Recenzja książki "Nekromeron"
Chociaż sam czasem pisuję fantasy, to jednak nie przepadam za tym gatunkiem. Zraziło mnie do niego zbyt wiele książek, w których powtarzalność motywów aż raziła w oczy, zaś bohaterom na siłę dodawano filozoficzno-egzystencjalne rozterki. Dlatego też „Nekromeron” poleżał na półce kilka miesięcy, nim w końcu zdecydowałem się po niego sięgnąć. Nie ukrywam – czynu tego nie żałuję, co więcej, żal mi, że dałem książce kurzyć się tak długo. „Nekromeron” to fantasy z olbrzymią dawką humoru. Jest to jednak dowcip nieco inny niż w książkach mistrza tego typu powieści – Terry’ego Pratchetta. Jeśli u niego mamy humor serwowany z naprawdę ważnymi obserwacjami i dywagacjami filozoficznymi, tutaj dostajemy same gagi, bez głębszych podtekstów, nastawione jedynie na wywołanie uśmiechu u czytelnika. I trzeba przyznać, że sztuka rozbawiania wychodzi autorom znakomicie.
Miejscem, w którym dzieje się większość akcji powieści, jest Kassaria, kraina położona w królestwie Tyrongii. Są to włości starożytnego rodu nekromantów, współwładców całego przodującego w świecie królestwa. Mieszkają tam przeróżnej maści istoty niepasujące do innych ludzkich krain – wilkołaki, gorgony, potomkowie cyklopów i podobne im stworzenia. Nie myślcie jednak, że to posępna, mroczna kraina, osnuta mgłami, gdzie nie wkracza nikt przy zdrowych zmysłach. Wręcz przeciwnie – jest tu błogo, sielankowo, kwitnie handel, ludzie i nieludzie żyją sobie w dostatku, niezbyt interesując się zewnętrznym światem. Ostatni dziedzic da Kassarów – młodzieniec imieniem Zelg – studiuje w dalekiej krainie, wychowywany w duchu racjonalizmu przez owdowiałą matkę. Od dzieciństwa rodzicielka wpajała mu, że duchy i upiory to tylko zabobony, zaś jego rolą jest wyrwanie ludu Kassarii ze szkodliwych szponów zabobonu i ciemnoty. Poznajemy da Kassara w momencie, gdy decyduje się wypełnić tę misję i wraca na ziemie swego rodu, z kolei powrót ten staje się iskrą padającą na beczkę prochu.
Władca Tyrongii, nieudolny król-hazardzista Julein decyduje się najechać na Kassarię pod pretekstem zaprowadzenia tam porządku oraz likwidacji zbierających się w owym miejscu sił ciemności, które jakoby chcą podbić świat. W większej części nie jest to plan jego, a hrabiego da Unarry, naczelnika tajnych służb królewskich, który łupami z Kassarii chce podreperować budżet państwa. Mówiąc krócej – w skarbcu pusto, trzeba zdobyć gotówkę. Jakie to proste, prawda? Niestety, ani król ani też da Unarra nie spodziewają się, że nie tylko sama Kassaria ruszy na pomoc swemu dziedzicowi, ale też zmierzają do ziem nekromantów dwie dość barwne postacie. Jedna to Takangor, młody minotaur wychowywany przez surową matkę, mający zamiar zaproponować Zelgowi swe usługi jako głównodowodzący armii, zaś druga to troglodyta imieniem Karluza, który ma ambicję pobierać u Zelga nauki nekromanckie.
Ufff... Rozpisałem się, ale proszę mi wierzyć, że ledwie nadgryzłem główne linie fabularne powieści, a i to po łebkach. W „Nekromeronie” dzieje się co niemiara, wydarzenie goni za wydarzeniem, zaś powieść jest często-gęsto przetykana ironicznymi cytatami z rozmaitych postaci historycznych. Czytając tę książkę, nieraz wybuchałem głośnym śmiechem – co zdarza mi się niezmiernie rzadko. Nie ma tu prostackich, przaśno-swojskich odzywek ani zagrań, humor serwowany przez Ugriumowów jest wyrafinowany, delikatny, jednak ma moc bomby atomowej. Czytając, jesteśmy wręcz oszałamiani nagłymi zwrotami akcji, niespodziewanymi wydarzeniami i kolejnymi postaciami przewijającymi się na jej stronicach. Na dodatek wszystkie opisane są w taki sposób, że nie da się ich nie polubić: czy to posępny da Unarra, czy da Kassar, czy też duch-erotoman Dr Dott. Nadto pojawiają się sceny, których zapomnieć się po prostu nie da, jak choćby spotkanie pierwsze Zelga z wodnikiem mieszkającym w studni w pałacowym ogrodzie, czy też strategiczne planowanie bitwy na stole, gdzie za figurki armii służą stojące na nim potrawy („(…)panika w kompocie i owocach nasila się i wtedy od tyłu, uderzają na nich nasze niezwyciężone pulpety(…)”. Książka przykuwa czytelnika do siebie jak ciężkim łańcuchem i nie pozwala oderwać się choćby na moment.
Dodatkowo autorzy udowadniają, że potrafią też pisać całkiem poważnie. Dobitnym tego przykładem są te akapity, w których pojawia się pewne mroczne miejsce (nie będę zdradzał więcej treści fabuły, a niestety – szerszy opis wymagałby tego). Lepiej przekonajcie się o tym sami, czytając tę świetną książkę. Polecam gorąco, bowiem rzadko trafia się takie świeże, oryginalne podejście do fantasy.
Nekromeron
Autor: Oleg Ugriumow, Wiktoria UgriumowaWydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 8/2008
Seria wydawnicza: Obca Krew
Liczba stron: 536
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60505-76-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł
--- Reklama ---
Sklep
Forum