Dziwaczna fala, czyli dlaczego warto przejąć się bizarro fiction?


 

 Dziwaczna fala, czyli dlaczego warto przejąć się bizarro fiction?

           

Literatura, jak każda część kultury rozwijająca się od wielu wieków, wytworzyła w sobie wiele kategorii – czy, potocznie, gatunków[1] – mnogość pól do uprawiania przez literatów, które uległy jeszcze większemu pomnożeniu po epoce postmodernizmu i w czasach, kiedy potrzeba nam coraz więcej szufladek. Różne są wyróżniki poszczególnych rodzajów prozy, także w obrębie fantastyki. Takim wyróżnikiem może być zarówno przynależność do jakiegoś mniej lub bardziej wyraźnego ruchu (tak, jak mówiło się o bitnikach czy nowej fali science fiction), ale może to być też jakaś wyrazista cecha, konwencja – jak wiktoriańsko-parowe skrzywienie steampunku czy nurzanie się w mroku, naleciałościach historycznych i obyczajowości południa USA w nurcie southern gothic. Rozdrobnienie ogółu twórczości pisarzy na kolejne, coraz węższe szufladki to proces naturalny i postępujący. Ale czy da się stworzyć gatunek literacki oparty jedynie na szeroko pojętej… dziwności? Abstrahując od awangardy i eksperymentów, których dziwactwa wynikają z poszukiwania nowych, zdecydowanie artystycznych środków wyrazu, w fantastyce – będącej bądź co bądź literaturą popularną –  znajdziemy kilka gatunków utylizujących pojęcie dziwności w samej nazwie: weird fiction, weird menace, New Weird. Jednak tu sygnalizuje ona tajemniczość, wynaturzenie, także obecność pierwiastka nieznanego i nieokreślonego, który wkracza w ludzką rzeczywistość – a w ostatnim przypadku raczej chęć nawiązania do pewnych mistrzów i poszukiwawczą naturę ruchu. Gatunkiem, który wziął sobie dziwaczność za herb w sposób całkiem dosłowny, czyniąc ją głównym wyznacznikiem i często jedynym elementem łączącym poszczególne dzieła, jest natomiast bizarro fiction – relatywnie młody, bo istniejący około dziesięciu lat podgatunek/ruch w obrębie fantastyki, który narodził się w Stanach Zjednoczonych. Wystarczy spojrzeć na niedorzeczne tytuły i fabuły książek autorów związanych z bizarro, by przekonać się, że jest z nim coś bardzo nie tak…

Absurd. Groteska. Surrealizm. Kicz. Satyra. Ekstrema. Te pojęcia mogą być bliskie wielu entuzjastom słowa pisanego w Polsce – ale, szczerze, dlaczego czytelnik miałby się przejmować cieniutkimi nowelami zza Oceanu, które opowiadają na przykład o piklu z planety ogórków pogrążonych w permanentnej depresji, który zakochuje się w naleśniku? Albo o człowieku, który zapałał miłością prawdziwą do swojego domu i podąży za ukochaną nawet do raju dla budynków, gdzie domy mieszkają w większych domach zbudowanych z ludzi? Lub o perypetiach chorobliwie otyłego ninja, który walczy jako żołnierz w międzykorporacyjnych wojnach w świecie, gdzie trendy jest modyfikowanie swego ciała tak, by uzyskać wygląd postaci z japońskiej animacji? Bełkot? Nie do końca. W tym szaleństwie jest metoda, jak to bywa.

