Amerykańska polityka twardych okładek


Wyobraźcie sobie taką scenę. Kupujecie oryginalne wydania swoich ulubionych, serializowanych powieści – a ponieważ kursy walut są okrutne, wybraliście opcję miękkookładkowe (tzw. paperbacks).

Są tańsze, lżejsze (niższe ewentualne koszty przesyłki), a także – zajmują mniej miejsca na półkach. Lubicie mieć też porządek na półce – serię kompletowaną z tego samego wydania, żeby jakoś wyglądała (albo po prostu kochacie ilustracje na okładkach). Zbliża się data premiery kolejnej części waszej ukochanej, popularnej w krajach pochodzenia serii. Wchodzicie szybciutko do sklepu internetowego, uzbrojeni w kartę płatniczą albo aktywnego PayPala, gotowi roztrwonić pieniążki, a tu… tylko twarda oprawa. Po miękkim wydaniu – ani widu, ani słychu. Na stronie wydawcy nikt się nie zająknął, że w ogóle taka będzie – a domyślacie się, że będzie, macie przecież dowód na takie wydania na własnej półce. Frustrująca, prawda?

Wikimedia Commons /C.C.2.0
 

Polityka wydawnicza Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii zaskakuje nas czasem trochę jak zima drogowców – niby wiemy, że rządzi się innymi prawami niż nasza, a jednak od czasu do czasu wpadamy właśnie na podobną ścianę. Popularne książki w krajach anglosaskich zazwyczaj mają dwa wydania (wszystko zależy od autora, o którym mówimy!) – twardookładkowe (hardcover) i miękkookładkowe (paperback). Te pierwsze, poza różnicą w samej okładce, są czasem większe, złożone atrakcyjniej, z dodatkowymi ilustracjami na stronach. One pojawiają się na rynku pierwsze. Dopiero po pół roku, albo i dłużej, wydawca wypuszcza drugi wariant wydania. Pytanie tylko – dlaczego?

Paperback (tom 1) vs hardback (tom  7)

Historia tej praktyki sięga początków książki – wydawanych w niewielkich nakładach, w twardych oprawach, mających przetrwać pokolenia, wilgoć, pleśń i inne plagi biblioteczne. Miękkie okładki, które znamy dzisiaj, pojawiły się mniej więcej w XIX wieku w Europie. Do Wielkiej Brytanii i Stanów zjednoczonych trafiły później – gdyż w latach 30. XX wieku, dzięki masowym wydawnictwom takim jak Penguin czy New American Library, przygotowującym wysokonakładowo klasykę literatury. Odbiorcami było nowe pokolenie czytelników, nie dość zamożne, aby pozwolić sobie na luksusowe, twardookładkowe książki. Popularność tych edycji wzrosła w czasie drugiej wojny światowej, gdy czytanie stało się popularną rozrywką, a papier był reglamentowany. Efektywne, zwarte wydania w miękkich oprawach rozwiązywały częściowo ten problem.

Wydanie paperback 1. tomu spin-offu "Mercy" - oryginalne i  dla porównania polskie wydanie pierwszego tomu "Mercy".

Teraz z kolei wydawcy decydują się na wydania w twardej oprawie, gdy przewidują, że dany tytuł po prostu dobrze się sprzeda. Droższe książki równa się większy zysk dla wydawcy, nawet jeśli ich koszty produkcji są wyższe niż paperbacków. Krótko mówiąc – wydawcy zarabiają na kolekcjonerach, „książkowych fetyszystach” czy osobach, które po prostu lubią, jak ich zbiory ładnie wyglądają na półkach (zabranie takich książek ze sobą w drogę jest niestety mało poręczne). Kierując swoje produkty do maniaków/zbieraczy/miłośników literatury (niepotrzebne skreślić), przygotowują te hardbacki jak najbardziej atrakcyjnie – oprawy są nie tylko twarde, ale niejednokrotnie zostają obite materiałem, czasem czoło książki ma kolor (najczęściej czerwony) czy dodaje im się zintegrowaną zakładkę. Częstymi odbiorcami takich wydań są również biblioteki – mają one bowiem lepszą trwałość, a instytucje (przynajmniej tamtejsze) dysponują również większym budżetem. Podobny los spotyka wydania naukowe – pierwsze edycje, w twardej oprawie, kosztują sporo, dla przykładu: książka Henry’ego Jenkinsa Textual Poachers w wydaniu w twardej oprawie kosztuje niecałe £105, a w miękkiej – £30. Paradoksalnie, ceny obu na portalach typu eBay potrafią być identyczne.

Obwoluta zdjęta z książki - książka okazuje się być w płóciennej oprawie. Innych efektów specjjalnych brak

The Economist przewiduje, że papierowa książka raczej nie zniknie z naszego rynku, wyparta przez ebooki. Jedyne, na co elektroniczne wydania wydają się wpływać, to sprzedaż wydań miękkookładkowych. Paperbacki nie zawsze wydane są bowiem „porządnie”, dla zaoszczędzenia blok tekstu potrafi zajmować całą stronę, z pozostawieniem minimalnego, jeśli nie prawie żadnego marginesu. Rozmiar czcionki zazwyczaj jest mały, a wykorzystana w druku farba niekoniecznie najlepszej jakości (często odbija światło słoneczne, utrudniając czytanie na przykład latem).

Więcej informacji możecie poszukać na stronie The Economist.

Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus