Wywiad z Piotrem Patykiewiczem

Autor: Henryk Tur
25 marca 2008

Zły brzegHenryk Tur: Każdy kiedyś zaczynał… Jak w Pana przypadku wyglądały pierwsze próby literackie?

Piotr Patykiewicz: Na drugim czy trzecim roku studiów dziennikarskich dość dużo publikowałem w lokalnej prasie. Pewnego dnia zachciało mi się odmiany od tekstów o dziurach w drodze czy relacjach z potyczek wiejskich kopaczy w piłkę. Byłem wówczas pod wielkim wrażeniem prozy Antoniego Gołubiewa, sądziłem, że w języku polskim nigdy nic lepszego nie powstało i nie powstanie. Dlatego mój pierwszy tekst fantastyczny (mikropowieść „Czorty”) napisałem w podobnej manierze, przy tak głębokiej archaizacji, że dzisiaj nawet ja nie potrafię przeczytać tego bez irytacji. Wysłałem rzecz do „Feniksa”, gdzie w tamtym czasie szefował pan Jarosław Grzędowicz (1996 rok). Nikt się nie odezwał, a ja nie miałem śmiałości, żeby dopytywać, więc po kilku tygodniach po prostu uznałem, że nic z tego nie będzie. Ponieważ nie kupowałem pisma, dopiero po długim czasie, całkiem przypadkowo dowiedziałem się, że jednak tekst opublikowano. Oczywiście byłem w siódmym niebie, na fali entuzjazmu rozszerzyłem nowelkę do rozmiarów powieści i zaproponowałem Supernowej, po czym szybko spadłem z obłoków na ziemię. Poinformowano mnie grzecznie, że książka owszem, rokuje nadzieje, ale trzeba zrezygnować z archaizacji, bo w tej formie nikt tego nie kupi. Krótko mówiąc, trzeba było napisać całą rzecz na nowo. Do tego już nie wystarczyło mi determinacji, wciągnęły mnie inne sprawy. Zarzuciłem próby literackie na długie lata, aż do niedawna.

Świat przedstawiony w Pańskich książkach to dość oryginalne połączenie znanej nam z okresu wczesnego średniowiecza rzeczywistości z żywym światem tak zwanych „pogańskich” mitów i legend. To piorunująca mieszanka, która daje olbrzymie pole do popisu. Jak powstał zamysł na takie właśnie tło do wydarzeń opisywanych w Pana książkach?

Chyba nie do końca tak jest. Starałem się ten świat z lekka stylizować na średniowiecze, ale to na pewno nie jest odbicie rzeczywistości w sensie historycznym ani geograficznym. Raczej zapożyczałem niektóre elementy życia codziennego, pojęcia, stosunki społeczne. Podobnie z mitami: o wyobrażeniach religijnych Słowiańszczyzny wiadomo tak naprawdę niewiele. Bestiariusz z moich książek to płód fantazji, z mitologią słowiańską ma raczej niewiele wspólnego, poza kilkoma nazwami.
Podobne połączenie to oczywiście nie mój wynalazek, stosowało go wielu pisarzy fantasy. I nie tylko, bo w niektórych powieściach historycznych (np. Przyborowski, Zofia Kossak, Gołubiew) także można obserwować wzajemne przenikanie niechrześcijańskiego świata nadprzyrodzonego i przaśnej codzienności.

OdmieniecBohaterowie Pana książek to postaci z krwi i kości. Nie ma tu jednoznacznie dobrych czy złych charakterów. Proszę powiedzieć, czy któraś z nich jest odwzorowaniem osoby istniejącej naprawdę?

Prawie wszyscy pierwszoplanowi bohaterowie mają swoje żywe pierwowzory, choć nie należy przez to rozumieć, że po prostu opisałem realnie istniejące osoby, ich wygląd czy zachowanie. To był raczej punkt wyjścia, inspiracja, potem każdy z nich ewoluował po swojemu, czasem dojrzewając, czasem niedołężniejąc, czasem odkrywając drugą twarz. Wydaje mi się, że tak jest ciekawiej. Postaci ze spiżu, a z drugiej strony skończeni dranie, są zbyt przewidywalni, tak dla autora, jak dla czytelnika.

W dwóch książkach bohaterowie wędrują na północ. Dzięki temu wiemy co nieco o tym regionie świata. Czy w kolejnych opowieściach poznamy inne jego kierunki?

Niewykluczone, ale nie potrafię powiedzieć, kiedy to się stanie. Póki co, piszę całkiem inne rzeczy, zbyt długo tkwiłem w tamtych klimatach i po prostu miałem dosyć. Ale nie zarzekam się, być może jeszcze kiedyś zatęsknię za tamtymi bohaterami i wrócę do nich ze świeżymi siłami.
Obecnie czeka na wydanie powieść fantastyczno-historyczna, oparta mniej więcej na realiach II wojny światowej. Powinna ukazać się jesienią. Kończę kolejny tekst, gdzie akcja rozgrywa się poza Ziemią (ale to nie space-opera). Staram się również nie zaniedbywać opowiadań, od czasu do czasu ukazują się na różnych łamach.

Można wiedzieć, z jakimi pismami Pan współpracuje? Szczerze mówiąc – nie kojarzę żadnych Pana krótkich form.