Żeby zrozumieć, czym tak naprawdę jest bizarro fiction (i dlaczego jest odmienne od literatury istniejącej dotychczas), przyda się przede wszystkim wiedza o początkach. Które jak na coś, co rozwija się całkiem prężnie i generuje niezłe jak na bardzo niszowe zjawisko przychody – część autorów związanych z nurtem utrzymuje się wszak jedynie z pisania – są dość nietypowe. Chociaż w erze Kickstartera, crowdfundingu, self-publishingu i innych oddolnych – i, powiedzmy, mniej związanych z hierarchią biznesu – dróg zaistnienia dla twórców kultury może to być już mało egzotyczna forma pojawienia się nowego prądu, w 1999 roku (bo tak daleko sięga wedle samych zainteresowanych historia bizarro) sytuacja miała się trochę inaczej. Otóż wyobraźmy sobie autora, który pisze rzeczy absolutnie dziwaczne, w każdym tego słowa znaczeniu. Rzeczy na pewno nie do przełknięcia dla głównego nurtu, niełatwe do usadzenia w jakimkolwiek towarzystwie. Efekt łatwy do przewidzenia – wydawcy albo odrzucają to jako niestrawny nonsens, albo po prostu nie potrafią znaleźć dla tego niszy. W takiej sytuacji można się albo poddać potrzebom rynku, albo zwyczajnie w ogóle się poddać. Kilku młodych pisarzy z tym właśnie problemem wybrało jednak trzecią drogę. Postanowili, że sami stworzą sobie niszę. W tym celu, oprócz powołania do życia nieformalnego sojuszu trzech małych wydawnictw – Eraserhead Press, Raw Dog Screaming Press oraz Afterbirth Press – sami nazwali i zdefiniowali gatunek, który uprawiają. Odbywało się to drogą kontaktów w kręgu znajomych i ludzi z podobnym zapatrywaniem na pisarstwo, tak więc na początku funkcjonowała mnogość mniej lub bardziej zasadnych terminów – avantpunk, nowy absurdyzm, nierealizm. "Deklaracją niepodległości" okazał się opublikowany w Internecie 2005 roku esej Kevina Dole'a II pod jakże zgrabnym tytułem What the Fuck is This All About?[2] – a termin bizarro fiction narodził się podczas spontanicznej dyskusji nad tym tekstem.

Oczywiście poza fermentem w podziemnych środowiskach literackich (i w lokalnym, pozainternetowym ognisku, jakim było Portland w stanie Oregon, obecnie nieformalnej stolicy bizarro), które z mozaiki indywidualistów przemieniały się w coś bardziej zunifikowanego, najistotniejszy był motor w postaci tej jednej, założycielskiej powieści, która pokaże światu nowe zjawisko. Kandydatów na najbardziej wyraziste postaci początków zamieszania znalazłoby się kilku – inspirujący się klasyką pokroju Kafki doktor teorii literatury[3] D. Harlan Wilson czy zdolny, wielowymiarowy Kevin Donihe. Koniem pociągowym okazał się jednak niejaki Carlton Mellick III. Ten piszący już od najmłodszych lat ogromne ilości tekstów autor z Portland wydał w 2002 roku powieść pod tytułem Satan Burger. Udanie połączył w niej elementy wspólne dla jego grupy twórczych przyjaciół: wykrzywiony świat przedstawiony, plejadę nienormalnych postaci jak z kreskówkek bądź z groteskowego koszmaru (z narratorem, który widzi siebie samego z perspektywy trzeciej osoby jako wisienkę na torcie), motywy ekstremalnego seksu i przemocy, spójną intrygę sklejoną z wielu pozornie do siebie nieprzystających elementów, doprawiając całość zajadłą satyrą na konsumenckie społeczeństwo USA. A że osią intrygi była opowieść o Szatanie, który otwiera restaurację z hamburgerami tak dobrymi, iż ludzie oddają za nie dusze, zapewniło to nośną ekspozycję pierwiastka dziwaczności już od momentu przeczytania okładkowego blurbu. Książka cieszyła się wielkim powodzeniem – przy okazji wywołując mały, zapewne pomocny w uzyskaniu rozgłosu skandal, gdy pewien mężczyzna z Alaski, który pożyczył egzemplarz nastolatkowi, został oskarżany o udostępnianie nieprzyzwoitych treści nieletnim –  i w ten sposób zwróciła uwagę na formujący się nurt.

