Falkon 2014 był rekordowy - relacja z imprezy

Autor: Magda Kącka
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
23 listopada 2014

Odbywający się w Lublinie Falkon jest jednym z największych konwentów w Polsce i imprezą, na której wypada być. Odkąd 2 lata temu przeniósł się na Targi Lubelskie, znowu zaczął się rozwijać i zaskakiwać, a ilość uczestników zaczęła wzrastać. W tym roku na imprezę przybyło rekordowe 7 tys. uczestników. Czy było warto jechać ponad 6 godzin w pociągu z Poznania? Według mnie tak.

Poprzednie edycje Falkonu różniły się między sobą przeważnie pod względem miejsca (Targi to już trzecia lokalizacja) oraz konwencjami (kiedyś każda edycja była w innej tematyce i estetyce). W tym roku Falkon ponownie obrał ścieżkę wytyczoną podczas ostatniej edycji: nie było konwencji, a miejscem ponownie były w całości wynajęte Targi Lublin. Nowością były dwa namioty dostawione do głównej hali targowej, które pozwoliły włączyć dodatkowe bloki prelekcyjne do programu imprezy.

Trzon imprezy stanowił program - dosyć skromny, bo ograniczony do kilku miejsc w hali Targowej. Wśród punktów znalazły się spotkania z gośćmi, czyli m.in. z Davidem Weberem oraz twórcą Wampira: Maskarady Markiem Rein-Hagenem. Były także konkursy, bloki tematyczne (np. konsolowy lub dziecięcy) oraz inne atrakcje odbywające się na tzw. arenie czy na estradzie. Część punktów programu (larpowe i RPG-owe) odbyła się w sąsiedniej szkole podstawowej, przez co konwent nie musiał się zamykać tylko w jednej przestrzeni. Sam program imprezy okazał się dosyć ciekawy. Dobrym pomysłem było zebranie punktów programu w czytelną tabelkę, dzięki czemu bez problemu można było odnaleźć interesujące atrakcje. Być może niewielką wadą było nienazywanie konkretnych bloków programowych tematycznie np. „blokiem konkursowym”, ale z drugiej strony nie ograniczało to organizatorów do zapełniania ich konkretnymi tematami.

Mocną stroną Falkonu od niedawna jest lokalizacja: położone blisko dworca PKP Targi Lubelskie oferują uczestnikom konwentu wszystko czego potrzebują: dużą szatnię, barek na miejscu, przestronne hale do grania w gry planszowe, a także nowość - strefę gastronomiczną, w której można było nie tylko zjeść ciepły posiłek, ale także wypić piwo. Szkoda jedynie, że klub festiwalowy był tak daleko, a okolica jest jedną z niebezpieczniejszych w Lublinie, ale na to organizatorzy niestety nie mają wpływu.

To, co zaczęło wyróżniać od niedawna Falkon, to organizacja własnych konkursów tematycznych. Na imprezie wyłoniono zatem najlepszego gracza RPG w ramach konkursu NERD oraz najlepszego larpa w ramach konkursu Larp Najwyższych Lotów. O ile wcześniejsze edycje dopiero walczyły o uznanie uczestników i widzów, w tym roku wszyscy zgodnie przyznali, że konkurs miał bardzo wysoki poziom, a nagrody były trudne do zdobycia.

Falkon jednak nie był impreza pozbawioną wad. Największą z nich, o czym można już było przeczytać w opiniach zamieszczonych w internecie, była obsługa. Z nieznanych przyczyn organizatorzy nie wynajęli profesjonalnej obsługi do sprzątania targów, przez co łazienki były przez całą imprezę brudne, a w toaletach brakowało papieru toaletowego. Gżdacze najwyraźniej nie nadążali ze sprzątaniem toalet, których zresztą chyba nie powinni sprzątać - nawet w zamian za wejściówkę na konwent. Spore zamieszanie panowało także przy szatniach. Regularnie ginęły komuś kurtki czy bagaże, bo system oklejania taśmami się nie sprawdzał. Ponadto młoda obsługa, zamiast nadrabiać wszystko uśmiechem, zwracała się do wszystkich wbrew fandomowej etykiecie per Pani/Pan, przez co budowała dystans.

Chociaż Targi znajdowały się blisko dworca, to jednak było to dość daleko od wszystkiego innego. Klub festiwalowy Kazik oddalony był o kilka kilometrów od konwentu, a przechadzka Lublinem późną porą nie należy do najrozsądniejszych pomysłów. Wydawać by się mogło, że jest to niezależne od organizatorów, ale jednak nie wyszli oni naprzeciw brakom, które wynikały z lokalizacji konwentu - można było chociaż podstawić busa, tak jak to było podczas Falkonu na WySPie.

Mimo wszystko, cała impreza była po prostu udana. Program był ciekawy, akredytacja przebiegała sprawnie, konwent odwiedzili znani goście, w games roomie zawsze było miejsce dla graczy, a wszyscy bawili się dobrze. To, co spajało wszystkie elementy tegorocznego Falkonu, to po prostu prawidłowe podejście do każdego aspektu imprezy, pozbawionej też większych wpadek.

Falkon 2014 pozwala wierzyć, że Lublin ciągle może zorganizować duże i dobre imprezy. Przyćmiony w ostatnim czasie przez inne miasta pokazał, że potrafi maksymalnie wykorzystać oferowane przez Targi Lubelskie możliwości. Rekordowa liczba uczestników na konwencie nie była właściwie odczuwalna, a wszyscy się dobrze bawili. Organizatorzy pokazali jak wycisnąć z niewielkich tak naprawdę targów maksimum dobrej zabawy, w niewielkiej cenie i to przez 4 dni. Mam wrażenie, że  Falkon przez pewien czas nie potrafił się odnaleźć w nowym miejscu, ale teraz wreszcie zobaczył, co może tam zrobić i osiągnąć. Mam nadzieję, ze za rok organizatorzy wycisną z Targów jeszcze więcej i będzie jeszcze lepiej.



blog comments powered by Disqus