Andrzej Ziemiański

Autor: Greg K1ler

Życie pisarza w trzynastu, bynajmniej nie pechowych, odsłonach




foto Urodzony w 1960 roku, tworzy od 45 lat. Najpierw tworzyłem kupę w pieluchy, a potem zacząłem tworzyć fantastykę. Obydwie rzeczy wyglądają podobnie :-).

Ulubione sporty to strzelanie z broni ostrej, ostre picie i ostre dziewczyny.

GK: Czym jest dla Ciebie fantastyka?

Andrzej Ziemiański: Nie odróżniam gatunków literackich. Dla mnie „Archipelag Gułag” to również fantastyka. Każda książka nią jest, nawet protokoły Komisji Sejmowej do sprawy Orlenu. Wszytko jest fantastyką. To nie nurt. To cała literatura.

Dlaczego zacząłeś pisać właśnie w obrębie tego nurtu?

Lubię marzyć. Nauczył mnie tego Staś Lem i kumple Boruń & Trepka. A dlaczego zacząłem? Pewnie przypadek. Pamiętam, jak leżąc w łóżku jako dziecko widziałem Księżyc w oknie. Miałem tak potworną ochotę napisać powieść o locie na niego (jak Verne, którym się zaczytywałem), że prawie wyłem nie mając wówczas żadnych szans. Przez całe życie marzyłem, żeby zostać pisarzem. Chciałem opowiadać historie, które bez przerwy rodziły się w mojej głupiej głowie.

Czy istnieje utwór (ewentualnie temat), który zawsze chciałeś napisać, ale ktoś uczynił to wcześniej? Skomentuj wybór.

Tak. Ziemkiewicz mnie ubiegł z pomysłem na rzecz, która się dzieje w świecie gier. Strasznie mu zazdroszczę, że był pierwszy, bo miałem już opracowany pomysł na powieść. Ale nie rezygnuję.

Czy posiadasz jakąś powracającą nieustannie ideę, pomysł, temat, który chcesz jeszcze opisać, lecz na razie brakuje Ci dystansu, doświadczenia życiowego, warsztatu?

Posiadam. To świat snów – coś, co mnie fascynuje od lat. Prawie każdy mój tekst ociera się o to zagadnienie. Gdzie żyjemy realnie? Czy na jawie czy może we śnie? Skąd w ogóle są dwa światy w umyśle człowieka? Bardzo mnie to intryguje.

W czym upatrujesz przyszłość fantastyki? Czy uważasz, że za kilka, może kilkanaście lat straci ona rację bytu?

Za kilkanaście lat cała literatura straci rację bytu. Prawie nikt już dzisiaj nie czyta.

Natomiast co do fantastyki, pamiętam jeszcze lata sześćdziesiąte (jako dziecko), siedemdziesiąte i później. Zawsze była to proza gorsza, głupsza, wręcz dla debili. Teraz liczą się już tylko pozycje w rankingach Newsweeka, Empiku, Polityki i Wprost. Czy należą do sf&f, czy literatury "moralnego niepokoju", nikogo nie obchodzi.

Jak więc widzę przyszłość fantastyki? W pierwszej dziesiątce w zestawieniach, które się liczą. Niedługo jednak, bo ludzie przestaną czytać.

Gdybyś miał wskazać utwór, który popełniłeś, ale teraz się go wstydzisz, który byś wybrał?

Cholera... Zastanawiam się. Biblia? „Iliada” i „Odysea”? Faktycznie niezbyt mi tam poszło. Talmud, Koran i reszta też jakoś tak średnio. Z pozostałych swoich dzieł także nie jestem zadowolony.

Czy uważasz, że najlepsze lata w Twojej działalności artystycznej są już za Tobą? Innymi słowy, czy dzieło Twego życia można znaleźć na półkach księgarskich?

A znasz pisarza, który byłby zadowolony ze swoich dzieł? Który nie rozstawałby się ze światem? Nie histeryzował, nie popełniał samobójstwa?

Jestem pisarzem dekadenckim (jak wszyscy inni). I jedyne, co mnie obchodzi to, że gdy wracam z knajpy, to widzę w domu parę oczu głębokich jak ocean. Te oczy płci odmiennej zawsze pomagają.