Tak więc bizarro dość szybko zyskało swojego czołowego przedstawiciela. I choć sam Mellick odżegnuje się od bycia twarzą czy liderem gatunku[4], niewątpliwie jest najbardziej rozpoznawalnym (nie tylko ze względu na bokobrody i dziwne mini) autorem go uprawiającym, z rekomendacjami od takich uznanych postaci jak Chuck Palahniuk, Cory Doctorow czy Brian Keene. Niemniej ludzie propagujący gatunek, a zwłaszcza dowodzone przez Rose O’Keefe wydawnictwo Eraserhead Press, które dziś skupia większość znanych twarzy bizarro, sporo się napracowali, by ich dziwna twórczość nie stała się sezonowym zjawiskiem. Pomogły w tym ciekawe, częściowo także społecznościowe modele promocji. Ogół entuzjastów, pisarzy i śledzących zjawisko skupił się wokół portalu Bizarro Central[5], który działa do dziś ponad podziałami na poszczególne wydawnictwa i oprócz promocji nurtu zajmuje się między innymi wszelkimi przejawami surrealizmu i dziwactwa w sztuce graficznej, filmach czy materiałach krążących po Internecie. Ale promocja polega w tym przypadku także na aktywizacji fanów, poniekąd na wzór znanego między innymi ze świata muzyki street teamu. W zamian za darmowe książki, inne granty i wstępowanie na kolejne szczeble hierarchii Bizarro Brygady czytelnicy są zachęcani na przykład do namawiania bibliotek do przyjmowania pozycji z gatunku, organizowania spotkań jemu poświęconych, wymiany książek pomiędzy sobą, uprawiania twórczości fanowskiej, przeprowadzania korekt i wstępnych czytań niewydanych jeszcze nowel czy recenzowania na serwisach typu Amazon (którego potencjał, podobnie jak innych portali i usług internetowych dla amatorów literatury, bizarrowcy wyczuli bardzo dobrze i świetnie z niego korzystają – między innymi promocyjnie udostępniając swoje ebooki za darmo przez pewien okres). Ten społeczny charakter marketingu i komunikacji sprawił też, że granica między twórcami i odbiorcami wydaje się w przypadku bizarro dość płynna, co sprzyja zaciskaniu się więzów w obrębie okołoliterackiego ruchu. Wizerunku zjawiska otwartego dopełniają takie inicjatywy jak konwent BizarroCon, oferujący nietypowe atrakcje w stylu specjalnie warzonego na tę okazję bizarropiwa, czy literackie konfrontacje polegające na prezentowaniu przed widownią jak najgłupszej historii wymyślanej na poczekaniu. Eraserhead Press uregulowało też bardzo przemyślnie napływ nowych autorów. W ramach serii wydawniczej New Bizarro Author co roku grupka nowicjuszy dostaje szanse wydania swojej pierwszej noweli, a popularność wśród czytelników danej pozycji decyduje o tym, kto będzie mógł na dłużej zagościć w katalogu wydawnictwa. Jak widać, niszowe z założenia grupy twórcze dość dobrze radzą sobie z upowszechnianiem własnego pomysłu na literaturę – a że pisarze mają swoje własne metody, dla przykładu marynowanie własnych książek w słoikach na pikle czy nielegalne kopiowanie wzoru etykiety Jacka Danielsa[6] – można wnioskować, że kreatywność balansująca na granicy szaleństwa jest tu głównym atutem komercyjnym. I to przy braku dostępnej dużym wydawcom machiny promocyjnej.

