"@W!"
Rozdział 1 - Tasak
Była 2:24 gdy mężczyzna ubrany na czarno otworzył kuchenne drzwi domu przy ulicy Railroad. Przy ulicy tej mieszkali ludzie zamożni. Mężczyzna miał na imię Jack. Przeszedł cicho przez dużą kuchnie dotykając jedynie tasaka. Nie lubił rozlewu krwi. Denerwowała go brudna robota, w której można było zostawić zbyt wiele informacji o swojej osobie. A Jack tego na pewno nie chciał. Ta jego drobiazgowość i granicząca z szaleństwem dokładność pozwalały w dalszym ciągu być w zawodzie. Był najlepszy, starał się o to. Zwykle załatwiał sprawę jednym pociągnięciem za spust. Przez ten jeden ruch dwadzieścia lat temu przestał być człowiekiem.
Dom był duży, za duży jak dla jednej rodzin. Dorothy sprzątaczka państwa Morris podczas co tygodniowego sprzątania, przynajmniej z kilka razy powtarzała tą myśl na głos, uważając jednak by nikt tego nie usłyszał. Dostawała 500$ za jedno sprzątanie w tygodniu. Tyle samo zarabiał sprzątając w kilku domach przez resztę tygodnia.
Wspinał się powoli po schodach stąpając cicho i ostrożnie po każdym stopniu, uważając by nie nadepnąć na jedna z zabawek najmłodszego z dzieci. Zostało ich pełno po wczorajszej zabawie. Alec miał 6 lat. Już od miesiąca chodził do przedszkola. Jednak trudno mu było rozstać się z zabawkami. Z zabawkami, którymi bawił się ostatni raz. To właśnie jego pokój znajdował się jako pierwszy w kolejności od schodów. I to właśnie do tego pokoju wszedł jako pierwszego Jack. Naciskając cicho klamkę w swoich czarnych skórzanych rękawiczkach. Posiadał takie ponieważ miał ograniczone zaufanie do rękawiczek chirurgicznych, w których jego zdaniem było można zostawić lekkie odciski palców.
Pokój średniej wielkości. Mieściło się w nim łóżko, biurko na którym stał komputer z 17 calowym monitorem firmy Samsung, i kilka szaf, w których zapewne pochowane były ubrania oraz zabawki. Na tapetach znajdowały się zdjęcia motorów, które były pasją chłopca. Na grubym niebieskim dywanie stały poustawiane plastikowe żołnierzyki. Chłopiec wierzył iż chronią go, stojąc dumnie z uniesionymi karabinami. Teraz były miażdżone przez czarne, gumowe buty Jacka. Na półce nad łóżkiem stały modele motocykli. Nocny gość stanął na chwilę i podziwiał je poczym uniósł rękę, w której miał tasak wyniesiony z kuchni. Jednym mocnym zamachem uciął głowę chłopcu. Chłopiec nie zdążył się nawet poruszyć.
- Tak, taki motor muszę sobie kupić.
Niebieska pościel i białe prześcieradło przybrały wspólny ciemno czerwony kolor. Jack wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Nie lubił zabijać dzieci. Nie żeby czuł jakieś wyrzuty sumienia. Jack nie miał sumienia. Po prostu czuł lekki niesmak. To nie było pierwsze dziecko, które zamordował.
Rozdział 2 - Piotruś Pan
Następny pokój należał do siostry Aleca, Keathy. Miała jedenaście lat. Często bawiła się z Alecem w chowanego. Jak go znajdowała dostawał dużą dozę łaskotek. To było dla niego motywacją by chować się skuteczniej. Podkochiwała się jak i również połowa jej koleżanek w klasie w Ballacku, kapitanie reprezentacji piłkarskiej drużyny Niemiec. Jego plakat wisiał na przeciw jej łóżka. Jack kibicował Anglikom. Po tym jak w karnych przegrali z Portugalią, wyszedł na ulice i zasztyletował pierwszą osobę jaką napotkał. Nie mógł później sobie wybaczyć takiej nieostrożności. Na szczęście ofiarą był narkoman w średnim wieku, który nie posiadał żadnych dokumentów. Policja nie odnalazła jego rodziny. Oficjalna wersja była taka, że Tom, bo tak miał na imię ten narkoman, zadłużył się u dilera a ten go.
