Recenzja książki "Dom Krwi"

Autor: Wojciech Kobza
8 grudnia 2008

„Dom Krwi” z wydawnictwa Amber to bardzo szybko przetłumaczony na język polski kryminał, z którego okładki atakują hasła zapewniające o tym, iż jest on pozycją dla miłośników mocnych wrażeń i czarnego humoru. Jak można oprzeć się takiemu hasłu reklamowemu, gdy w dodatku poniżej tytułu łypie na nas groźna, odrapana wanna? Ja się nie oparłem...

Pozycja ta jest czwartą w serii książek o sierżancie Loganie McRae, zatrudnionym w policji „Granitowego Miasta” Aberdeen. Historie z nim związane zdobyły rozgłos na świecie, a autor został obsypany nagrodami. Czy zasłużenie, to już zupełnie inna rzecz.

Akcja „Domu Krwi” zaczyna się, gdy sierżant McRae zostaje wezwany do dziwnego znaleziska w jednym z kontenerów w porcie. Okazuje się, że zamiast mięsa dla pracowników platformy wiertniczej, w próżniowo zapakowanych paczkach znajduje się co prawda także mięso, ale ludzkie. Zaczynają się poszukiwania, a czytelnik nie zaznajomiony z serią może poznać resztę bohaterów książki, poczynając od wybuchowego inspektora Inscha, poprzez zimną i nieprzystępną panią patolog Isobel MacAlister, Aleca, kamerzystę BBC, pracującego przy dokumentowaniu dochodzeń policyjnych do jakiegoś nieokreślonego policyjnego serialu, na dwu chyba najbardziej barwnych postaciach całej książki kończąc: inspektor Steel, nałogowy palacz i lesbijka z niewyparzonym językiem w jednym oraz posterunkowy Rennie, opętany seksem młody policjant. W tym doborowym towarzystwie zacznie się wyścig z czasem, gdyż morderstwa okazują się mieć związek ze sprawą sprzed dwudziestu lat, kiedy pozbawiał życia seryjny zabójca zwany Rzeźnikiem. Lecz mężczyzna o to oskarżony odsiedział już wyrok, a teraz nie można go znaleźć...

Książka pod wieloma względami pokrywa się z hasłami reklamowymi na okładce. Rzeczywiście jest czarny humor, a nawet można powiedzieć, że skrzy się od niego na pierwszych kilku stronach. Potem niestety gdzieś umyka i tylko ostatnia dwójka z przedstawionych powyżej postaci wprowadza jakiś płomyk radości w coraz bardziej ponurą atmosferę dochodzenia. Jeśli chodzi o bohaterów, to wszyscy wydają się dość ciekawie zarysowani, choć przez pierwszą połowę książki inspektor Insch wydawał się wręcz przerysowany, gdyż jego zachowanie bardziej przypominało bohaterów kreskówek niż prawdziwego gliny. Sam McRae jest cichym i spokojnym człowiekiem, pomimo młodego wieku zgorzkniałym i często cynicznym, chcącym wyrwać się spod nadzoru jednego bądź drugiego inspektora. Do tego dochodzą jeszcze kłopoty sercowe, które wcale nie chcą się zakończyć, i napięta atmosfera w pracy, związana ze śledztwem w sprawie Rzeźnika.

Co do samego mordercy, to niestety w żadnym wypadku autor nie podjął gry z czytelnikiem i właściwie nie ma szans na domysły ze strony czytającego, kto może być tym właśnie człowiekiem. Jedna jedyna próba podrzucenia fałszywego tropu jest tak ewidentna, że przejrzeć można ją bardzo łatwo.

Dodajmy do tego świetnie napisane sceny końcowe, choć samo zakończenie bardzo mnie zawiodło, ale, rzecz jasna, nie mam zamiaru nic zdradzać. Powiedzmy tylko tyle, że przy takim dramatyzmie, jaki udało się stworzyć autorowi, to, co wymyślił jako zakończenie, jest po prostu kiepskie i irytujące.

Wypada jeszcze napisać o brutalności oraz kanibalizmie, występujących na kartach tej książki. Nie są one w żadnym wypadku jakoś specjalnie gloryfikowane czy uwydatniane. Kiedy dochodzi do scen szczególnie brutalnych, autor najczęściej urywa wątek, by resztę pozostawić wyobraźni czytelnika. Czy to dobrze, czy źle – kwestia gustu.

Pozostaje do opisania niewielki wątek polski, o którym nawet nie wypada wspominać, ale skoro się pojawił... Wszechobecna na wyspach emigracja z naszego kraju dostała się nawet na karty tej powieści, chociaż nie wiem, czy w formie, jakiej moglibyśmy sobie życzyć. No cóż...

Podsumowując, „Dom krwi” to całkiem sprawnie i sympatycznie napisany kryminał, którego akcja dzieje się w ponurym otoczeniu i traktuje o ponurych sprawach. Niestety, znalazły się w nim elementy, które można było inaczej zupełnie rozegrać. Książkę czyta się przyjemnie i szybko, bo styl pisania autora jest lekki. Polecam na jakąś dłuższą podróż pociągiem czy autobusem, idealna lektura na taką sytuację.

Logan McRae #4 - Dom krwi

Autor: Stuart MacBride
Wydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 9/2008
Tytuł oryginalny: Logan McRae: Flesh House
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 320
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324131440
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,80 zł


blog comments powered by Disqus