Ten artykuł na razie mówi o tym, co dzieje się wokół samego nurtu, ale to treść literatury dziwacznej jest kluczem do zrozumienia, czemu właściwie zwracać uwagę na (prężne, bo prężne) podziemie literackie z USA. Padło już parę haseł, lecz należy je skonkretyzować. Czym, w najprostszej definicji, jest bizarro fiction? Nawet jego orędownikom trudno to ułożyć w zwięzłą formułkę – nie, żeby nie próbowali[7] – niemniej przyjmijmy, że bizarro fiction to nurt literacki, który próbuje najbardziej absurdalne jak to tylko możliwe motywy zestawić ze sobą w sposób z początku losowy, by otrzymać spełniający wszelkie wymogi klasycznej narracji i konstrukcji w prozie spójny produkt końcowy o rozrywkowym przeznaczeniu. Ciężko to przyswoić? Możliwe, dlatego najłatwiej rozbić powyższe zdanie na części. Niedorzeczne tematy, postaci i ich zestawienia to zwykle punkt wyjścia. Czy jest to miłość mnicha niby-Shaolin do dinozaura (Kirsten Allene Love in the Time of Dinosaurs), czy wyznania człowieka przygniecionego własnym autem i systematycznie pożeranego przez niedźwiedzia (Mykle Hansen, Help! A Bear is Eating Me), czy może losy eksperymentu, który zrodził kosmicznego morsa, w dodatku beznadziejnie zakochanego w koordynatorce międzygwiezdnych wojaży (Kevin Donihe Space Walrus). Im bardziej pokręcone, wydziwaczone i absolutnie nie przystające do znanych schematów jest założenie początkowe, tym lepiej. Dalsze motywy są doklejane do niego na zasadzie przeładowania. Wprowadza się postaci – zdawałoby się – w ogóle nie pasujące do intrygi; nagłe zdarzenia zupełnie z innej konwencji, burzące linearny porządek fabuły; dygresje rodem z wizji wywołanych przez LSD. Czy z takiego misz-maszu może wyjść jednak spójny efekt końcowy? Otóż tak, a co więcej, jest to wpisane w założenia bizarro fiction. Autorów nie interesują niezrozumiałe podróże przez nieklejące się ze sobą obrazy, tylko proza wpisująca się absolutnie w schematy klasyczne, bez ingerencji w formę z nich wynikającą. Rose O’Keefe, patronka nurtu, w jednym z wywiadów[8] wyraźnie daje to do zrozumienia, że to odróżnia bizarro od literatury eksperymentalnej, zainteresowanej przede wszystkim modyfikowaniem i rozbijaniem formy utworu. Odżegnuje się też od "dziwności dla samej dziwności" – zarzutu często wysuwanego wobec pisarzy bizarro i przez nich złośliwie wyśmiewanego. Udowadnia to, że dzieła tego gatunku muszą mieć wewnętrzny sens, właśnie ową spójność, nawet jeśli posługują się własną, wypaczoną logiką. Wreszcie ostatni punkt – rozrywkowość. Wedle uprawiających bizarro, ma być to literatura przeznaczona do zabawy. Humorystyczna, nieprzesadnie skomplikowana stylistycznie, z wartką akcją bez zbędnych dłużyzn. Nie znaczy to, że ambitne treści czy przemyślenia się nie zdarzają – wręcz przeciwnie – ale nie one są celem twórców. Liczy się, kolokwialnie rzecz ujmując, jazda bez trzymanki.

Ale skąd autorzy bizarro czerpią napęd dla swojego literackiego szaleństwa? Z najobszerniejszego źródła, jakie jest im dostępne – z popkultury. Zasadniczo całościowo, lecz szczególnie interesuje ich jedna szufladka. Rzeczy kultowe. Znacie pojęcie kina kultowego? Wedle definicji z anglojęzycznej Wikipedii, film kultowy to taki, który zyskał specyficzne, wąskie grono oddanych fanów. Zwykle są to też rzeczy niszowe, które poza wyżej wymienionymi entuzjastami nie zyskały poklasku, zwłaszcza ze strony tzw. głównego nurtu. Jest to kategoria wielce pojemna, ale wygodna do definiowania bizarro fiction, bo same utwory tego gatunku są budowane, mimo zachowania zasad obowiązujących dla prozy, trochę na wzór filmów. Bazują na wyrazistych obrazach – chociaż malowanych słowem; elementach znanych konwencji kinematografii; zwykle ukazują się także w formie noweli, nieco krótszej niż powieść, lecz dającej się przeczytać przy jednym czytelniczym posiedzeniu – podobnie jak ogląda się film. Autorów bizarro mocno interesują przy tym – co zrozumiałe z punktu widzenia ich zamiłowania do dziwaczności i kiczu – obrazy kultowe z pogardzanej przez miłośników sztuki wysokiej klasy B. Od tanich horrorów i science fiction w typie Eda Wooda do Godzilli i ultraniskobudżetowego campu z wytwórni Troma. Od Martwicy Mózgu i Pink Flamingos do Troll 2 oraz niezliczonych obrazów o zombie. Od podziemnego anime pełnego seksu i przemocy do nieco zakręconej pornografii. Dziwne filmy dla miłośników "kiepskiego" kina i amatorszczyzny to dla bizarro niewyczerpalne źródło idei. Chociaż trzeba przyznać, z uporem i w sporych ilościach przerabiają na swoją fikcję zarówno gatunki kinematografii z tej kategorii – filmy o gigantycznych potworach (Jeff Burk Super Giant Monster Time), slasher horror lat 80-tych i 90-tych (Carlton Mellick III Apeshit), kino akcji tego okresu (Bradley Sands Rico Slade Will Fucking Kill You) – jak i te jej rodzaje, które obecnie znajdują się w mainstreamie, o czym świadczy duża liczba nowel nawiązujących do opowieści o superbohaterach czy nawet komedii romantycznych. Niektórzy autorzy wręcz wyspecjalizowali się w emulowaniu poszczególnych ekranowych konwencji w sosie szeroko pojętej dziwaczności – Carlton Mellick III pisze obecnie praktycznie tylko tego typu rzeczy, sięgając po tematy od porno i serii Mad Max po Matrix czy Charlie i Fabryka Czekolady. Zdarzają się nawet próby sięgnięcia po wielkie trendy dzisiejszej popkultury, jak wampiry rodem ze Zmierzchu i setek powieści dla nastolatek (Cameron Pierce Cthulhu Comes to the Vampire Kingdom, gdzie, jak widać po tytule, autor dorzuca do krwiopijczego panoszenia się w wyobraźni ludzkiej odrobinę Lovecrafta). Podstawą jest jednak nisza. Co dodaje bizarro, wbrew pozorom, także bardzo artystycznych inspiracji, przekładających się na jakość ich twórczości. Bo w kategorii "kino kultowe" znajdzie się i Lynch, i Jodorovsky, i Von Trier, a także szereg innych nazwisk uznanych reżyserów, których dzieła bez wątpienia nazwiemy sztuką, a którzy dostarczają nowelombizarro intelektualnego napędu. Bardziej wymowna byłaby zresztą lista literackich poprzedników, do których najchętniej przyznają się twórcy nurtu – Lewis, Vonnegut, Burroughs, Kafka, Dick, Nabokov to inspiracje, które dostarczają im niezbędnego oparcia artystycznego, ale też owego pierwiastka dziwności, będącego de facto podstawą bizarro. Co nie znaczy, że nie pasjonują ich też pulpowe opowieści z powieści groszowych czy urokliwy bełkot kiepskich książek grozy.

