Wywiad z Sebastianem Uznańskim na temat książki "Herrenvolk"

Autor: Henryk Tur
27 czerwca 2008

Wkrótce na sklepowe półki trafi książka jednego z najbardziej utalentowanych pisarzy fantastycznych w naszym kraju. Co jednak ciekawe, akcja powieści osadzona będzie w całkiem realnym świecie i do bólu realnych czasach. Czy mogliśmy nie przepytać pana Uznańskiego na tę okoliczność?

Henryk Tur: Herrenvolk, jak sam powiedziałeś, to spojrzenie Uznańskiego na II wojnę światową. A ja czuję się nieco zdziwiony, ponieważ jakoś tak nie wyobrażam sobie Twojej twórczości osadzonej w realnym świecie. Zdradzisz, o czym będzie ta powieść?

Sebastian Uznański: Rzeczywistość nie ma znaczenia. Ważny jest oryginalny, uwrażliwiony aparat poznawczy Twórcy. Każdy z nas w odbiorze przekształca realność po swojemu, w istocie wszystkie moje utwory są dalekim odbiciem obiektywnego świata, w którym żyję. Autor nie może uciec od otaczającego go kulturowego, społecznego (cywilizacyjnego?) kontekstu. Rzeczywistość wielkiego miasta, zbudowanego na betonowych blokowiskach, umysł przekształcił mi artystycznie na potężne sięgające nieba termitiery "Lodowych łez". To, że czytając "Ważniejszą sterowną" czy "Wczorajszy deszcz", nie rozpoznajecie rzeczywistości za oknem, dowodzi tylko tego, że tworząc przekształcam rzeczywistość bardziej niż inni, niż zazwyczaj robi to każdy człowiek. Dlatego kwestię, czy moje utwory dzieją się w realnym świecie, mam za drugorzędną. One zawsze dzieją się w realnym świecie mojego umysłu. Książek o II wojnie było już napisanych całkiem sporo. Ja "Herrenvolk" opisuję jako spojrzenie Uznańskiego, bo wierzę, że ten okres historyczny, odbity w zwierciadle mojej twórczości, wniesie coś na tyle ciekawego, że nikt nie zada pytania, po co pisać kolejną książkę, bo okaże się, że było warto. Że to jest coś innego, niż proponowano dotąd, bo ma specyficzny dla mnie klimat i styl. Oczywiście, w jednym przyznaję rację, dla autora to zupełnie inny reżim pracy, najpierw trzeba było przekopać się przez szafę z książkami historycznymi, żeby odtworzyć przekonująco klimat tamtej epoki. Musiałem się jej na tyle dobrze nauczyć, żeby czuć się w niej swobodnie i móc przerzucać bohaterów z opresji do opresji równie łatwo, jak dotąd czyniłem na obszarze niczym nie skrępowanej imaginacji. Teraz sam sobie spętałem wyobraźnię. Jaki to dało efekt? Przekonacie się już wkrótce. Natomiast o czym jest "Herrenvolk"? Myślę, że o ludziach szarpanych wielkimi emocjami, przeżywających dramaty i wewnętrzne konflikty, staczających psychomachię, ale też starających się ugrać małe, przyziemne sprawki.

Henryk Tur: Na jakiej przestrzeni czasu rozgrywa się akcja Twojej powieści? Jest to cała wojna czy tylko jej wybrany fragment?

Sebastian Uznański: Pisząc "Herrenvolk", po raz pierwszy zetknąłem się z całą masą materiałów, faktów historycznych i anegdot, w które mógłbym wplątać losy postaci. Wszystko właściwie było fascynujące dla pisarza, pobudzało wyobraźnię i kreatywność. Nawet gdybym opisywał dzień po dniu losy bohaterów, byłoby to niezwykle interesujące i bogate w szczegóły. A zwróć uwagę, że miałem do czynienia nie tylko z osią czasu, ale i przestrzeni: był front wschodni i zachodni, walki w Afryce i Azji, inwazja japońska groziła w pewnym momencie Australii, zaś naziści zakładali bazy i słali ekipy badawcze poza najdalsze fiordy Północy ("Hellboy" chyba w tym wypadku jest najlepszą opowieścią na temat tych ostatnich - przyp. HT). Jeżeli dodać, że ważne wydarzenia toczyły się nie tylko na froncie, ale także wewnątrz walczących krajów, stanowiłoby to materiał na dziesięciotysięcznostronicową powieść. "Herrenvolk" ma objętość "Żałując za jutro", dlatego musiałem dokonywać selekcji, zostawiając najciekawsze. Redukując czas trwania powieści, omijałem też inny problem warsztatowy, bowiem by fabuła trzymała tempo i równocześnie była wiarygodna psychologicznie, chyba musiałbym tu i ówdzie dopisywać "minęły dwa lata", co nie jest zbyt miłe dla Czytelnika, który nie lubi podobnych dziur. Dlatego, zawężając obszar działania powieści do nieco krótszego okresu, ominąłem większość raf. Akcja powieści rozpędzi się na wiosnę 1940, gdy naprawdę machina wojenna ruszyła pełną parą i zaczęło się dużo dziać. Natomiast kiedy zakończę - nie zdradzę.