Przez tydzień Jack wypominał sobie taką głupotę z własnej strony. Dziś opanowany i mający wszystko dokładnie zaplanowane wszedł do pokoju Keathy. Jego zleceniodawca dużo mu zapłacił ażeby był to brutalny mord całej rodziny. Nocny gość wyjął spod czarnego płaszcza strzykawkę. Zdjął osłonkę i zatopił igłę w żyle dziewczynki. Serum to było środkiem usypiającym. Jack odczekał dla pewności 10 minut i zabrał się do pracy. Zdarł kołdrę. Dziewczynka ważyła jakieś 43 kilogramów. Dla Jack, który chodził dwa razy w tygodniu do siłowni "Dominator", nie był to duży ciężar. Przełożył ją sobie przez ramię i wyszedł z pokoju zamykając go. Weszli do łazienki znajdującej się na przeciw pokoju najstarszego z synów państwa Morris. Zapalił światło i położył dziewczynkę na biało-szare kafelki. Wyjął z kieszeni żyletkę. Odłożył ją na moment, poczym wyją hak.
- Piotruś Pan nie przyjdzie cię uratować przed Kapitanem Hakiem. - zaśmiał się cicho. Wszedł do wanny. Mierzący metr dziewięćdziesiąt Jack wkręcał hak w sufit. Gdy skończył wyszedł z wanny wziął sznur do bielizny i zawiązał dziewczynce nogi. Ponownie wszedł do wanny, tym razem z dziewczynka na ramieniu. Powiesił ją na haku za związane nogi, tak by ręce swobodnie opadały w dół. Wyszedł z wanny. Owinął oba nadgarstki dziewczynki wstążką wyjętą z kieszeni. Podniósł żyletkę i podciął Keathy żyły. Krew nie wytryskała tylko, lekko tamowana przez materiał, ciurkiem spływała do wanny. Jack szybko zatkał wannę korkiem. Stał tak aż krew nie zakryła całkowicie dna wanny. Zgasił światło i wyszedł. Jak na razie wszystko szło tak jak sobie zaplanował. Korytarz był szeroki na dwa metry i długi na dwadzieścia. Z niego to można było się dostać do ośmiu pokoi.
Rozdział 3 - Nurek
Wchodził do trzeciego z nich. Mieszkał w nim 17 letni Dan. Jak na swój wiek był muskularny. Rok temu został kapitanem szkolnej drużyny zapaśniczej. To głównie dzięki jemu szkoła zdobyła puchar stanu. Tu sprzątaczka nie wchodziła. Dan nie chciał by jakaś obca baba myszkowała w jego pokoju. Jackowi nawet spodobał się wystrój pokoju. W kącie pokoju stała wysoka na 1,5 metra kolumna podłączona do wieży marki Sony. Nad nią wisiał plakat jakiegoś Heavy Metalowego zespołu. Jack ponownie napełnił strzykawkę środkiem usypiającym, ale tym razem w większej ilości. Delikatnie odsunął rękaw koszuli Dana i wstrzyknął środek. Odczekał kilka minut przeglądając kolekcje płyt. Dan ważył o wiele więcej niż Keathy. Aczkolwiek Jackowi to nie przeszkodziło w wynoszeniu go z pokoju do tej samej łazienki, w której była jego siostrzyczka. Metr przed drzwiami pokoju poczuł jak Dan się poruszył. Jack zatrzymał się. Zdumiało go iż taka ilość serum go nie uśpiła. Dan powoli otwierał oczy. Jack delikatnie położył go na ziemi. Miał jeszcze trochę serum ale wolał ją zostawić na jego matkę. Mógł go szybko udusić ale to nie było zgodne z planem. Dan powoli odzyskiwał przytomność. Jack zaczął się rozglądać. Nie jeden raz w pracy korzystał z rzeczy ofiar. Po prawej stronie od siebie zauważył kulę do kręgli. Odsunął się od chłopaka, by ją sięgnąć.
- Jak nie chemicznie to fizycznie - szepnął do siebie, i uderzył kulą w głowę Dana. Odłożył ją i sprawdził czy syn pani Susan Morris jeszcze żyję. Wyczuł puls. Znów zaczął targać go do łazienki. Otworzył drzwi i zapalił światło. Ciało Keathy przez czas jego nie obecności stało się blade, skóra zmarszczona. Krew wypełniła wannę na głębokość około 4 centymetrów. To wystarczało Jackowi. Ułożył ciało Danego na dnie wanny twarzą w dół. Trzymał jego rękę przy nadgarstku, a kiedy nie wyczuł już pulsu zanurzył ją jak resztę ciała w krwi Keathy.
- Już tylko Susan - powiedział wychodząc z pomieszczenia. Przy drzwiach wydało mu się, że dziewczynka się na niego spojrzała.
Nie poczuł strachu. Już kilka lat temu przestał miewać koszmary senne z powodu swych ofiar. Zgasił światło.