Za "kultowym" skrzywieniem nurtu podąża jeszcze jedna, bardzo istotna cecha. Stwierdzenie, że bizarro fiction jest zjawiskiem kontrkulturowym, mijałoby się nieco z prawdą – choćby z uwagi na programową rozrywkowość – ale fakt faktem, uprawiających ten gatunek interesują tematy alternatywne wobec głównego nurtu i tego, co oferuje nam na co dzień kultura masowa. A także tematy alternatywne wobec gustu. Często wobec tak zwanego dobrego gustu. Bizarro uwielbia przekraczać granice i nurzać się w tematach tabu, przez co, tym razem nie na wyrost, możemy je nazwać estetyką szoku. Jest pełne przemocy – i to tej ekstremalnej. Krew, wnętrzności, efektowne zgony, cierpienie i makabreska przewijają się przez karty nowel Eraserhead Press i innych wydawnictw właściwie co kilka stron. Pisarzy bizarro interesuje też seks odbiegający od zwykłej i przyzwoitej pozycji misjonarskiej. I to daleko. Posunięty do skrajności sadomasochizm (Carlton Mellick III Razor Wire Pubic Hair), fetyszyzm (jak oparty na fetyszyzmie stóp Fistful of Feet Jordana Kralla), wszelkie patologie od nekrofilii do kopulacji ze zwierzętami… to chleb powszedni w tej konwencji. Dodajmy do tego skłonności do wulgarnego humoru, wątki skatologiczne, bardzo szydercze podejście do religii i moralności (bizarro zaczynało wszak jako nietypowa satyra na konkretne style życia) i brak poszanowania dla czegokolwiek – można się przestraszyć. Nic dziwnego, że środowisko znalazło wspólny język ze zbliżonym pod tym względem horrorem ekstremalnym i nurtem splatterpunk – co zaowocowało zresztą powstanie podjednostki Eraserhead Press, Deadite Press, specjalizującej się w wydawaniu literatury tego typu, między innymi Edwarda Lee czy Briana Keene’a. Trzeba także przyznać, że dziecinna radość, z jaką bizarrowcy posługują się szokiem, może odstręczać – bo skoro muszą demonstrować to nawet w całkiem idiotycznych tytułach typu Korek Analny Dzieciątka Jezus czy osławione Dupo-Gobliny z Auschwitz, a na tylnych stronach okładek chwalą się z lubością najbardziej kontrowersyjnymi pomysłami, to czy można ich traktować poważnie? Należy jednak pamiętać, że szokowanie i łamanie tabu służy przede wszystkim albo wytworzeniu nastroju groteski, nonsensu czy mrocznego surrealizmu, albo wynika z właśnie takich podstaw – co mocno łagodzi potencjalny wydźwięk wielu "chorych" idei autorów.

