Recenzja książki "Lolita"
Na wstępie powiem bez ogródek – książka jest mocna. Równie dobrze można by ją nazwać przykładem literackim jakiejś fenomenologii doświadczenia a propos nimfetek, gdyż wokół tego ogniskują się wspomnienia głównego bohatera, Humberta Humberta.
Poznajemy go, gdy siedzi w celi i spisuje swoje reminiscencje dotyczące tytułowej Lolity. Retrospekcja dotyczy nie tylko wydarzeń, lecz przede wszystkim podróży w głąb charakteru, zarówno samego narratora, jak i Dolores Haze, czyli nimfetki, która zawładnęła umysłem Humberta.
Cała książka jest właśnie takim studium pociągu do dziewczynek, określanych mianem nimfetek (są nimi tylko między 12 a 14 rokiem życia!). Brak tutaj scen erotycznych, ponieważ idea książki jest inna. Humbert Humbert bada siebie i innych (dość brutalnie, bo jest cynikiem ze „zrobaczywiałej” Europy, który z jednej strony brzydzi się Ameryką, jej kiczem i mentalnością ludzi, lecz z drugiej strony jest to także Ameryka, dzięki jakiej odkrył swoją Lo). Diagnoza jest dwojaka – taka, jaką sam sobie wystawia (a wahaniom jego nastroju i ocen nie ma końca, choć do końca przeświadczony jest o tym, iż w gruncie rzeczy nic takiego strasznego Dolores nie uczynił) oraz ta wydana przez każdego, kto „Lolitę” przeczyta. Właśnie. Jedno i drugie splata się ze sobą – z jednej strony jest „badacz” Humbert, który nie widzi nic zdrożnego w tym, co czyni, a z drugiej czytelnik, muszący samemu sobie odpowiedzieć, czy Humbert Humbert jest diabłem wcielonym. Czy jest on człowiekiem, który po prostu przegrał sam ze sobą, ze swoimi namiętnościami, a przy tym – a może nade wszystko – zmarnował życie innym? Albo przyznamy mu rację w myśl swoiście pojętego credo, że najważniejsze w życiu jest zaspokajanie skłonności, nawet tych najbardziej potępianych przez konwencje społeczne? Jak już napomknąłem, niechaj każdy wyrobi sobie własne zdanie po lekturze.
Zatem, jak się czyta „Lolitę”? Dobrze, choć radzę dawkować ilość stron na dzień. Nabokov pisze językiem niewydumanym, a tyrady, w które wpada główny bohater (niekiedy mogą być męczące, gdy po razy n-ty szlocha, usprawiedliwia się i biadoli nad Lolitą oraz wszystkim, co się z nią wiąże) są tak naprawdę podporządkowane ukazaniu tego, jak Humbert przegrywa walkę o kontrolę nad własnym umysłem. Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do wydania, to brak tłumaczenia zwrotów w języku francuskim, którymi nieraz posługuje się Humbert. Nie każdy jest wprawiony w języku Kartezjusza, więc translacja przydałaby się. Lecz do samego wydania książki – pod egidą Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA – nie mam zastrzeżeń.
Czy polecam przeczytanie „Lolity”? Odkładając na bok całe to mało potrzebne rozprawianie o tym, że jest to klasyka literacka; pomijając wychwalające pod niebiosa peany czy gromy ciskane przez purytan etc., sądzę, iż tak, ponieważ jest to kawał genialnej prozy, rozdrapującej naturę człowieka i ukazującą jej mniej chwalebne zakamarki. Wątpię, aby po jej lekturze ktoś poczuł się inaczej, niż tylko wypuścił powietrze z płuc i nie mógł znaleźć słów. Poruszająca i wstrząsająca książka. Warto.
Lolita (wyd. 2007)
Autor: Vladimir NabokovTłumaczenie: Michał Kłobukowski
Wydawnictwo: Muza S.A.
Wydanie polskie: 9/2007
Liczba stron: 416
Format: 135 x 205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-7495-330-6
Cena z okładki: 39,90 zł
Sklep
Forum