Przepis na superbestseller


Stworzenie bestsellera na miarę "Harry Pottera" nie jest zadaniem specjalnie trudnym. Wymaga spełnienia kilku podstawowych warunków.

Po pierwsze, musimy mieć człowieka, który napisze nam przyszłe wiekopomne arcydzieło (zakładając, że nie piszemy go sami). W tym celu pobieramy z fandomu zawodowego pisarza w rodzaju E. Dębskiego, mnie lub Przewodasa. Pisarzowi udzielamy rocznego urlopu twórczego i przydzielamy stypendium w skromnej wysokości średniej krajowej miesięcznie. Pisarza najlepiej odizolować w spokojnym miejscu z dala od cywilizacji. Należy oczywiście zapewnić mu warunki, tj. zasobną bibliotekę ksiąg z różnych dziedzin wiedzy, oraz jednoosobowy personel płci pięknej, który zajmie się wyżywieniem oraz dostarczaniem rozmaitych rozrywek, w rozsądnych ilościach.

Następnym krokiem jest przeprowadzenie odpowiednich badań marketingowych w szkołach i bibliotekach, które pozwolą określić docelowy wiek grupy odbiorców. Wyławiamy kilku przedstawicieli tej grupy. Posłużą za materiał badawczy. Na nich pisarz testował będzie fragmenty powieści.

Podstawowym problemem, z którym boryka się nasza cywilizacja, jest powszechne niedocenianie inteligencji dzieci. Kanon lektur szkolnych na przykład układają ludzie święcie przekonani, że każdy dzieciak jest w zasadzie mocno opóźnionym w rozwoju idiotą... Aby nasza książka odniosła sukces, musi być skierowana do elity intelektualnej docelowej grupy wiekowej. Wyniki sprzedaży "Harry'ego Pottera" wynikają wprost z precyzyjnego dopasowania książki do możliwości umysłowych jedenastolatków... Kolejny problem, z którym musimy się zmierzyć, to objętość. Zdecydowana większość książek dla młodzieży jest cieniutka. Wydawcy zakładają, że dziecko przestraszy się książki, która będzie zbyt gruba. To fatalny błąd. Dzieci dzielą się zasadniczo na czytające i nie czytające. Te pierwsze pochłoną 700 stron druku i twardo zażądają jeszcze. Te drugie nie sięgną po żadną książkę: obojętne, czy grubą, czy cienką... Dlatego nasze dzieło powinno mieć objętość imponującą, nie mniej niż 350-400 stron. Wskazane, żeby dzieło posiadało kilka tomów. Im więcej, tym lepiej.

Główną siłą każdego utworu są jego bohaterowie. Ładnie widać to na przykładzie komiksów. "Kajka i Kokosza" nadal się czyta, podczas gdy kapitan Żbik, Hans Kloss, a nawet Tytus powoli trafiają na śmietnik literatury. Bohater powinien być w wieku czytelnika. Powinien zajmować się tym, czym czytelnik się zajmuje lub czym chciałby się zająć, gdyby miał po temu możliwości. Bohater powinien mieszkać w miejscu podobnym do miejsca zamieszkania czytelnika lub w miejscu, gdzie czytelnik chciałby zamieszkać. Etc. Czytelnik musi się utożsamić z bohaterem, musi patrzeć na otoczenie jego oczami - i przy tym musi to być otoczenie podobne lub identyfikowalne z tym, co ma wokół siebie. Jeśli zdecydujemy się wystrzelić akcję w kosmos, zdajemy się na opisy. W tym przypadku czytelnik musi zobaczyć oczyma wyobraźni to, co chcemy mu pokazać.

Postaci drugoplanowe możemy zróżnicować wiekowo. Możemy dodać im cechy, których brakuje bohaterowi. Możemy przypisać im czyny, których bohater nigdy by nie popełnił, a które są niezbędne dla popychania akcji do przodu.

Akcja powinna być zawiązana wokół jakiegoś problemu. Gra powinna toczyć się o bardzo wysoką stawkę. Możemy nawet nieco przegiąć i obarczyć naszych żyjących w książce ludków nierealną misją z rodzaju tylko-ty-możesz-uratować-ludzkość. Im większe zagrożenie, tym lepiej. Czytelnik silniej przeżyje nasze dzieło i jest szansa, że nieprędko je zapomni, co automatycznie przekłada się na sprzedaż dalszych części. Gdy już wszystko jest gotowe, powieść napisana, przeredagowana, a odpowiednio sympatyczni bohaterowie ratują ludzkość, czy co tam mają zrobić, zaczyna się końcowy etap pracy. Teraz potrzebujemy do szczęścia już tylko miliona złotych, które wpompujemy w reklamę. (Bez obawy, zwróci się...). Uderzenie przygotowujemy szerokopłaszczyznowo. Na miesiąc przed ukazaniem się na rynku pierwszego tomu zapowiadamy przez kilkaset billboardów, że niebawem odbędzie się rynkowa premiera najgenialniejszej książki w historii ludzkości. Zapowiedzi umieszczamy w prasie, a pierwszego dnia sprzedaży urządzamy dodatkowo konferencję prasową z udziałem autora, darmowego żarcia, kawioru, szampana i zaproszonych dziennikarzy radiowych i telewizyjnych. Fetę warto urządzić w odpowiednim miejscu w rodzaju sali bankietowej ekskluzywnego hotelu. Kilka tysięcy przeznaczamy na łapówki dla naszych krytyków literackich. Koszt premiery pochłonie w całości zyski z publikacji pierwszych kilku tomów; za to potem działa już prawo serii. Uruchomiliśmy samonapędzającąsię maszynkę do promowania naszej książki... Wystarczy tylko podtrzymywać zainteresowanie. Puścić autora w trasę koncertową po kraju, rozdać trochę łapówek dziennikarzom, żeby przeprowadzali z nim wywiady i wychwalali jego dzieło pod niebiosa... Proste? Oczywiście, że proste!

P.S. Dysponuję napisanym już superbestsellerem w 5 tomach, poszukuję wspólnika z kapitałem ok. miliona złotych celem wypromowania książki...

Informator GKF - 145 - (5/2001)

Wydawnictwo: Gdański Klub Fantastyki
Tytuł: Informator GKF
Data wydania: 5/2001
Format: A5
Papier: matowy
Druk: cz.-b.


blog comments powered by Disqus