Recenzja książki "Uśpione archiwum"


Yggdrasill to w mitologii germańskiej i w legendach ludów skandynawskich olbrzymi, wiecznie zielony jesion - Drzewo Życia obejmujące cały wszechświat. Jego korzenie otulają podziemną krainę zmarłych, wyżej znajduje się świat olbrzymów, potem zaś ludzi i bogów. Na gałęziach Yggdrasilla żyją święte, magiczne istoty: węże, smok, orzeł, jastrząb, wiewiórka i cztery jelenie.

Wyobraźmy sobie świat, w którym nie znamy słońca - czekamy aż rozjaśni się żywoskłon; nie znamy ziemi - kroczymy po filcowatym żywogruncie. Ludzkość egzystuje na gałęziach gigantycznego Drzewa. Gdzieniegdzie krążą legendy o planecie Ziemi, którą trzeba było opuścić, ale prawie nikt nie pamięta już powodów. Zdaje się, że była jakaś katastrofa...

Dla większości żyjących Drzewo jest całym światem, świętym tworem dającym schronienie i umożliwiającym przetrwanie. Dziwią się, że niektórzy, tak zwane "krety", wybrali nędzną wegetację w "piekle" na Dole. Na budowę Drzewa składa się wiele, odseparowanych od siebie segmentów, w których mieszkają ludzie. Jedynie nielicznym dana jest możliwość przekraczania barier. Jest to jeden z powodów wytworzenia się dziesiątek kultur na różnych poziomach cywilizacyjnych. Można spotkać zarówno: prymitywnych łowców z plemienia Ux; myśliwych; traperów; mieszkańców osad, które funkcjonują dzięki skromnej technologii; o wiele bardziej zaawansowanych technicznie członków społeczności Apeksu z Wierzchołka i żyjących z handlu nomadów, podróżujących w antygrawitacyjnych statkach.

Opowieść rozpoczyna incydent w niewielkim miasteczku Keshe, w segmencie New Cheshire. Ów incydent powoduje całą serię wydarzeń. Najważniejszym z nich jest przyjęcie przez Thomasa Farquaharta - młodego strażnika prawa - brzemiennej w skutki propozycji przełożonego, a zarazem przyjaciela, arcykonstabla Gerharda von Klosky. Gerhard namawia go do opuszczenia sennego, nudnawego Keshe i udania się na wyprawę - ni mniej, ni więcej... na sam, owiany grozą Dół. Sam arcnykonstabl okazuje się postacią kryjącą o wiele więcej niespodzianek, niż Thomas mógłby się spodziewać. Podróż po Drzewie jest dla niego prawdziwą szkołą życia. Do tej pory miał o swoim świecie bardzo mizerne pojęcie. Wraz z Gerhardem i towarzyszami, którzy dołączają się do nich po drodze wydobywa z mroków przeszłości tajemnicę powstania ich świata. Dzieje się to dzięki odnalezieniu tytułowego archiwum. Czy Yggdrasill aby na pewno jest Drzewem Życia? Odpowiedź na to pytanie jest zaledwie początkiem dużo ważniejszych poszukiwań. A to dopiero pierwsza część trylogii...

Wawrzyniec Podrzucki jest mikrobiologiem i doktorem nauk medycznych. Fakt, że autor należy do grona ludzi nauki odcisnął wyraźny ślad na książce. Na polskim rynku wydawniczym od dawna nie było rodzimej pozycji spod znaku Hard SF. Historia, barwnie przedstawiona przez Podrzuckiego łączy elementy tego gatunku z wątkami charakterystycznymi dla powieści przygodowej oraz "opowieści drogi". Czytelnicy mogą się spodziewać eskalacji wydarzeń niemal ze strony na stronę. Naszych bohaterów ścigają wrogowie - wyznawcy Kościoła Ostatecznego Rozgrzeszenia (jak sama nazwa wskazuje jest to wyjątkowo radykalna sekta) oraz bezwzględni (z pewnym wyjątkiem...) łowcy nagród.

W jakim sensie jednak to, że autor jest naukowcem wpływa na utwór?

Fascynacja nauką, jako taką, widoczna jest przede wszystkim w niezwykłej dbałości o szczegóły. Rzeczywistość wykreowana przez pisarza jest bardzo spójna. Widać to nawet w pobieżnej charakterystyce kultów religijnych panujących wśród społeczności Drzewa.

Godne podziwu są para-naukowe określenia na różne części Yggdrasill, przedmioty i zdobycze techniki jego mieszkańców. Autor często podaje nazwy budzące skojarzenia ze znanymi nam sprawami - lekcjami biologii lub artykułami na temat rozwiązań problemów technicznych. Muszę przyznać, że słowa "infoganglion" lub "septum" brzmiały dla mnie na tyle wiarygodnie, że przez ciekawość przejrzałam słownik. Działają na wyobraźnię.

Nieźle brzmi również slang młodzieży z Półświatka Keshe. Niestety jest też kilka drobiazgów, które mogą nieco zmęczyć część czytelników.

Wiele osób zapewne pamięta makabrycznie brzmiące nazwiska i imiona bohaterów utworów fantastycznych z lat 70-tych i 80-tych (Stanisław Lem swego czasu piętnował to zjawisko). Cóż... Farquahart, Durqvartz, Remmuerish... to dość drażniąca maniera.

Kolejną sprawą jest bardzo kwiecisty styl i nazbyt pretensjonalne w stosunku do opisywanej sytuacji sformułowania w rodzaju: "...uciął Gerhard bez żadnych preambuł", "...powietrze było bardziej turbulentne niż na dole", "zachowania istot obdarzonych rozumem stanowią kontrapunkt dla..." itp.

Ogólnie rzecz ujmując - pomimo kilku drobnych wad, "Uśpione archiwum" stanowi prawdziwą perełkę. Czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, a po lekturze można znaleźć kilka tematów do pofilozofowania. Podoba mi się również, że wreszcie przedstawicielka płci żeńskiej została wyposażona w atrybuty "szalonego naukowca". No, ale nie wolno mi za wiele zdradzić...

Yggdrasill #1 - Uśpione Archiwum

Autor: Wawrzyniec Podrzucki
Okładka: Przemysław Truściński
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 6/2003
Liczba stron: 512
Format: 125x185 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-917904-8-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 28,50 zł


blog comments powered by Disqus