Czy masz literacki autorytet? Czego zdołał Cię nauczyć?

Staś Lem, Boruń & Trepka i miliony innych. Vonnegut, Steinbeck, Hesse - imię ich legion. Czytałem w ogólniaku około stu książek rocznie. W dupie miałem naukę - pochłaniałem literaturę. Non stop, bez umiaru, nieustannie. To był mój świat, to było moje życie. No i oczywiście marzyłem, żeby zostać pisarzem.

Problem jest taki - nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie: "udało mi się czy nie"? Tak jak pisał Hemingway (upraszczając): każdy sukces to porażka, każda porażka to sukces. A jeśli sądzisz, że wygrałeś, to zerknij, jak potworny koszt musiałeś ponieść.

Internet - użyteczne narzędzie promocji czy zabójca papieru?

Internet to pokolenie Google - każda informacja w zasięgu palców. Papierowi nie szkodzi. Za słaby rynek, żeby kopiować książki. Dzisiaj już prawie nikt niczego nie czyta.

Jak myślisz, które z Twoich cech charakteru pozwoliły Ci na stanie się znanym i lubianym?

Nie wiem, czy znanym, ale na pewno nie lubianym. Ilość moich wrogów wzrasta w postępie geometrycznym. Napaści, ataki, knucie... W końcu wyrzucili mnie w trybie "administracyjnym" z Fahrenheita i z uczelni. Coś musi być na rzeczy. Albo jestem konfliktowy, albo ludzie nie lubią prawdy w oczy, jaką zawsze prawię. A może po prostu nie lubią tych, którzy "wyskoczyli o włos przed szereg"?

Nie wiem. Czy to polskie piekło, czy to ja jestem wredny?

Jakich manieryzmów lub niedoskonałości nie tolerujesz we współczesnej literaturze fantastycznej? Co należałoby napiętnować?

Nie czytam literatury fantastycznej, to nie wiem. Zgodnie z powiedzeniem Kresa: „Jak coś jest lepsze od tego, co sam tworzę, to po co mam się wpędzać w kompleksy. A jak coś jest gorsze, to po co czytać?”.

Jaki czynnik przez lata motywował Cię do nieustannego warsztatowego treningu? W jakim stopniu były to pieniądze?

W żadnym. Pisałem wyłącznie dla siebie i pieniądze nie grały tu żadnej roli. To, że je dostałem, to tylko wygrana w totolotku. Takie piękne coś: czytelnicy cię chcą i kupują, a potem szok - księgowa wydawnictwa na koniec miesiąca wypłaca.

Lubię te szeleszczące papierki, bo dzięki nim mogę się bawić, stawiać ulubionym dziewczynom, jeździć po kraju i poznawać naprawdę całą Polskę, nasz piękny kraj. Zupełny odlot. Przez ostatnie dwa lata po raz pierwszy w życiu. Warto było – wiem, gdzie są kasy na dworcu w Bydgoszczy, gdzie dobry hotel w Białymstoku, gdzie najlepsza knajpa w Krakowie, na co uważać w Warszawie i dlaczego wystrzegać się ronda we Władysławowie. Jak dostać się na autostradę w Katowicach, gdzie są najsmaczniejsze śledzie w Częstochowie i jakich restauracji nie odwiedzać w Gorzowie. Dlaczego lepiej pić w Zakopanem, a raczej unikać Helu. Czemu pstrąg w Nowym Sączu jest gorszy od tego w Poznaniu. Czym różnią się knajpy w Lubiniu od tych w Lublinie.

Zjeździłem cały kraj. Od granicy czeskiej do szwedzkiej. Od białoruskiej do niemieckiej. I dzięki szczodrobliwości czytelników dowiedziałem się, że mieszkam w fajnym państwie. Wszędzie mi się podobało. Chyba po prostu cieszę się z prostego faktu, iż jestem Polakiem.

Na zakończenie, powiedz jeszcze, czym byłbyś mile zaskoczony w naszym fantastycznym półświatku?

Mile zaskoczony?

Hmm... Gdyby mnie ktoś zastrzelił.

Podyskutuj o tym artykule na forum!



blog comments powered by Disqus