwiązania fabularne spojrzeć z niesłychaną świeżością. Weźmy na przykład drugie opowiadanie w zbiorze, bazujące na, wydawałoby się oklepanym, schemacie rape&revenge. Właściwie Kinga nie interesuje tutaj ani rape, ani revenge, ale to, co dzieje się w głowie ofiary gwałtu po cudownym wręcz uniknięciu śmierci z rąk oprawcy. Upatrywałbym więc sukcesu „CBN” w zmianie perspektywy, King każe nam patrzeć na stare historie z zupełnie nowego miejsca. Wszak wszystkie zgromadzone w „CBN” kawałki wydają się niezwykle znajome.

Stefan: Owszem. Z drugiej jednak strony te historie sprawiają, że czytelnik jest świadkiem przemian zachodzących w każdym z głównych bohaterów (może poza pierwszym opowiadaniem, „1922”, gdzie najbardziej spektakularna przemiana dotyka syna Wilfreda Jamesa) i może próbować wyobrazić sobie siebie w podobnych sytuacjach. Kunszt Kinga ujawnia się w tak realistycznym przedstawieniu historii, że jesteśmy w stanie uznać za prawdopodobne wcielanie się postaci w inne, zupełnie obce im dotąd skóry, co w przypadku słabiej napisanych opowiadań raczej uznalibyśmy za niemożliwe albo przynajmniej mało prawdopodobne. Przez to teksty zawarte w CBN, w moim przekonaniu, ogromnie zyskują na wartości .

Bartek: Zresztą w posłowiu King sam pisze, że nie interesują go niezwykli ludzie w zwykłych sytuacjach, lecz na odwrót, zwykli ludzie w niezwykłych sytuacjach. Czytając „CBN” nietrudno zauważyć, że bohaterowie poszczególnych tekstów dalecy są od heroicznych figur tak bardzo przecież charakterystycznych dla horroru. To są żywi ludzie z krwi i kości, to ja i ty. King, stosując prosty zabieg identyfikacji czytelnika z postaciami z książki, odnosi sukces – bo prawdą jest, że w sytuacji zagrożenia prędzej byśmy wzięli nogi za pas niż ruszyli do przodu. Ale King nie pozbawia też nadziei, nie jest ani pesymistą, ani nihilistą i choć mówi częściej o ciemnej stronie człowieka, nie ma w tym defetyzmu i mizantropii.  

Łukasz: Jednocześnie, oprócz wspomnianego realizmu, wszystkie zawarte w „CBN” teksty są bardzo filmowe, szczególnie przemoc jest w nich ukazana niezwykle plastycznie. Osobiście podczas lektury „1922”, miałem wrażenie, że King naczytał się ostatnimi czasy wczesnego Ketchuma. Mój ojciec, choć jest zapalonym wielbicielem horrorów i kryminałów, kilka razy specjalnie przerywał lekturę „CBN”, aby odsapnąć po co bardziej krwistych opisach. Te cztery teksty zadziwiająco dobrze łączą w sobie prawdziwą literaturę na miarę „Z zimną krwią” Trumana Capote z iście współczesną brutalizacją opisów przemocy. To wspaniale, że Kingowi nadal udaje się taka sztuka. Będę bardzo zdziwiony, jeśli za jakiś czas nie usłyszymy o tym, że Hollywood planuje którąś z tych historii (a najlepiej wszystkie!) przenieść na kinowe ekrany.  

Bartek: King jest nierozłącznie sprzężony z kinem, jego proza wyrasta w dużej mierze właśnie z kinematografii. Sama narracja w jego książkach jest, jak to określiłeś, filmowa, to niemalże gotowe scenariusze. Ale jest w tym też i pewien minus, ponieważ stosunkowa łatwość w adaptowaniu Kinga sprawia, że praktycznie każdy jego utwór jest od razu, z miejsca brany przez filmowców na tapetę i powstają filmy słabe, choć oparte na niezłym materiale źródłowym. Krótko, moim zdaniem: lovecraftowskie w duchu „1922” jest strasznie ciężkie do przetłumaczenia na język ekranu; filmowy „Wielki kierowca” walczyłby z zarzutem wtórności; „Dobry interes” to materiał na sześćdziesiąt minut projekcji, pełny metraż mógłby zmęczyć widza. A więc „Dobrane małżeństwo” – to byłby mój typ!

Łukasz: Bardzo ładnie powiedziane. Gdybym po skończonej lekturze chciał udać się do kina na ekranizację „CBN”, także najwięcej dobrego spodziewałbym się właśnie po „Dobranym małżeństwie”. Rola detektywa powinna przypaść Robertowi Duvallowi. A skoro spod ręki Kinga wyszła kolejna znakomita książka, przydałaby się też wreszcie kolejna dobra ekranizacja. Mam nadzieję, że literacka zwyżka formy przy okazji przeniesie się z ojca na syna i także Joe Hill zaskoczy nas w najbliższym czasie czymś równie smakowitym i krwisto dosłownym jak „CBN”.

Stefan: Ja natomiast najchętniej zobaczyłbym ekranizację „1922”. Oczywiście, aby na podstawie tego opowiadania powstał dobry film, musiałby on zostać zrealizowany przez nie byle kogo, niemniej jednak genialnie zarysowani bohaterowie w połączeniu z klimatem lat dwudziestych ubiegłego wieku i niemal „westernowymi” sceneriami – to wszystko, przy odpowiednim podejściu ekipy, mogłoby stworzyć naprawdę niepowtarzalny i smakowity obraz. Abstrahując od wyboru konkretnego opowiadania najlepszego do ekranizacji – sam fakt, że zastanawiamy się nad tą kwestią, jest dowodem, że Król wciąż żyje i po raz kolejny, jak za najlepszych lat (a może nawet bardziej), jest w stanie poruszyć wyobraźnię czytelnika. Mylili się grubo ci, którzy pochopnie stawiali krzyżyk na Kingu, i myślę, że wśród amatorów literatury grozy trudno znaleźć kogoś, kto martwiłby się tą właśnie czarną, bezgwiezdną pomyłką.

Czarna bezgwiezdna noc

Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Miejsce wydania: Szczecin
Wydanie polskie: 5/2011
Tytuł oryginalny: Full Dark, No Stars
Liczba stron: 488
Format: A5
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7659-358-6
Cena z okładki: 37,80 zł


blog comments powered by Disqus