Rozdział 4 - 20 minut
Zmierzał właśnie do pokoju matki dzieci, gdy pół metra od nich usłyszał hałas. Dobiegał z sypialni. Z jego informacji wynikało iż jej mąż wyjechał w interesach. Miał wrócić dopiero za tydzień. Spojrzał przez dziurkę od klucza. Ciemność nie pozwoliła mu nic dojrzeć. Uchylił drzwi. Wiedział że ryzykuje, ale zleceniodawca nie zapłacił by mu za nie dokończoną robotę. Przy blasku księżyca zobaczył Susan i jakiegoś facet na niej. Choć nie dojrzał jego twarzy wiedział że to nie jej mąż. Zamknął drzwi. Zdenerwowało go to. Teraz przez kochanka Susan musiał zmienić plan. Opracowywany przecie przez tydzień. Usiadł opierając się o framugę. Czekał aż skaczą. Nie zmarnował tych 20 minut czekania. Wiedział już co zrobi. Odczekał jeszcze godzinę. Nie musiał zabijać nieznajomego. Nie podniosłoby to jego honorarium. Czuł jednak nie odpartą pokusę. Ponownie uchylił mahoniowe drzwi i zajrzał. Spali. Uchylił szerzej i wszedł. Po raz ostatni napełnił strzykawkę środkiem nasennym. Podszedł do Susan. Leżała naga.
- Myśl o pracy Jack, o pracy.- powiedział sobie w duchu. Delikatnie złapał ją za rękę. Miała gładką skórę.
Zanurzył igłę. Wpatrywał się w nią jeszcze przez chwilę. Teraz zabrał się za faceta. Był niski i chudy. Nie mógł zrozumieć co ona w nim zobaczyła. Po raz ostatni tej nocy posłużył się strzykawką. Zrobił mu zastrzyk. Nie było tam żadnego płynu. Było jedynie powietrze, zabójcze gdy dojdzie do serca. Po chwili nieznajomy poruszył się lekko. Zbadał puls. Brak. Z jakiegoś powodu wypełniła go radość. Rzadko to mu się zdarzało. Teraz mógł zabrać się za Susan. Miała 35 lat. Dzięki zarobkom męża nie musiała pracować. Żyła jak królowa i tak wyglądała. Leżała na łóżku. Miała brązowe długie włosy, które cudownie, chaotycznie spoczywały wokół jej głowy. Jej miękka skóra miała naturalną opaleniznę. Twarz niczym bogini wschodzącego słońca. Usta pełne, czerwone. Żal było Jackowi, że musi zrobić to do czego właśnie się zabierał. Wyjął spod płaszcza ostatnią rzecz jaka tej nocy zabrał ze sobą, była to druciana szczotka. Taką jaką używa się m.in. do ścierania rdzy z metalowych przedmiotów. Przywiązał jej smukłe nogi i ręce do poręczy łóżka. Mocno ścisnął szczotkę. Przyłożył ja do szyi Susan. Wahał się. Pierwszy raz tej nocy się zawahał. Zdjął rękawiczki. Spojrzał jeszcze raz na jej piękną twarz. Odłożył rękawiczki razem z szczotką. Zszedł z łóżka. Postanowił wyrzucić przez okno mężczyznę. Miała to być jedna z intymniejszych chwil w jego życiu i nie chciał by ktoś trzeci w tym uczestniczył. Otworzył okno i cisnął ciałem w dół. Nie słyszał odgłosu łamiących się kości i czaszki, która w kontakcie z betonowym podwórkiem pękła niczym porcelana spadająca z półki.
Rozdział 5 - Rzeczywistość
Był skoncentrowany. Chciał być sam na sam z kobieta do której ponownie podchodził. Wszedł na łóżko uklęknął koło niej. Złapał szczotkę tym razem nie tak mocno. Znów przyłożył ją do jej szyi. Znów się zawahał. Wyją chustkę, którą zakneblował jej usta. Przypadkiem ich dotknął, przeszedł go dreszcz. Nigdy jeszcze nie poczuł takiego gorąca, które w tej jednej chwili się w nim rozpaliło. Opamiętał się, plan był dla niego najważniejszy. Ujął szczotkę. Zaczął delikatnie ją przeciągać po jej ciele. Nie zostawiła żadnego śladu. Znów zaczął. Tym razem mocniej. Zostawiając delikatne zadrapani. I znów mocniej. Tym razem powstał czerwony, sączący się spomiędzy rozdrapanej skóry, pasek. Susan się ocknęła. Jack widział że przy tak ogromnym bólu środek nasenny nie będzie działał. Spojrzała na Jacka pięknymi niebieskimi oczami. Wyrażały ból, strach i nie opisane zdziwienie. Przesunął niedoszłe narzędzie mordu lekko w prawo. Zanurzył je w jej piersi. Sunął nim coraz niżej i niżej. Druty szczotki tary teraz o jej piszczel. Susan krzyczała z bólu. Spod chusty wydobył się jedynie słaby jęk. Jack go dosłyszał. Rozpłakał się. Płakał nadał gdy przeciągał druciany przedmiot tym razem z lewej strony. Nie starczyło mu sił by równie głęboko zanurzyć druty w jej lewej części ciała co w prawej. I płakał nadal powtarzając tą czynność dziesiąty raz. Przy czwartym razie Susan zemdlała. Przy siódmym już wykrwawiła się na śmierć. Jack o tym wiedział, ale tarł dalej. Tarł do momentu gdy opadł z sił. Gdyby nie twarz, której Jack nie odważył się tknąć, nie można by było rozpoznać czy ofiarą jest kobietą czy mężczyzną. Szczotka leżała teraz bezczynnie na wystających żebrach Susan. Jack podniósł się. Był jak w transie. Przed wyjściem po raz ostatni skierował swój wzrok na Susan. Wyszedł. Zszedł schodami nie zważają już na nic. Wyszedł frontowymi drzwiami. Stanął. Spojrzał w niebo. Pies państwa Morris zaczął szczekać. Był to Haski uwiązany przy budzie. Jack spojrzał na niego martwym wzrokiem. Podszedł do niego. Pies przestał szczekać, wyskoczył z budy i zaczął lizać Jacka po twarzy. Rozpoznał swojego pana. Jacka Morissona. Jack objął go rękami pokrytymi krwią swojej żony.
