Copernicon 2013 - relacja

Autor: Magda Kącka
Korekta: Hagath
17 września 2013

Na Copernicon do Torunia jechałam pozytywnie nastawiona. Znajomi, którzy już byli na konwencie, polecali mi jego odwiedzenie, a reklamy na konwentach i w internecie od jakiegoś czasu zachęcały, aby imprezę odwiedzić. Copernicon zapowiadał się zresztą na dużą imprezę: rok temu konwent odwiedziło tysiąc osób, a w tym roku ta liczba miała jeszcze wzrosnąć. Nie wahając się długo postanowiłam dać imprezie szansę i pojechałam do Torunia.

Po dotarciu na dworzec, po ,,ekwipunku” rozpoznałam konwentowiczów i razem z nimi udałam się na teren konwentu. Były to dwa budynki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika znajdujące się w samym centrum miasta i około 20 minut pieszo od dworca. Mimo, iż była godzina 14, czyli za godzinę miał się rozpocząć konwent, z lekkim zdziwieniem zauważyłam, że kolejek przed konwentowymi budynkami nie było. Akredytacje znajdowały się przed obiema szkołami i bardzo sprawnie obsługiwano uczestników konwentu. Collegium Maius i Collegium Minus sąsiadują ze sobą, więc przemieszczanie się między budynkami nie sprawiało kłopotu.

 

Po przybyciu na konwent zabrałam się za czytanie informatora i programu. Jeszcze przed samym Coperniconem słyszałam, że organizatorzy wśród znanych sobie osób poszukują dobrych i sprawdzonych twórców programu, co jest raczej na konwentach rzadkością. Zwykle to organizatorzy oczekują na punkty programu, których jakość potem jest różna. Pomyślałam wtedy, że to bardzo dobrze świadczy o programie, a ten właśnie taki był - dobry. Organizatorzy przygotowali ponad 26 bloków programowych, z czego 14 standardowych, z prelekcjami (blok konkursowy, naukowy, literacki itd), a pozostałe realizowane w różnych formach w tym cztery LARP-owe, dwie RPG-owe, blok dziecięcy, sala konsolowa, planszówkowa itp. Bardzo dobrym pomysłem było przeciągnięcie trwania konwentu do 1 i 2 w nocy, bo nocne punkty programu cieszyły się dużą popularnością. Niewielkim utrudnieniem było ułożenie w informatorze prelekcji blokami, a nie godzinami. To zawsze irytuje uczestników szukających opisów prelekcji, których z kolei szuka się, gdy przy temacie nie jest napisane, kto ją prowadzi (a nie było napisane). Widać było też, że osoba układająca program w tabelę nie zna Excela, bo miała problemy z łączeniem komórek i innymi podstawami.

 

Sam program był zróżnicowany i ciekawy. Znaleźć mogli dla siebie wszyscy fani fantastyki wliczając w to fanów literatury, Gwiezdnych Wojen, mangi i anime, post-apo, komiksu, planszówek, gier konsolowych i pokazów. Gratką dla fanów komiksu były bardzo ciekawe dwie wystawy na korytarzu Minusa: ,,Komiks orbitalny. 540-lecie urodzin Astronoma” oraz ,,Fantastyka w komiksie. Komiks w fantastyce”. Planszom można było poświęcić dużo czasu, a potem wracać do nich i zachwycać się ponownie. Najbardziej spodobały mi się pokazy, bo to one zawsze przyciągają najwięcej widzów. Organizatorzy przygotowali zatem wioskę średniowieczną oraz kilkanaście pokazów, które odbywały się w okolicy konwentu albo w samym centrum miasta, na Staromiejskim Rynku.

Sama bliskość rynku stanowi niewątpliwie o sile konwentu. Organizatorzy przygotowali dla uczestników zniżki w pobliskich pubach i restauracjach, co zachęcało do kulinarnych poszukiwań. Można było zatem zjeść ze sporą zniżką pizzę, ale dla wymagających przygotowano również restaurację indyjską. Nawet pub konwentowy nie mógł się znajdować w lepszym miejscu, bo mieścił się w piwnicach Ratuszu Miejskiego. Blisko konwentu była też szkoła noclegowa, która dosyć szybko się zapełniła, ale – co ciekawe – organizatorzy to przewidzieli i zawczasu przygotowali drugą szkołę, której w końcu nie musieli udostępniać uczestnikom. Bardzo dobrym pomysłem było nawiązanie współpracy z hotelem Mercure (!), w którym zapewniono nocleg niektórym współtwórcom konwentu, dzięki czemu byli oni podczas imprezy wypoczęci i – co zrozumiałe – zadowoleni.

 

Na konwent przyjechało w końcu 1300 osób i w zasadzie była to liczba odpowiednia dla komfortu wszystkich. Na prelekcjach nie było tłoku, nie było kolejek, na konkursach (zwykle obleganych), nie było tłoku, a średnia wieku była raczej niska. Na początku myślałam, że cena 40 złotych jest dosyć wysoka jak na taką imprezę, ale teraz myślę, że ta cena jest pewnego rodzaju hamulcem; prawdopodobnie część uczestników z imprezy zrezygnowała, więc frekwencja nie wzrosła gwałtownie. Gdyby organizatorzy obniżyli cenę, nie mogliby wynająć tak dobrych budynków, w tak dobrym miejscu albo musieliby zrezygnować z części atrakcji. Najwyraźniej postanowili skupić się na zadowoleniu tysiąca uczestników zamiast unieszczęśliwianiu dwóch czy trzech.

Największym jednak pozytywem, który na pewno zapamiętam z konwentu, było nastawienie gżdaczy i organizatorów. Wystarczyło że zajrzałam w informator i rozglądałam się za salą, a ktoś z helperów pytał się mnie, czy w czymś mi nie pomóc. Podobnie było z organizatorami – kiedy coś się im zgłosiło, natychmniast reagowali, a potem się uśmiechali. Być może z tego też względu otwarcie i zamknięcie konwentu były takie krótkie: organizatorzy wyszli z założenia, że powinni działać, a nie mówić.

 

Podsumowując, Copernicon jest świetnym konwentem dla tych, którzy nie lubią się stresować i wolą komfortowo spędzać czas. Organizatorzy podeszli do konwentu bardzo profesjonalnie. Widać, że na długo przed samą imprezą zaczęli nawiązywać kontakty z twórcami programu, miastem, hotelami, restauracjami, pubami, przeszkolili gżdaczy, a przede wszystkim: wiedzieli co i jak robić. O tym, że konwent był dobry, świadczą komentarze na stronie wydarzenia na Facebooku: uczestnicy dziękują organizatorom za dobrą zabawę, nie ma żadnych negatywnych komentarzy.

 

Z mojego wyjazdu na Copernicon zapamiętam nie tylko konwent; drugim bohaterem jest Toruń. Miasto przepiękne, ciepłe, zachęcające do poznawania, odwiedzania wracania. Organizatorzy mają duże szczęście, że robią tak dobre konwenty w takim miejscu. Byłam, widziałam, polecam.

 

Autorką zdjęć jest Oli Lubik.



blog comments powered by Disqus