Było rekordowo - relacja z Dni Fantastyki

Autor: Eskell
Korekta: Magda Kącka
6 lipca 2014

Dni Fantastyki to impreza z długą tradycją. W tym roku organizowane miały być z pompą - na konwent zaproszono Andrzeja Sapkowskiego i odbył się zlot fanów Gry o Tron, która jest obecnie bardzo popularną serią. Jak było? Na pewno rekordowo - na imprezie pojawiło się ponad dwa tysiące uczestników.

Oczom uczestników ukazał się zamek. Tak właśnie, zamek - jest to pierwsza rzecz jaka wita oczy uczestnika, gdy  ten już wydostanie się z centrum stolicy Dolnego Śląska. Dni Fantastyki odbywały się bowiem w Leśnicy, dzielnicy Wrocławia odległej jakieś 30 minut od centrum, która dzięki starej zabudowie wydawała się wręcz magiczna.

Zaraz po dotarciu na miejsce i przekroczeniu bramy głównej wchodziło się na teren imprezy, którą było nie tylko widać, ale i słychać. Inaczej niż w poprzednich edycjach, w tym roku całe przedzamcze oraz fosa zostały zapełnione zarówno przez namioty wystawców, strefę gastronomiczną, jak i wioski post-apo. To właśnie z tych ostatnich wylewała się na ulice muzyka, która zachęcała przechodniów do zbadania, co też dzieje się na bramą. Każde z tych miejsc bowiem było dostępne dla ludzi z ulicy. Dopiero wejście na zamek wymagało zakupienia wejściówki.

Sama akredytacja przebiegała nad wyraz sprawnie, a kolejki pojawiły się dopiero w sobotę. Powód ich powstania był prozaiczny - organizatorzy nie spodziewali się aż takiej frekwencji. 2300 osób to w końcu nie niedzielny piknik. Zmuszeni zostali zatem do improwizowania i wprowadzenia wstążkowych opasek akredytacyjnych. Pomysł szybki i prosty, a jakże skuteczny. Cała kolejka rozładowała się w kilka minut.

Podczas akredytacji uczestnicy byli pytani jeszcze o to, czy są zainteresowani wybraniem się na spotkanie z Andrzejem Sapkowskim, nieczęstym gościem polskich konwentów. W razie chęci uczestniczenia otrzymywało się dodatkowy darmowy bilet. Pomysł był dobry, bo pewnie miał zapewnić spokój na sali, jednak spotkanie odbyło się w Amfiteatrze, który znajduje się  na Podgrodziu, a zatem spotkanie było i tak otwarte dla wszystkich. Pogoda dopisała, zatem wszyscy w komfortowych warunkach mogli posłuchać pisarza, a następnie zadać pytania. Sam autor powiedział, że pisanie Sezonu burz przyszło mu z łatwością, ale nie zdradził tego, co najbardziej interesowało wszystkich, a więc czy ukaże się jeszcze jakaś książka o przygodach Geralta. Wspomniał za to, że najbardziej z polskich autorów fantastyki chwali prace Lema i właściwie na nim w jego ocenie fantastyka w Polsce się kończy. Spotkanie z Andrzejem Sapkowskim było jednym z gwoździ programu, ale nie była to jedyna atrakcja Dni Fantastyki.

Pierwsza rzecz, która rzucałała się w oczy wszystkim uczestnikom to cała strefa poświecona Grze o Tron współtworzona z telewizją HBO. Cała poświęcona cyklowi sala była poprzetykana prelekcjami mocno osadzonymi w świecie Martina oraz licznymi konkursami. Każdy lektor skupiał się mocno na jednym temacie i dzięki temu dogłębnie wykorzystywał tematy takie jak „Westeroskie zbrodnie i kary” czy „Sposób kreowania bohaterów...” . Poza wykładami było wiele konkursów. Na szczęście nie wszystkie były o podobnej tematyce - pojawiły się typowe konkursy oparte o wiedzę z sagi, ale też konkurs dubbingowy, w którym uczestnicy mogli podkładać głos pod sceny z serialu.

Wszystkie strefy tematyczne miały osobne miejsce w informatorze, jednak na tabelce godzinowej były pogrupowane salami. Utrudniało to odszukanie opisu prelekcji, którą znajdziemy w tabelce, bowiem podział na bloki nie był równoważny z podziałem na sale, które z kolei były oznakowane numerami, a nie nazwami stref.

W samym programie pojawiły się prelekcje z zastrzeżeniami wiekowymi. „Warsztaty burleski” miały na ten przykład oznaczenie 16+. Oznaczało to, że przy wejściu do sali gżdacz kontrolował wiek osób wchodzących na salę. W przypadku zaś prelekcji „Zniewolenie, dominacja, uległość, masochizm…” tylko pełnoletni uczestnicy mogli posłuchać o technikach wiązania czy też BDSM.

Pojawiły się również strefy dziecięce, mangowe, literackie, RPG-owe, larpowe… - i tak długo można jeszcze wymieniać. Każdy fan, nawet najdrobniejszej cześci fantatyki z całą pewnością znalazł coś dla siebie.

Każda ze stref miałą swoje drobniejsze atrakcje. I tak na przykład przy namiotach post-apo można była za opłatą postrzelać z różnego typu broni; pożyczyć broń otulinową i wymienić kilka ciosów z przyjacielem, czy też przyjrzeć się wykonanym zbrojom. Przy okazji, gdy mówimy o dziełach ludzkich dłoni, to trzeba koniecznie wspomnieć o zapierającej dech w piersi wystawie - na wrocławskie Dni Fantastyki zawitała bowiem wystawa prac Rextorn Metalwork. Przywieźli oni replikę smoczego jaja, godło Starków (z Gry o Tron) oraz wiele innych dzieł, takich jak replikę rzygacza znad Muzeum Miedzi w Legnicy wzorowanego na kształcie głowy smoka.

Przejdźmy jednak do mojej ulubionej części konwentu, a zatem do konkursów. Tych było całkiem sporo, jednak system opisu prelekcji sprawiał drobne problemy z ich odnalezieniem - o czym zresztą wspominałem wcześniej. Było za to kilka bardzo ciekawych pozycji, począwszy od układania puzzli na czas. Była to konkurencja organizowana przez Strefę Czarnych Mnichów. Zadanie wydawałoby się banalnie proste - pierwsza czteroosobowa drużyna, która ułoży puzzle wygrywa. Nic bardziej mylnego. Schody zaczęły się, gdy wysypaliśmy puzzle na stół (a zapomniałem nadmienić, że wzór z jakim się nam przyjdzie zmierzyć to trójwymiarowa mapa Westeros). Oświetlenie w sali wołało o pomstę do nieba. Piwnice zamku są być może idealne do tortur, ale układania puzzli wychodzi w nich na pewno słabo… Chyba że właśnie tym miało być - torturą. Dodatkowym bonusem była kapiąca na dłonie i kark woda. Wszystko za sprawą deszczy porannych, które bardzo szybko przedostały sie do piwnicy. Pomimo niesprzyjających warunków konkurencja była wyśmienita. Dawno nic mnie tak nie zfrustrowało i nie uszczęśliwiło zarazem.

Na każdym konwencie zwraca się jednak uwagę - oprócz programu - na zaspokojenie podstawowych funkcji człowieka, a zatem jedzenie i spanie. Szkoła konwentowa była zaledwie 5 min pieszo od terenu imprezy - droga prosta jak strzała, jednak aby przenocować w szkole trzeba było wcześniej wykupić miejscówkę noclegową. Szkoła noclegowa nie sprawiała żadnych kłopotów, a zakwaterowanie przebiegało bez problemów. Co ważne, w szkole można się było spokojnie wyspać i wziąć prysznic.

Co zaś się tyczy jedzenia, to grill, który został rozstawiony w fosie zaliczyć należy do zdecydowanie dobrych pomysłów. Samo jedzenie było dobre, a na miejscu była możliwość zakupienia piwa z beczki. Dla wielu jednak ceny były zbyt wysokie, konsekwencją czego było ogołocenie pobliskich sklepów i restauracji zarówno z jedzenia jak i picia. W okolicy konwentu można było zatem spotkać kebabownie bez kebabów i Żabkę posiadająca puste półki i ciepłe piwo w lodówkach nie nadążające z chłodzeniem. Zastanawiam się, czy to organizatorzy konwentów nie poinformowali pobliskich sklepów, że będzie miało miejsce większe obłożenie, czy też sklepy to zignorowały. Na pewno jednak nie powinno dojść do takich sytuacji.

Podsumowując, impreza zdecydowanie z roku na rok staje się coraz lepsza. Lokalizacja jest idealna na tego typu przedsięwzęecia. Niedogodność dojazdu wynagrodził sam zamek i wszystkie pozostałe atrakcje. Jedyna łyżka dziegciu jaką należy dołożyć to informator utrdniający wyszukiwanie opisów prelekcji oraz konkursy, które odbywały się na sam koniec imprezy. Wrocławskie Dni Fantastyki pokazały w tym roku jak robi się przyjazną imprezę zarówno dla osób kochających fantastykę od lat, jak i zarazem dla “niedzielnych” fanów fantastyki. Ci ostatni zostali zwabieni dzięki Andrzejowi Sapkowskiego oraz panelom o Grze o Tron i można śmiało stwierdzić, że inne ścieżki fantastyki były na wyciągniecie ręki. Pozostaje nam zaczekać jak impreza dalej się rozwinie, bo w przyszłym roku jeden zamek może okazać się niewystarczający na potrzeby imprezy.



blog comments powered by Disqus