Po przeczytaniu tego kilka osób na pewno sobie pomyśli, że bizarro to taka lokalna dziwnostka, która ogranicza się do wąskiego kręgu autorów i odbiorców z USA. Cóż, omawiane dziś zjawisko rozszerza się jednak imponująco i wśród czytelników ze Stanów, przynajmniej tych zainteresowanych szeroko pojętą prozą "gatunkową"[9], jest rozpoznawalne. Książki bizarro stają się też powoli towarem eksportowym, przede wszystkim na rynek europejski. Na przykład nowele Mellicka tłumaczone były na niemiecki i rosyjski, a sam pisarz potwierdza, że popularność nurtu na Starym Kontynencie i w Ameryce Południowej systematycznie rośnie (dodając, że zdarzyło się nawet mu usłyszeć o pirackich tłumaczeniach na perski, wypuszczanych w… Iranie)[10]. Widać to też po aktywnie partycypujących twórcach – w szeregach znajduje się na przykład portugalski ilustrator okładkowy, a w ostatnim rzucie New Bizarro Author Series wyszła książka hiszpańskiej autorki, Tamary Romero. Ale zapewnie najbardziej interesującym czytelników artykułu case study byłby przypływ bizarro do naszego skromnego zakątku globu. Tak jak w przypadku amerykańskich początków, gatunek pojawił się w Polsce w 2011 roku z inicjatywy pisarzy i formuje się jako ruch oddolny, zasadniczo niezwiązany z żadnym wydawnictwem (nie licząc elementów, które pojawiają się w powieściach autorów przynależnych do innych konwencji). Prekursorem był Dawid Kain, twórca postmodernistycznej grozy ze skłonnością do groteski i dziwnych wizji. On prowadził pierwszą prelekcję poruszająca temat bizarro, jednocześnie zarażając nim swoich znajomych i współpracowników z kręgów horrorowych. Dzięki temu przemieszczaniu się idei między autorami zrodziła się wydana w sierpniu 2011 antologia Bizarro dla Początkujących, która była pierwszym wyjściem z mroku kuluarów, a w której znaleźli się tak uznani w fandomie władający piórem osobnicy jak Kazimierz Kyrcz Jr., Dawid Kain, Krzysztof Maciejewski, Rafał Kuleta, Krzysztof T. Dąbrowski czy Bartosz Czartoryski. Zaś w październiku, z inicjatywy publicysty, bloggera i pisarza Dariusza Barczewskiego oraz z udziałem trzech pierwszych z wymienionych autorów powstał portal Niedobre Literki, w zamierzeniu integrujący miłośników nowego rodzaju fikcji i regularnie publikujący świeże teksty nawiązujące do tej estetyki. Obecnie jest to niszowy, ale prężnie rozwijający się polski odpowiednik Bizarro Central, oprócz prozy zajmujący się grafiką, animacją czy wszelkimi tematami zbliżonymi do literackiej strony przedsięwzięcia. Publikują w nim zarówno znani autorzy sceny grozy, jak i mrowie debiutantów oraz internetowych czy mniej znanych pisarzy. A jak wygląda recepcja założeń nurtu na lokalne warunki? Na pewno jest bardzo różnorodnie, ale da się wykryć dwie tendencje. Przede wszystkim mocniejszy związek horrorem, co wydaje się naturalne, skoro bizarro w Polsce wyrosło właściwie z niego. Pod drugie, autorzy z naszego podwórka bardziej niż atakiem pozornie chaotycznie zazębiających się motywów z przysłowiowych różnych bajek skupiają się bardziej na rozwijaniu pojedynczych, absurdalnych i szokujących pomysłów w obrębie jednego tekstu. Jako że gatunek w naszych realiach dopiero zaczął swoją ewolucję, ciężko jednak mówić o dominujących trendach. Być może w ocenie polskiej twarzy bizarro fiction pomoże zestawienie krajowych autorów z dużymi nazwiskami z USA, które ma nastąpić w zapowiedzianej na pierwszy kwartał 2013 drugiej antologii mu poświęconej na polskim gruncie (pod tytułem Bizarro Bazar). Nie ukazała się też jeszcze żadna powieść bądź dłuższa nowela w całości osadzona w konwencji, co też zapewnie będzie ciekawą podstawą oceny przyjęcia się nurtu nad Wisłą.

