Pyrkon ładuje energią na cały rok - relacja

Autor: Falleen, Magda Kącka
Korekta: Hagath
29 marca 2014

Pyrkon to największy konwent w Polsce, a jego sława zaczęła już wykraczać poza fandom. Od paru lat dwukrotnie powiększająca się liczba uczestników wskazywała, że w tym roku po raz kolejny może paść rekord frekwencji. Wszyscy fani konwentów oczekiwali na imprezę, spodziewając się, że wezmą udział w niesamowitym wydarzeniu. Na Pyrkon przyjechało ponad 24 tysiące osób, a impreza  po raz kolejny przeszła do historii.

Cechą charakterystyczną Pyrkonu jest to, że potrafi naprawiać błędy poprzednich lat. Tak było z tegorocznymi kolejkami, a w zasadzie ich brakiem. Pierwszy dzień Pyrkonu w poprzednich latach zawsze kojarzył się z ogromną kolejką – równie dużą przy obu wejściach. W ubiegłym roku system akredytacji zwyczajnie się zawieszał, a w pewnym momencie padł, a uczestnicy byli zmuszeni stać kilka godzin w gigantycznych kolejkach. Tegoroczne wejście oczywiście nie obyło się bez ludzkiej stonogi, lecz przebiegało o wiele sprawniej niż rok temu. Duża ilość stanowisk akredytacyjnych oraz odpowiedzi gżdaczy na nurtujące pytania Gdzie jest koniec kolejki? sprawiły, że oczekiwanie na upragnioną wejściówkę zostało skrócone do minimum.

Uczestnicy, którzy przebrnęli przez akredytacje, zostali wyposażeni w Pyrkonowy ekwipunek. Zawierał on dwa informatory. Pierwszy przedstawiał dokładny opis prelekcji i schematu ich przebiegania, drugi natomiast był bardziej poręczny oraz prezentował panele w wygodnej do odczytania tabeli godzinowej. Dzięki temu nie było żadnych trudności w odczytaniu, jakie panele odbywają się w danych godzinach. Obydwa były napakowane treścią i pokazywały, że organizatorzy przyłożyli się do budowania programu. Dodatkowymi prezentami dołączonymi do ekwipunku były wszelkie kupony, zniżki, kody do gier oraz słynna kostka do gry – będąca głównym motywem promującym konwent jeszcze przed jego rozpoczęciem.

Kolejnym krokiem, który musiał zrobić prawie każdy uczestnik Pyrkonu, było ulokowanie się w bezpiecznym miejscu bagażu. Z racji tego, że wynajęta szkoła, która miała odciążyć halę MTP przeznaczoną do spania, miała być otwarta dopiero od godziny czternastej – a jak się okazało w praktyce od godziny siedemnastej – organizatorzy Pyrkonu stworzyli dwa punkty, w których każdy mógł bezpiecznie przechować swój bagaż. Na tym właśnie etapie uczestnicy tracili czas zaoszczędzony przy wejściowych kolejkach na festiwal. Pomysł zrobienia miejsc do składowania bezpiecznie bagażu w swojej idei był dobry oraz w miarę przemyślany, lecz w praktycznym zastosowaniu był - niestety - porażką. Sam bagaż przy odrobinie szczęścia można było oddać dość szybko, ale już samo odebranie wiązało się ze staniem w kolejce i czekaniem, aż ktoś znajdzie czas dla uczestnika imprezy. Kiedy już tak się stało, pozostawało tylko czekać, aż dana walizka odnajdzie się w morzu toreb, kurtek, śpiworów i karimat. Plusem, który umilał oczekiwanie na torbę, byli uprzejmi gżdacze, którzy nie szczędziły sił i robili wszystko, żeby odnaleźć zaginione rzeczy. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że nie wszyscy mogli skorzystać z dobrodziejstwa, jakim są hostele. Wszystkie tanie miejsca noclegowe w okolicy imprezy były zarezerwowane na tygodnie przed konwentem, dlatego dla wielu szkoła noclegowa została jedyną alternatywą.

Kiedy już udało nam się wydostać z chaosu toreb i plecaków, nie pozostało nic innego jak tylko wyruszyć na prelekcję. I tutaj pojawiają się kolejne problemy. Festiwal Fantastyki Pyrkon cieszył się ogromną ilością prelekcji. Tegoroczna liczba przekroczyła tysiąc godzin paneli rozsianych po kilku pawilonach MTP. Po przeczytaniu paru stron każdy zaczynał żałować, że nie może być w kilku miejscach jednocześnie. W tym przypadku pozostawało wybieranie tylko tych paneli, na których naprawdę trzeba być. Poświęcony czas i walka z samym sobą często jednak okazała się zbędna, gdyż najtrudniejszą rzeczą na Pyrkonie – pomijając wytrwanie w kolejce pod prysznic – było dostanie się na jakikolwiek panel. Każda prelekcja, bez względu na porę dnia czy nocy była zawalona ogromną kolejką przekraczającą ilość miejsc oferowanych przez salę. Uczestnicy przychodzili na długo wcześniej przed wybraną prelekcją tylko po to, żeby zająć miejsce siedzące - lub chociaż wejść na salę. Nasuwa się jedno proste pytanie, po co robić oszałamiającą ilość prelekcji skoro wejście na nie wiąże się z cudem? Zdarzały się także sytuacje, w których sami prelegenci nie byli wpuszczani na swoje prelekcje. Oczywiście po wyjaśnieniu sprawy gżdacze ich wpuszczali, ale pokazuje to dobrze, jak bardzo sale były oblegane. W każdym razie wielu graczy dochodziło do wniosku, że nie przejechało połowy Polski po to, by stać w kolejkach i zwyczajnie rezygnowało  z prelekcji. Na szczęście pomijając zakorkowane panele, Pyrkon oferował jeszcze wiele rzeczy.

Poza standardowymi atrakcjami w blokach programowych przez cały czas trwania konwentu można było brać udział w pokazach, grać w gry planszowe, wspólnie… myć zęby w bloku integracyjnym, wydawać setki złotych na licznych i świetnych stanowiskach wystawców, albo zrobić sobie zdjęcie w fotobudce Gry o Tron.

Pawilon poświęcony planszówkom oraz grom komputerowym cieszył się prawdopodobnie największym zainteresowaniem uczestników. Spora ilość gier możliwych do wypożyczenia sprawiła, że do wypożyczalni gier wydzielona została oddzielna strefa “kolejkowa” wydzielona barierkami. Na szczęście ogromna przestrzeń pomieściła wszystkich chcących w coś zagrać. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również wszelkie turnieje, poczynając od League of Legends, a kończąc na samym Star Craft II. A jeśli kogoś nie interesowała owa tematyka, zawsze można było rozluźnić się i przyprawić o ból głowy, idąc na znajdujące się w pobliżu karaoke. Jednak jeśli śpiewanie nie było mocną stroną uczestników, można było posłuchać, jak robią to profesjonaliści, bowiem na Pyrkonie odbyły się dwa koncerty zespołu Percival, który zachwycił wszystkich uczestników koncertu.

Największą atrakcją Pyrkonu był jego rozmiar i rozmach. W tym roku do wykorzystywanych powierzchni dołączyła spora scena, na której odbywały się najbardziej oblegane punkty programu, co pomogło rozładować tłumy, zawsze towarzyszące niektórym punktom programu. Nowym miejscem była także strefa gastronomiczna, w której każdy mógł znaleźć miejsce, aby coś zjeść. Niestety - ceny były zaporowe dla sporej części uczestników. Pyrkon jakiś czas temu odszedł od nazwy konwent, zmieniając ją na “festiwal”. Okazuje się, że to zaklinanie rzeczywistości przyniosło skutek: impreza zamieniła się z niewielkiego zjazdu fanów fantastyki w ogromną, ogólnopolską imprezę, na której każdy - nawet osoba spoza fandomu - chce być. Dowodem na to może być odwiedzający imprezę Ryszard Grobelny, zadziwiony rozmachem imprezy.

Dużym plusem Pyrkonu było zagospodarowanie czasu wolnego osób, które nie bardzo wiedziały co z sobą zrobić. Dla takich gości przygotowano blok integracyjny oraz dużą ilość pokazów. Dzięki temu na imprezie pojawili się nie tylko zatwardziali fani fantastyki, ale też rodzice z dziećmi, którym wystarczyło oglądanie kolorowych uczestników festiwalu. Co ważne, wieczorami także nie można się było nudzić. W tym roku do tradycyjnego już klubu konwentowego, czyli Akumulatorów, dołączyla targowa Iglica, gdzie odbywały się imprezy taneczne.

Nie sposób wymienić wszystkich atrakcji udostępnionych na festiwalu. Nie da się też opisać frustracji stania w kolejkach praktycznie przez połowę pierwszego dnia. Lecz nie da się równocześnie opisać wolności, którą wypełnia się Poznań przez całe trzy dni. Niecałe dwadzieścia pięć tysięcy osób – tyle liczył w tym roku Festiwal Fantastyki Pyrkon – ulokowanych w jednym miejscu, robiących komiczne rzeczy, otwartych i chętnych do poznawania nowych osób; potrafiących śmiać się z największych głupot oraz tańczyć dziesięć godzin do jednego utworu. To tylko wąska część tego, co działo się na Pyrkonie. Trzy dni fantastycznej przestrzeni, które naładują was energią na cały rok.


 



blog comments powered by Disqus