Najfajniejsze (i nie tylko) adaptacje horrorów – książka kontra film

Autor: Aleksandra Bacdorf
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
30 lipca 2016

Nałogowo czytam książki i nałogowo oglądam filmy (czasem wybranie priorytetów na wieczór stanowi niemały problem).

Tydzień bez horroru to dla mnie tydzień stracony – nieważne, czy jest to produkcja kinowa, czy nawet ta klasy „Z” (a jest jeszcze „Ź” i „Ż”, ale to mimo wszystko jest już ponad moje estetyczne siły). Chcąc więc połączyć obie pasje, postanowiłam przygotować i zaprezentować subiektywny wybór horrorów na papierze i ich adaptacji na ekranie.


1. Kobieta w czerni

Kobieta w czerni Susan Hill jest ghost story utrzymanym w klimatach powieści gotyckiej – i autorce wyszło to naprawdę świetnie. Książka nie należy do najdłuższych (256 stron zapisanych dość dużą czcionką), ale zawiera wiele elementów tego charakterystycznego rodzaju literatury: nawiedzony budynek, odcięcie od reszty świata potęgujące grozę, tajemnica i to ciągłe poczucie niepokoju, elementy znane z powieści gotyckiej. Z każdą kolejną stroną miałam coraz większe ciarki, a każdy odgłos w mieszkaniu powodował czujność/rozszerzenie źrenic/mały zawał serca.

Film z 2012 roku Danielem Radcliffem nie przestraszył mnie tak, jak książka i zrzucam to na karb trailerów, które, jak wiadomo, zawsze za dużo zdradzają (tu pokazały większość „zawałowych” scen), oraz mojego gapiostwa –byłam tak zafascynowana scenografią i kostiumami, że czasem z letargu wybudzał mnie dopiero podskok na fotelu obok, zmuszając mnie tym do szukania ducha, który pewnie się pojawił, gdy ja podziwiałam… lampę.

Książka i film różnią się, lecz, o dziwo, w ogóle to nie razi i obie „platformy” warte są poznania. I w powieści, i w ekranizacji znajdziecie klimat tajemnicy i niepokoju, zagadkę wiszącą w powietrzu oraz w jednym piękne opisy, w drugim piękne zdjęcia.

* Jest także Kobieta w czerni 2: Anioł śmierci z 2014 r. – produkcja zupełnie pozbawiona klimatu i jakiejkolwiek akcji. Podchodziłam do tego filmu chyba z pięć razy, nim udało mi się go zmęczyć do końca, więc oglądacie na własną odpowiedzialność.

2. Harry Angel (w oryginale Falling Angel)

Harry Angel Williama Hjortsberga jest kryminałem, który uzupełniony został klimatem horroru okultystycznego. Autor zabiera czytelnika do Stanów Zjednoczonych lat 50. XX wieku,  do biura tytułowego cynicznego detektywa, nieprzebierającego w środkach w trakcie dążenia do celu. Harry przyjmuje zlecenie, które zajmuje mu każdą chwilę i prowadzi do zaskakującego zakończenia – a przynajmniej ja byłam w szoku, choć często bardzo szybko rozgryzam literackie intrygi. Kolejne strony przelatywały mi między palcami, kolejne sceny coraz bardziej intrygowały.

Powieść trafiła na ekrany w 1987 roku u nas pod tytułem Harry Angel, w oryginale Angel Heart, i brawa należą się odtwórcy głównej roli Mickey’owi Rourke’owi oraz grającemu jego zleceniodawcę Robertowi De Niro. Obejrzałam film świeżo po przeczytaniu książki, gdy pamięta się najwięcej i byłam bardzo zadowolona (żeby nie było niedomówień – wciąż jestem). Jest to jedna z lepiej trzymających się oryginału ekranizacji.

Choć scenariusz dobrze odzwierciedla treść książki, oczywiście nie wszystko zostało w filmie powiedziane. Skupiono się w nim przede wszystkim na kulcie voodoo, więc jeśli chce zaznać też większego kontaktu z Szatanem (jakkolwiek to brzmi…), na pewno trzeba sięgnąć po książkę.

3. World War Z

Trudno mi określić, do jakiego gatunku literackiego tak naprawdę należy World War Z Maxa Brooksa (w Polsce wydana początkowo jako Wojna zombie), gdyż mamy tu trochę horroru, trochę akcji, a przede wszystkim reportaż. Wbrew tytułowi nie wpadamy w środek wielkiej apokalipsy zombie. Powieść to obszerny zbiór wywiadów z ludźmi, którzy przeżyli to makabryczne wydarzenie. Jeszcze paru nieumarłych drepcze mozolnie po świecie, jednak sytuacja jest już opanowana.

Byłam naprawdę pod ogromnym wrażeniem umiejętności logicznego myślenia autora i różnorodności podejścia do tematu – poznajemy ludzi z różnych krajów i środowisk, parających się różnymi pracami, o różnych pozycjach społecznych, więc i każdy ma inny charakter, inny sposób na przeżycie apokalipsy oraz wyniósł z tego własne doświadczenia tudzież korzyści bądź straty. Nie znajdziecie tu dwóch takich samych charakterów.