Zacząłem od portalu internetowego Elkander, potem dwa opowiadania wydrukowała „Nowa Fantastyka”, jedno „SFFiH”; na warsztacie kolejne teksty.

Rajskie zorzeCzy Marzanna inspirowana była niejaką Kriss de Valnor? :)

Hm... Inspirowana była kimś innym, ale gdzieś tak w połowie książki sam zorientowałem się, że pewne podobieństwa między tymi postaciami można wychwycić. Chociaż, mimo wszystko, moja Marzanna nie jest chyba aż tak wredna :)

Czy plemię przedstawione w „Odmieńcu” ukaże się kiedykolwiek w którymś z kolejnych Pana tomów? Bardzo mi się spodobało ta koegzystencja świata ludzi z nimi, ponieważ jest jakby alternatywą ukazującą, co by mogło się zdarzyć, gdyby neandertalczycy nie wyginęli.

Chyba nie, neandertalczycy pojawili się głównie jako uzasadnienie istnienia samego Odmieńca.
Nawiasem mówiąc, sam temat jest rzeczywiście pasjonujący. Rewelacyjne opisał takie spotkanie dwóch gatunków ludzkich Golding w „Spadkobiercach” (choć w świetle dzisiejszej wiedzy naukowej patrzymy na neandertalczyków trochę inaczej, niż noblista- jego książka powstała w latach pięćdziesiątych, o ile pamiętam).
Należę do zwolenników hipotezy, że szczątkowa populacja neandertalczyków przetrwała w niektórych zakątkach świata do niedawna, albo wręcz istnieje do dziś. Przypuszczam, że w tej dziedzinie czekają nas jeszcze sensacyjne odkrycia.

A co Pan powie na hipotezę, że neandertalczycy wyewoluowali w jedną z ludzkich ras? Wiele narodów świata wykazuje cechy, które można by zaklasyfikować jako pozostałości po ewolucji?

Możliwe, choć dla mnie bardziej prawdopodobne jest wchłonięcie neandertalczyków przez populację homo sapiens drogą krzyżowania się (odkryto nawet szkielet dziecka, który wykazuje cechy obu ras - być może to właśnie taki mieszaniec).

Czy ma Pan jakieś literackie inspiracje, jakiś autorów, którzy byliby dla Pana wzorem do naśladowania? Oczywiście nie mam na myśli tylko fantastyki.

Jest ich legion! Spróbuję wymienić paru, którzy akurat przychodzą mi do głowy, z pełną świadomością, że pomijam wielu innych: Antoni Gołubiew, Aleksander Ścibor-Rylski (to zabrzmi dziwnie, ale zachwycają mnie nawet jego socrealistyczne głupotki), Władysław Reymont, Zofia Kossak, Melchior Wańkowicz, Waldemar Łysiak. Z zagranicznych Wiktor Hugo, Sigrid Undset, Ivo Andrić, Lew Tołstoj, Halldor Laxness.

Gdybyśmy żyli w kraju za oceanem, zapewne ukazałaby się już ekranizacja co najmniej jednej powieści Petera Patykievitcha, żyjemy jednak tu i teraz, więc proszę zdradzić – czy pisanie jest tylko zajęciem dodatkowym, czy też poświęca mu Pan cały swój wolny czas? Jeśli to rzecz dodatkowa, a nie byłoby to wielką niedyskrecją, prosiłbym o zdradzenie, czym się Pan zajmuje na co dzień?

To bardzo sympatyczna sugestia, ale ja staram się stąpać po ziemi :) Używając terminologii futbolowej uważam się za trzecioligowego autora polskiej fantastyki, nie bez aspiracji na awans w przyszłości do drugiej ligi (skromność ponad miarę, dla mnie to pierwsza liga i w dodatku co najmniej pierwsza piątka – przyp. red). W moim przypadku pisanie to coś w rodzaju hobby, profity z tego są niewielkie, a nakład czasu i energii bardzo duży. Zajmowałem się w życiu różnymi rzeczami, przez kilka ostatnich lat handlowałem książkami, ale to już też schyłkowa działalność. Co będzie dalej, jeszcze nie wiem. Postaram się tak urządzić, żeby wygospodarować czas na pisanie, ale czy się uda, trudno przesądzić.

Jakie są Pana plany na przyszłość – literackie i życiowe?

Literackie marzenie mam jedno: stworzyć kiedyś tę jedną, jedyną powieść, która okaże się na tyle dobra, odkrywcza i zajmująca, że wzbudzi szerszy oddźwięk wśród czytelników. Mam na myśli to, że np. po 10 latach od wydania tytuł wciąż będzie rozpoznawalny, nie ulegnie zapomnieniu. To byłoby ukoronowanie wszelkich pisarskich starań. Wyobrażam sobie, że droga do tego wiedzie przez gromadzenie życiowych doświadczeń, czytywanie dobrej literatury i doskonalenie warsztatu. Czy się uda? Nie wiem, czas pokaże.
A w życiu? Dobrze wychować dzieci i dożyć spokojnej starości, a wcześniej zarobić tyle pieniędzy, żeby nie liczyć na ZUS :)

Dziękuję bardzo za odpowiedzi.

Dziękuję bardzo.



blog comments powered by Disqus