------------------------------------------------------------------
Ciekawie prowadzisz narrację w „@w!”. Cokolwiek miałby znaczyć ten tytuł. Szczegółowy opis otoczenia, czasu, wyglądu przywodzi na myśl policyjny raport z miejsca zbrodni. Popełniłeś jednak kilka bardzo istotnych błędów.
Po pierwsze: opisujesz chrzęst miażdżonych żołnierzyków czy wkręcanie haka w sufit, które to dźwięki same w sobie obudziłyby bez wątpienia samego chłopca lub wszystkich mieszkańców domu. Chodzi mi głównie o to nieszczęsne wkręcanie, bo bez wiercenia w suficie niemożliwe byłoby zamocować hak mający utrzymać ciężar ciała.
Po drugie: Jack kłuje wszystkich igłą. Ja nie wiem czy ty miałeś kiedykolwiek robiony zastrzyk? Ja miałam i z autopsji wiem, że jest to uczucie wysoce nieprzyjemne, które spowodowałoby natychmiastowe gwałtowne przebudzenie ofiary.
Po trzecie: kompletnie nie zwracasz uwagi na zbyt często powtarzające się słowa. W jednym miejscu na siedem linijek tekstu użyłeś sześć razy wyrazu „wanna”. Powinieneś pilnować, by takie same słowa zbyt często nie pojawiały się obok siebie.
Po czwarte: błędy stylistyczne, ortograficzne i interpunkcyjne.
Po piąte: samo narzędzie zbrodni. Okrutny mord dokonany przy pomocy drucianej szczotki kompletnie do mnie nie przemawia. Wizja ta zamiast dreszczyku grozy wywołuje u mnie niejaką konsternację – szczotka narzędziem zbrodni? Pomysł dosyć zabawny i raczej daleki od rzeczywistości.
Wygląd na to, że najwięcej zastrzeżeń mam do fabuły twojego opowiadania. Radzę jeszcze raz dobrze przemyśleć wszystko i napisać „@w!” jeszcze raz.
Anwyn
Fabuła opowiadania rzeczywiście jest najsłabszym jego punktem. Przede wszystkim narzuca się pytanie: jaki był cel, by przedstawić tę historię. Samo wywołanie zaskoczenia na końcu, gdy okazuje się, że mordercą był ojciec rodziny to za mało. Opowiadanie nie zmusza do refleksji, tak jakby jego treść zatrzymywała się na zdarzeniach, nie idąc dalej w stronę przekazania jakiejś głębszej treści.
Pomijając to, również opisane zdarzenia wydają się niedopowiedziane. Bez wskazania celu, w jakim Jack został wynajęty opowiadanie robi wrażenie wyjętego z większej całości. I znowu, także w tym aspekcie, sam opis mordu nie wystarczy. Czytelnik nie wie, czy Jack został do tego zmuszony przez konieczność, czy też może był to test, mający sprawdzić jak daleko potrafi posunąć się morderca.
Ostatnia rzecz, na którą warto zwrócić uwagę: sceny przemocy. Tak samo jak sceny erotyczne, trzeba z nimi uważać. Nie zawsze pasuje zbyt dosłowny i szczegółowy opis. Zwłaszcza jeśli nie jest się pewnym, czy opis ten nie przesłoni warstwy emocjonalnej, czy fabularnej tekstu. W swoim opowiadaniu nie przekroczyłeś tej granicy, choć mam wrażenie, że miejscami byłeś blisko.
Podsumowując: pracuj nad fabułą, zaplanuj ją tak, by była pełniejsza, spójna, a także by lepiej ukazywała to, co chciałeś przekazać czytelnikowi. Powodzenia!
Przemek Szymczak
Sklep
Forum