Nadszedł ten nieuchronny moment, w którym wypadałoby odpowiedzieć na pytanie zadane w podtytule niniejszego tekstu. Dlaczego warto przejąć się bizarro? Po lekturze powyższych akapitów omawiany ruch/gatunek może wydawać się monolitem odważnej i co najmniej frapującej dziwaczności. Tak oczywiście nie jest – nic na świecie nie bywa wszak perfekcyjne. Można mieć kilka wątpliwości. Choćby co do zróżnicowanego poziomu samego rzemiosła – bo wśród wydawanych autorów znajdują się bardzo sprawni, jak absolwent prestiżowych warsztatów Clarion West Carlton Mellick III, jak i tacy, którzy operują po prostu niepoprawnym i całkowicie niewyszukanym językiem. Martwić może pewne zamykanie się środowiska – paradoksalne, bo otwartość jest jego atutem, ale bliskość więzów fanów i autorów sprawia, że ludzie z zewnątrz mogą się nie odnaleźć w wewnętrznym świecie tego tak mocno różniącego się od innych środowiska. Spory wzbudzić mogłoby nawet klasyfikowanie bizarro fiction jako jednego gatunku – sytuacja, gdy autorzy bazują na wszystkich możliwych podgatunkach fantastyki i nie tylko, a obok siebie stawia się kobiece, emocjonalne i stonowane opowieści o dziwnych dziewczynkach (Athena Villaverde Clockwork Girl) z ekstremalnym, pełnym wynaturzonych scen groteskowym horrorem (Robert Devereaux Baby’s First Book of Seriously Fucked Up Shit), pozwala łatwo wysnuć wniosek przeciwny. Alebizarro jest przede wszystkim lekiem na skostniałe odmiany literatury i niestrawne eksperymenty, odtrutką na schematy, jednocześnie wyjątkowo przystępną jak na swą zwariowaną otoczkę. Podminowując popkulturę i jej utarte ścieżki, jednocześnie ją afirmuje, poruszając się po znanym środowisku w nieznany sposób. Jest jednocześnie zbuntowane i oparte na czytelnych nawiązaniach do tego, co znamy. Co się liczy. Jak żaden inny rodzaj fikcji zachęca bowiem do znoszenia wszelkich granic, które przeszkadzałyby wyobraźni twórców. A przez to i czytelników.



[1]
Przenosząc na język polski angielskie określenie genre – pojęcie jest używane w ten potoczny sposób także dalej w tekście, dla ułatwienia

[2] Dostępny pod adresem: http://mondobizarro.yuku.com/topic/968/What-the-Fuck-is-This-All-About#.UQG7a_KuhTA

[3] Obecnie już profesor

[4] Jak można się dowiedzieć między innymi z pierwszego polskiego wywiadu z pisarzem, który ukazał się w internetowym magazynie Grabarz Polski # 38

[5] http://bizarrocentral.com/

[6] Co zaowocowało „najmilszym listem o wycofanie projektu pod groźbą kary na świecie” od korporacji, małym skandalem i rozgłosem, który uczynił wzmiankowaną książkę, Broken Piano for President Patricka Wensinka, najwyżej notowaną na listach bestsellerów pozycją z gatunku w historii.

[7] Z najpopularniejszą próbą można się zapoznać na Bizarro Central i stronie oficjalnej Carltona Mellicka III - http://carltonmellick.com/about-bizarro/

[8] http://www.fantasy-magazine.com/non-fiction/bizarro-fiction-101-not-just-weird-for-weirds-sake/

[9] Tzw. genre fiction, w odróżnieniu od literatury pięknej, literary fiction.

[10] Patrz: wspominany już wywiad w Grabarzu Polskim



blog comments powered by Disqus