Opowiadanie bez tytułu


autor opowiadania: Boombel

Ognisto czerwone słońce chowało się za widnokręgiem rzucając purpurowe promienie na przydrożne drzewa. Aleją osnutą krwawą poświatą podążał Sam Backet. Nieświadom tego co go wkrótce spotka obojętnie miną tablicę informacyjną i ruszył w kierunku Pinkhaus Town. Sam był jednym z tych szczęśliwców którzy mogli pozwolić sobie na ostatni krzyk techniki zwanym automobilem.

Do miasteczka wjechał tuż po zachodzie słońce. Wyglądało na opuszczone od wielu lat. Powybijane szyby, powyrywane okna, suche liście zasnuwające ulice, postrzępione czarne flagi to tylko niektóre ślady po tragedii, jaka się tu wydarzyła.

Sam Backet

15 listopada 1890

Jestem w opuszczonym miasteczku. Jego obecność tutaj zdziwiła mnie, bo człowiek, który wskazał mi tę drogę nic mi o tym opuszczonym przez Boga miejscu nie wspominał. Noc spędzam, jak mi się wydaje, w pokoju należącym do kobiety, bo oprócz dużego łóżka z baldachimem, toaletki i wielkiej szafy z sukniami nic w nim nie ma. Pokuj ten znajduje się w budynku, który jak mi się zdaje jest najmniej zniszczony i nie jest obity deskami.

Automobil zaparkowałem przed domem i mam nadzieję jak najszybciej opuścić to miejsce.

Sam zamknął dziennik i udał się na spoczynek licząc, że świt nadejdzie szybko. Leżąc na łóżku powoli odszedł do krainy snów.

------ ooo------

Stał w pokoju skąpanym w blasku świec. Przed nim stała kobieta, wysoka, o długich włosach spływających na smukłe ramiona. Twarz miała pociągłą i dostojną. Czarna suknia podkreślała pełne piersi i wąską talię od kąd spływała aż do ziemi kaskadami falban.

Nieznajoma podeszła powoli i pocałowała go w usta. Wyprostowała się a z jej ust zaczęły płynąć bezdźwięczne słowa. Kiedy skończyła sam chciał coś powiedzieć ale uciszyła go kładąc palec na jego ustach. Po chwili odwróciła się do niego plecami, których nie skrywała długa suknia i opuściła pokuj.

Sam stał bez ruchu jak zauroczony. Kiedy się ocknął i chciał wyjść za nieznajomą świece zgasły a świat zawirował. Z jego gardła wydobył się krzyk jaki potrafi z siebie wydobyć tylko umierający. Jego głowa zaczęła rozpadać się na tysiące kawałków. Dłonie przycisnął do uszu licząc, że to go uchroni przed tym co nieuniknione. Zacisnął powieki. Kiedy je znów otworzył pokój oświetlała blada smuga słońca przedzierająca się przez zaciągnięte kotary.

------ ooo ------

Tego dnia Sam Becket wstał koło południa. Jest to dość późna pora zwłaszcz biorąc pod uwagę to, że od pięciu lat od kiedy pracuje w banku taki incydent mu się nie przydarzył. Ubrał się i pospiesznie zebrał do podręcznej torny swoje rzeczy. Wychodząc z pokoju zobaczył znajomą sylwetkę a może mu się tylko zdawało.

Na zewnątrz mgła spowiła wszystkie okropności miasta. Nie było w tym nic dziwnego bo o tej porze roku w tej części mgła utrzymuje się długo w tej części kraju. Sam uruchomił silnik i ruszył przed siebie.

Sam Backet

16 listopada 1890r.

Wtorek

Nic tak dziwnego jak dzisiaj wciągu całego mojego życia mi się nie przydarzyło i mam nadzieję że się nie przydarzy. Kiedy dzisiaj rano wyruszyłam z miasta musiałem się zgubić bo gdy zabrakło mi paliwa i ruszyłem szukać pomocy znalazłem się z powrotem w opuszczonym miasteczku.

 

Zagubiony podróżnik leżał na łóżku i rozmyślał nad konsekwencjami spóźnienia. Sen wkrótce spłynął mu na oczy oby zabrać go w błogą otchłań zapomnienia.

------ ooo------

Stał w pokoju skąpanym w blasku świec. Kobieta, którą już skądś znał, stała przed nim w swej pięknej czarnej sukni, która eksponowała piękno jej ciała. Jej dłonie okryte były długimi rękawiczkami natomiast szyję zdobiła srebrna kolia.

Nie znajoma ruszyła powoli w jego kierunku a gdy szła wydawało się że płynie w powietrzu. Sam chciał coś powiedzieć ale uciszyła go kładąc palec na jego ustach.

- Przykro mi - odezwała się ciepłym głosem - że nie udało ci się uciec z tego piekielnego miejsca. Ale tu, we śnie jesteś bezpieczny.

Chciał coś powiedzieć ale ich usta spotkały się w namiętnym pocałunku.

------ ooo ------

Z błogiego snu wyrwał go niesamowity ból w trzewiach. Stała nad nim kobieta o twarzy aniołka wykrzywioną teraz w krzyku nienawiści. Czuł go każdym kawałkiem ciała. Sam poczuł jak miliony gwoździ przeszywa jego ciało. Upadła anielica rzuciła się w morderczym szale na sparaliżowanego ze strachu podróżnika. Kiedy niematerialna siekiera zagłębiła się w piersi niedoszłej ofiary, Backet zerwał się z łóżka i szamocząc się z pościelą chciał uciec od tej pół materialnej istoty, której oczy płonęły z nienawiści. Lecz żądna ofiar zjawa jest szybsza. Sam pada na kolana wyjąc z bólu a zmora upaja się cierpieniem swojej ofiary. Pokuj wypełnia trupioblade światło.

Sam zebrał w sobie resztki sił i korzystając z nieuwagi potwora wybiegł z pokoju. Kiedy biegł do schodów zjawa rzuciła się na niego. Sam stracił równowagę i wpadł na sanacyjną barierkę. Spróchniała balustrada pękła pod jego ciężarem. W tym momencie zmora zaatakowała ponownie pomagając intruzowi poszybować na spotkanie ziemi. Gruchnął głucho o schody.

Kiedy sam próbował się podnieść zjawa rzuciła się na jego szyję wysysając z niego resztki życia.

 

Początek opowiadania przywodzi mi trochę na myśl westerny. Samotny podróżnik/wojownik swym wehikule, opustoszałe miasteczko a jak na horror zbyt mało wyczuwalnego w powietrzu zagrożenia... wild wildd west. Potem okazuje się, że podróżnik jest także solidnym pracownikiem banku i, jako taki, zaczyna miewać problemy ze zdążaniem do pracy na czas, wszystkie drogi bowiem prowadzą do miasteczka. Bohater miewa także tajemnicze sny z piękną kobietą w roli głównej. W zasadzie nie wiadomo czy przechadzka po opustoszałym mieście również nie jest snem mającym konsekwencje w rzeczywistości. Bohater pisze także dziennik będący raczej zbiorem bezemocjonalnych notatek ze zdarzeń niż pamiętnikiem sensu stricto. Za dużo tu niekonsekwencji, nieprzemyślenia. Autorowi wyraźnie brakuje literackiego szlifu. Bardziej to razi niż  "upadła anielica" czy niematerialna siekiera".

Edyta



blog comments powered by Disqus