Henryk Tur: Kim są bohaterowie "Herrenvolku"?

Sebastian Uznański: Podtytułem "Herenvolk" miało być "powieść o nazizmie", zrezygnowałem z tego, ale coś jest na rzeczy. W centrum uwagi będzie ustrój polityczny i to, jak działa na ludzi, co z nimi robi. Intrygowało mnie zjawisko przemian społecznych, tego, co je powoduje i jak ludzie reagują na zmieniającą się rzeczywistość. Natomiast oczywiście, jak zwykle u mnie, stawiam na mocno zarysowanych, aczkolwiek nie nazbyt licznych bohaterów. Tym razem Czytelnik znający "Żałując za jutro" odczuje dużą różnicę. Tam były jednostki wybitne, często dysponujące ponadnaturalnymi mocami. Tutaj realistyczna konwencja właściwa powieści historycznej wymusiła postać zwyczajną do bólu, mógłby to być każdy z nas. Nie będzie miotania promieni energii z rąk przeciwko totalitaryzmowi, byłoby to zresztą nieuczciwe wobec psychologicznej prawdy, jaką ma przekazywać książka. Byłoby chyba zbyt łatwe, gdybyśmy zło wynikające z błędnych decyzji politycznych mogli po prostu odczarować. Oczywiście, skoro bohater nie jest supermanem ani komandosem, wynika że nie jest to prosta powieść akcji, podtrzymująca sensacyjną fabułę wątłym szkieletem historii. Raczej będzie to dramat wewnętrzny, grający na wątpliwościach, wyborach i próbie przetrwania, gdy świat pogrążył się w szaleństwie. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej stworzyłem powieść intrygi, co naturalnie implikuje charakterystykę postaci zdominowaną przez przebiegłość. Wejrzymy w czas, gdzie ludzie będą posługiwać się kłamstwem mistrzowsko i równie swobodnie, jak dla nas jest to oddychanie. No i oczywiście nie byłoby książki Uznańskiego bez zjawiskowo pięknych, inteligentnych kobiet. Tradycją utworów historycznych jest przywracanie na kartkach wielkich postaci z epoki. I tym razem nie mogło być inaczej. Zadbałem, by choć na chwilę Czytelnik mógł spotkać najważniejsze osobowości wojny, ale które, przekonacie się sami.

Henryk Tur: Kiedy możemy spodziewać się "Herrenvolk" w księgarniach?

Sebastian Uznański: Trudno mi odpowiadać na pytanie, gdyż tutaj rzecz nie ode mnie zależy. Na stronie wydawcy widnieje zapowiedź na rok 2008 i to jest chyba wiążąca deklaracja Fabryki Słów. Jako że prace są jeszcze w toku, nie ma rysunków ani projektu okładki, realnie patrząc, mimo wysiłku Wydawcy, który pragnie powieść wydać najszybciej jak to możliwe, zachowując profesjonalizm wykonania, nie przypuszczam, aby udało się rzecz znaleźć w księgarniach przed ostatnim kwartałem 2008. Wówczas "Herrenvolk" - zaskakująca opowieść o przemianach i historii - znajdzie się w Waszych rękach. Natomiast w wakacje będzie można się pocieszyć, czekając na monumentalne główne danie, kolejną historią ze świata "Żałując za jutro". Tym razem poznamy dalsze losy Kandamona, po dramatycznych wydarzeniach znanych z "Księgi, która wyjada oczy". Pogłębię i wzbogacę jego opis wewnętrzny, wyjaśnię metamorfozę, ukażę, jak się przekuwał i hartował charakter. A w tle wszechświatowa polityka i ambicje mrocznych kapłanów rządzonych z czarnego tronu przez superpotężnego Valeghaara. Będzie brutalnie, będzie łagodnie, będzie smutno, będzie wesoło. Jedynie na pewno nie będzie nijako, a wszystko to w SFFH. Zapraszam serdecznie.

Herrenvolk

Autor: Sebastian Uznański
Okładka: Dariusz Kocurek
Wydawnictwo: FOX Publishing
Miejsce wydania: Rzeszów
Wydanie polskie: 7/2011
Liczba stron: 448
Format: 130x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788393045235
Wydanie: I
Cena z okładki: 38 zł


blog comments powered by Disqus