Relacja z Poznańskich Dni Fantastyki 2013

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Hagath
16 października 2013

Poznańskie Dni Fantastyki, które w dniach 12-13 października odbyły się w poznańskim Zamku, bez wahania można nazwać Pyrkonem w miniaturze. Skromna (w porównaniu z Pyrkonem) impreza stanowiła świetną wprawkę dla organizatorów i (potencjalnych) uczestników wielkiego marcowego konwentu. Bez szaleństw każdy mógł spróbować tutaj swych sił w fandomowym życiu. Zaznać odrobiny tego, co czeka go na większej imprezie.

Poznański klub Druga Era nie kryje, że PDFy to organizacyjny poligon, a zarazem z założenia wydarzenie o charakterze promocyjnym. Darmowy wstęp, lokalizacja w centrum miasta, miały zachęcać do przyjścia i doświadczenia próbki tego, czego w zmasowanej formie spodziewać się mogą uczestnicy Pyrkonu. I Poznaniacy (głównie) chętnie z tej okazji skorzystali, nawet to pomimo konieczności zmierzenia się w niedzielę z maratonem, który na parę godzin zmienił poważnie krwioobieg komunikacyjny miasta.

W obszernym zamkowym korytarzu urządzono "galerię handlową", w której królowały gry i w mniejszym stopniu książki oraz rozmaite fantastyczne gadżety. W dwóch salach rozmieszczono prelekcje, spotkania i panele (codziennie po kilkanaście). Bardzo urozmaicone tematycznie i głównie ogólne – przeznaczone dla laików – mające zachęcić do wniknięcia w głąb świata Star Treka, duchów i rycerzy, LARPów i RPGów czy tańca celtyckiego.

Ten mimo wszystko skromny program ubogaciło swą obecnością kilkoro gości (Anna Kańtoch, Iwona Michałowska-Gabrych, Marcin Mortka, Sylwia Błach, Wojciech Szyda i Paweł Zych). Organizatorzy stworzyli fajne warunki do porozmawiania z nimi, zrobienia okolicznościowych wywiadów.

Przeprowadzono też parę konkursów, gdzie jak zwykle pojawiły się nagrody książkowe (dalszy element edukacji!). Zresztą, nikt nie musiał wychodzić z pustymi rękami. Każdy z uczestników, który wpisał się na stosowną listę, mógł wziąć udział w loterii i wygrać jakiś fantastyczny obrazek, kod do gry czy plakietkę Supermana.

Pod stałym oblężeniem znajdował się Games Room, gdzie wypożyczyć można było jedną z kilkudziesięciu gier i stoczyć na miejscu zacięty bój. Czasem nawet z nagrodami, gdyż podczas PDFów odbył się turniej Neuroshimy HEX i dwa Munchkina (dla początkujących i zaawansowanych). Sekcja Gier Bitewnych i Strategicznych „Drugi Front” zaprezentowała zaś "Wings of Glory". Ot, w sam raz przed przypadającą w przyszłym roku okrągłą rocznicą wybuchu I wojny światowej.

Przy liczącej grubo ponad pół tysiąca puli uczestników, cała impreza przebiegła sprawnie. Mankamenty? Może brak szatni. Temat pozornie uboczny, ale przy zmiennej jesiennej pogodzie dość istotny. Tym bardziej, że przy istnieniu nieopodal stosownego miejsca, można by go łatwo ogarnąć. No i może też trochę mało atrakcji dla dzieciaczków, które wymagają niestety osobnej uwagi.

Fakt, że aż tylu chętnych przybyło w sobotę i niedzielę do Zamku wskazuje, że istnieje potrzeba takich otwartych spotkań "dla ludzi". I odbywają się one, jak widać, z korzyścią dla wszystkich. Przyjemne, niezobowiązujące dwa dni zarówno dla tych, którzy już tęsknią za Pyrkonem, jak i dla tych, którzy chcieli przekonać się, co też te tysiące dziwaków tak naprawdę wyprawia podczas swoich zlotów… Kolejny potężny plus na konto Drugiej Ery.




blog comments powered by Disqus