Powieści nie czytało się tak błyskawicznie, jak w przypadku Harry’ego Angela – ale ja po prostu byłam w tym świecie i gdy odkładałam książkę na bok, jeszcze kilka minut siedziałam w fotelu zastanawiając się, czy przeżyłam tę nietypową wojnę, czy to tylko fikcja literacka.

Kinowa ekranizacja z 2013 r. z Bradem Pittem w roli głównej w ogóle do mnie nie przemówiła. Mało tego, pisząc szczerze: nie do końca ją rozumiem. Niby jest w niej akcja, ale nie buduje napięcia; niby są ludzkie dramaty, ale nie wywołują emocji. Takie "niby jest, niby nie ma” męczy i nie wprowadza niczego nowego. Zombie jak to zombie, atakują wszystko, co się rusza, a ludzie jak to ludzie, próbują się bronić. Ot, taka zabawa.

Książka jest jedną z moich ulubionych, tą, do której będę chciała wrócić po latach i przeżyć to jeszcze raz – a słowo „przeżyć” w tym wypadku ma naprawdę mocny wydźwięk. Film natomiast warto obejrzeć tylko, jeśli ktoś jest fanem zombie. Po prostu, żeby odhaczyć go na swojej liście.

4. Królowa potępionych

Były duchy, były diabły, pojawiły się i zombie, więc teraz czas… na wampiry! W tym  zestawieniu postanowiłam odnieść się do drugiego i trzeciego tomu cyklu Anne Rice Kroniki wampirów. Lektura Wampira Lestata zabrała mi kilka wieczorów, w zamian oferując dobrą fabułę. Zupełnie inaczej było z Królową potępionych, do której zasiadałam kilka razy, nim przeczytałam ją od deski do deski. Tu autorka zdawała się chcieć pociągnąć dalej tę klimatyczną atmosferę towarzyszącą od początku cyklu, jednak  coś nie zagrało.

Film z 2002 r. o tytule tożsamym z trzecim tomem Kronik wampirów ma podzielone grono odbiorców – wielu mówi o świetnej ścieżce dźwiękowej i… niczym więcej. Zdaje się też, że dla tego grona minusem nie do przebrnięcia jest wygląd Lestata, który tu stanowczo nie jest żadnym dostojnym mężem. Pisałam wyżej nie o jednej, a o dwóch częściach cyklu, ponieważ ekranizacja oparta została i na Wampirze Lestacie, i Królowej potępionych. Moim zdaniem film nie jest wcale taki zły, jak go widzowie malują. Widziałam go kilka razy, zauważałam powiązania z książkami i, a może przede wszystkim, nigdy mi się nie znudził.

Wampira Lestata polubiłam, a Królową potępionych jakoś przebrnęłam. Jednak musiałam napisać o wyżej wspomnianej ekranizacji, ponieważ jest ona całkiem dobra – z fajną muzyką, niezłą charakteryzacją, interesującą fabułą, a jakby trochę popada w zapomnienie wśród natłoku setek nowych filmów.

5. Cmętarz Zwieżąt/Smętarz dla zwieżaków

W zestawieniu nie mogło oczywiście zabraknąć króla horroru, Stephena Kinga, a wybór Cmętarza Zwieżąt nie jest przypadkowy – to moja ulubiona książka tego autora. I co tu dużo mówić… wolałam nie czytać tej powieści, gdy siedziałam sama w domu. Czy książka o zwierzętach może być przerażająca? Przecież filmy (horrory) o takiej tematyce zwykle wieją groteską. Och, może, i to jak! King nie tylko straszy, ale i pozostawia miejsce na zastanowienie się nad sensem życia i jego ceną; to nie tylko historia wywołująca gęsią skórkę, ale i łzy związane z uzasadnionym cierpieniem bohaterów.

Film na podstawie książki powstał w 1989 roku, a autorem scenariusza był sam Stephen King. Oglądałam tę ekranizację kilka razy przed przeczytaniem książki i bardzo mi się podobała, jednak po lekturze jej statystyki w moich oczach poszły jeszcze w górę i dziś uważam, że jest rewelacyjna! Zgodność z powieścią jest niesamowita, a wycięcie jakiejś postaci wcale nie wpływała na odbiór – po prostu autor sam najlepiej wiedział, kogo i co można pominąć, by nie zatracić klimatu i sensu książki.

Cóż mogę napisać w podsumowaniu, gdy tak naprawdę książka i film – na szczęście – to jedno i to samo? Chyba tylko, że w przeciwieństwie do wielu innych tytułów, nieważne jest, czy zapoznacie się z nim najpierw oglądając go, czy czytając. W każdej kolejności gwarantuje przyjemność odbioru tej strasznej i wzruszającej historii.


Oczywiście, adaptacji horrorów jest bardzo dużo (nie mówiąc już o samych powieściach Stephena Kinga, które od wielu, wielu lat trafiają na nasze ekrany i końca nie widać), wybaczcie więc, jeśli nie znalazł się tu wasz ulubiony tytuł – chętnie zapoznam się z waszymi propozycjami w komentarzach. Postarałam się natomiast, aby na tak krótkiej liście zamieścić możliwie najwięcej (cóż… całe pięć) rodzajów horrorów, żeby każdy mógł odnaleźć na niej coś dla siebie.

A teraz pozostaje mi życzyć wam miłego czytania i oglądania!

Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus