Pyrkon 2015 - relacja

Autor: Magda Kącka
Korekta: Coen
4 maja 2015

Pyrkon już jakiś czas temu przestał być konwentem i stał się festiwalem. To ważny fakt, ponieważ odróżnia go to jakościowo od wszystkich innych wydarzeń fantastycznych. W ostatnich latach Pyrkon co roku podwajał swoją wielkość: 3 tys. uczestników, potem 6 tys., 12, 24… Wszyscy czekali w tym roku na wynik z zapartym tchem. Na imprezę przybyło w końcu ponad 31 tys. osób, ale nikt nie był rozczarowany wynikiem, bo zabawa jak zawsze była świetna.

Wyróżnikiem poznańskiego festiwalu jest nie tylko rozmach i ilość uczestników, ale przede wszystkim trudna w fandomie umiejętność uczenia się na błedach. Niemal wszystkie wady poprzednich imprez udało się wyeliminować. Nawet słynne niegdyś kolejki zmalały mimo, że - paradoksalnie - z ilością uczestników powinny rosnąć. Najprostszym przykładem może być chociażby rozwiązanie problemów z tłumem uczestników w salach prelekcyjnych: na najbardziej popularne wykłady można było się zapisać wcześniej, a gżdacze pilnowali, aby sale nie były przepełnione. Dodatkowo zrezygnowano z niewielkich sal, a udostępniono uczestnikom jeszcze większe powierzchnie w pawilonie piętnastym Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Trzonem każdego konwentu jest program. Ten na Pyrkonie był jednym z najlepszych i najlepiej zorganizowanych jakie kiedykolwiek widziałam: tabelka programowa była ogromna i trudno było się na coś zdecydować. Najatrakcyjniejsza w tym zbiorze była duża ilość wydarzeń, które działy się równocześnie. Jeżeli nie udało się dostać na upragniony punkt programu (co, niestety, zdarzało się dosyć często), to można było się np. udać do strefy fantastycznych spotkań (tegorocznej nowości), by porozmawiać z organizatorami innych konwentów lub udać się do games roomu czy w inne równie ciekawe miejsce.

W tym roku Pyrkon po raz kolejny zaskoczył swoim rozmiarem: uczestnikom udostępniono kolejne przestrzenie na targach, przez co momentami przejście z jednego miejsca w inne zabierało kilka minut, zwłaszcza, że część wyjść zewnętrznych zamknięto i czasem trzeba było obejść niektóre pawilony. Niestety, wymagało to nieco większej dyscypliny w planowanu dnia, ale było równocześnie ceną za ogromny wybór atrakcji rozrzuconych po terenie całych targów. Mapka udostępniona uczestnikom w informatorze była dosyć nieczytelna, jednak osoby, które były na imprezie w latach poprzednich poruszały się po targach nieco na pamięć.

Bardzo dobrze, że w tym roku - podobnie jak rok temu - organizatorzy postawili na aspekt integracyjny imprezy: uczestnikom udostępniono ogromną strefę gastornomiczną ze stałą dostawą pizzy oraz innymi przysmakami i alkoholem. Dodatkowo w sobotę zorganizowano dużą imprezę taneczną, o której wszyscy byli wcześniej poinformowani przez targowy radiowęzeł.

Jeżeli znalazły się na festiwalu osoby, które nie znały zupełnie nikogo, nie mogły się z całą pewnością czuć samotnie: impreza trwała w kilku miejscach na raz, tam gdzie akurat ktoś miał sprzęt grający lub gitarę. Gdy wychodziłam w sobotę z terenu targów, widziałam na ich terenie trwającą równocześnie w kilku miejscach imprezę. Tegoroczny Pyrkon w niczym nie przypominał tego sprzed kilku lat organizowanego na Dębcu, gdzie za picie alkoholu można było zaryzykować sprzeczkę z Nocarzami.

Równocześnie do zachwytów nad rozmiarem i ilością atrakcji Pyrkonu od jakiegoś czasu trwają dyskusje nad kierunkiem, w którym zmierza impreza. Na kilka tygodni Piotr “Diabeł” Skorok napisał, iż Pyrkon staje się imprezą dla wszystkich i równocześnie dla nikogo. Coraz trudniej jest bowiem na tak dużej imprezie zaspokoić równolegle wiele grup fantastów: mangowców, fanów literatury, komputerowców i np. rodziny z dziećmi. Według mnie wszystko to świetnie wspólnie wypadło, o co zadbali organizatorzy: każdy z bloków kierowany był do innego uczestnika, przez co nowe osoby mogły wpaść do bloku dla początkujących, a komputerowcy mogli dyskutować na panelach im dedykowanych. Faktycznie sporym zaskoczeniem są błyskawicznie zyskujący na popularności youtuberzy, jednak ich obecność może tylko przyciągnąć nowe osoby do fandomu, a starszych konwentowych wyjadaczy na pewno nie wystraszą.

Wszystkie te osoby o tak odmiennych zainteresowaniach łączyła wspólna fantastyczna strefa, która z całą pewnością interesowała wszystkich uczestników. Wśród nich wymienić można oficjalny tron z serialu Gra o tron, pokaz fire show, ogromną halę wystawców czy inne atrakcje, które bez względy na fantastyczny gust podobają się absolutnie wszystkim, zwłaszcza osobom spoza fandomu, np. rodzinom lub mieszkańcom Poznania, którzy wpadli na imprezę po raz pierwszy.

W związku ze wzrostem znaczenia Pyrkonu na konwent od jakiegoś czasu przybywa coraz więcej znanych osób. W zeszłym roku imprezę odwiedził zatem prezydent Poznania Ryszard Grobelny, a w tym roku SA Wardęga oraz Janusz Korwin-Mikke w towarzystwie Przemysława Wiplera. Wizyta ta mocno skrępowała organizatorów: nie mieli oni za bardzo wpływu na okrzyki fanów Janusza (“Z drogi! Idzie Król!”) oraz na to, że wepchnął się on bez kolejki na tron z Gry o tron. Mimo całej negatywnej atmosfery wokół tego wydarzenia, o Pyrkonie zrobiło się głośno w całym kraju, ponieważ nazwa pojawiła się w ogólnopolskich mediach.

Pyrkon z całą pewnością po raz kolejny był udaną imprezą, która samej sobie postawiła bardzo wysoko poprzeczkę. Przewidywania co do przyszłego roku mogą być jedynie następujące: więcej atrakcji, krótsze kolejki, mniej polityki i więcej dużych sal prelekcyjnych, aby wszyscy mogli się zmieścić na upragnionych punktach programu.

Poznański festiwal trudno oceniać w porównaniu do innych konwentów: to po prostu zupełnie nowa jakość w polskim fandomie. Mam nadzieję, że organizatorzy będą tylko coraz bardziej rozwijać obecną formułę, nie cofając się ani o krok.



blog comments powered by Disqus