Falkon to solidnie zorganizowany konwent - relacja z Falkonu 2015

Autor: Michał Smoleń
Korekta: Magda Kącka
11 listopada 2015

         Spośród względnie jednorodnego zbioru polskich konwentów fantastycznych — imprez dla kilkuset zaangażowanych fanów i członków literackiej czy growej społeczności — w ostatnich kilku lat zdecydowanie wybiły się dwie imprezy. 

Lubelski Falkon nie rośnie co prawda w tempie tak zawrotnym jak jego poznański odpowiednik, jednak po raz kolejny pobił swój rekord, gromadząc w halach Targów Lublin około siedmiu i pół tysiąca uczestników. Choć wzrostowi skali nieuchronnie towarzyszy stopniowa transformacja profilu imprezy — na znaczeniu zyskały targi gadżetów, gargantuiczny games room, turnieje gier komputerowych, cosplay’e — Falkon w dalszym ciągu kusi atrakcjami dla bardziej ortodoksyjnych fanów: sesjami RPG i LARP czy prelekcjami. Jak udało się to wszystko pogodzić w tym roku? Co można by zrobić lepiej?

Ograniczenia obiektu

         Materialną bazą każdego konwentu jest jego lokalizacja — przy braku wyspecjalizowanej infrastruktury, każdy wybór niesienie ze sobą pewne zalety i wady. W przypadku Targów Lublin do tych pierwszym zaliczają się z pewnością dwie przestronne hale, w których komfortowo spędzać czas mogą tysiące uczestników. Nie da się zaprzeczyć, że widok na przepastny games room z położonego na piętrze barku wywiera ogromne wrażenie i jest świadectwem rozwoju polskiej sceny growej i fantastycznej. Wysoki strop i otwarta przestrzeń sprawiają, że w halach nie robi się przesadnie duszno, hałaśliwie czy tłumno — szczególnie na tle Pyrkonu, który padł ofiarą swojego sukcesu. Dla gości konwentu przygotowano wystarczającą liczbę toalet, a także bagażownię i szatnię (choć ta operowała na granicy przepełnienia, w przyszłym roku wskazane byłoby urządzenie dodatkowej w jednej z sal czy namiotów). Także akredytacja zdawała się przebiegać sprawnie.

         Targi nie przeskoczą jednak swoich ograniczeń. Pierwszym z nich jest lokalizacja na mapie Lublina: okolice konwentu to teren ponury, pozbawiony barów czy restauracji (jest za to Aquapark!), choć nieźle skomunikowany z centrum miasta i leżący tuż przy dworcu kolejowym. Na terenie konwentu można co prawda zjeść i nawet wypić, ale to jednak nie to samo. Większym problemem Targów jest jednak brak wystarczającej ilości pomieszczeń konferencyjnych: sesje RPG i LARP odbywały się w położonej nieopodal szkole podstawowej (choć klas nie wystarczyło nawet dla wszystkich sesji eliminacyjnych Pucharu Mistrza Mistrzów), a część spośród niezbyt licznych zresztą prelekcji w niezamkniętej antresoli nad akredytacją oraz ogrzewanych namiotach (o konsekwencjach za chwilę). Nie znam dobrze Lublina, ale wydaje się, że miasto nie posiada lepszej przestrzeni na konwent (gmachy uczelni mają swoje własne wady, których doświadczaliśmy choćby podczas warszawskiej Avangardy). Jeżeli nie można więc łatwo owych problemów wyminąć, należałoby świadomie stawić im czoła i pod tym względem Falkon ma jeszcze nieco do nadrobienia.

Kontrola jakości

         Wyzwanie wygląda więc następująco: prelekcji jest niewiele, jak na konwent tej wielkości, a część z nich odbywa się w namiotach. W pierwszej kolejności przydałaby się ostrzejsza selekcja zgłoszeń, a także aktywne zabieganie o wystąpienia zarówno fanów o uznanych kompetencjach, jak i akademików czy ludzi spoza fandomu. Za wzór mogą tu posłużyć Dni Nauki podczas Avangardy, ale możliwe są i inne formy zaangażowania prelegentów. W każdym razie, niewielki objętościowo program powinien być wypełniony prelekcjami najwyższej jakości, być może nawet opłacanymi. Fandom fantastyczny nieco się zestarzał i rozleniwił, sam zgłaszam swoje propozycje programowe rzadziej niż kiedyś, być może potrzebujemy więc nowych form zachęt i współpracy. Inaczej kończy się to jak w tym roku na Falkonie: niewiele spośród prelekcji przyciąga uwagę, a te, które udało mi się odwiedzić, nie należały do przesadnie udanych.

         Do tego ostatniego wydatnie przyczyniły się także niedostatki namiotów, w których odbywały się prelekcje o kulturze i nauce, często przyciągające duże grono zainteresowanych słuchaczy. Niestety, notorycznie cierpiały one z powodu beznadziejnej słyszalności: przyczyniła się do tego kiepska akustyka namiotów, brak nagłośnienia, hałasy wiatru, nawiewu czy te dochodzące z hali. Czasami dokładali się do tego sami prowadzący, nie podejmujący próby mówienia głośniej czy w bardziej w kierunku widowni. Podczas tradycyjnych, szkolnych konwentów, gdy wszyscy byliśmy znajomymi, przyjmowało się, że w razie kłopotów słuchacze sami upomną prowadzącego, ten zaś ewentualnie skoczy po pomocnego wolontariusza, który w innym przypadku ograniczy się do zajrzenia do sali w połowie prelekcji z pytaniem, czy wszystko jest w porządku. Gdy prelekcji jest niewiele, a Falkon aspiruje do bycia imprezą większego formatu, realistycznym standardem byłaby stała obecność wolontariusza w sali, który na bieżąco kontrolowałby na przykład, czy wykład jest w ogóle słyszalny w tylnych rzędach czy pomagał w odpaleniu prezentacji. Inna sprawa, że bez sztucznego nagłośnienia w namiotach niewiele można było na problemy z akustyką zaradzić, ale nie powinno to być dla organizatorów niespodzianką. Wydaje mi się w każdym razie, że model reagowania na zgłoszone zastrzeżenia powinna zastąpić stała kontrola jakości.

       

Interaktywne targi

         Na szczęście Falkon przygotował dla uczestników szereg innych atrakcji. Zasłużoną popularnością cieszył się games room, zawody z kręgów RPG, LARPów czy gier komputerowych, a także pokazy i walki na konwentowej Arenie. Uwagę przyciągali chętnie pozujący do zdjęć cosplay’erzy. Z drugiej strony, część targowa, która robiła wrażenie, gdy po raz pierwszy zawitała na taką skalę na Pyrkony czy Falkony, straciła już nieco ze swojej świeżości — ile razy oglądać można z grubsza te same koszulki, znaczki, kubki, ewentualnie gry planszowe i książki? Konwent powinien zabiegać o bardziej interaktywne atrakcje: na pochwałę zasługują stanowisko 501 Legionu, mała galeria ilustracji czy wystawa konstrukcji z klocków Lego. Wydaje się, że preferencyjne warunki dla interesujących artystów, autorów niezależnych gier czy choćby zwykłych wystawców, skłonnych do przygotowania czegoś więcej niż prosta prezentacja asortymentu, mogłyby znacznie uatrakcyjnić tę część konwentu. Pomysłem ambitnym i wartym rozważenia jest współpraca z lubelskimi uczelniami, kinami i ośrodkami kultury, dzięki czemu konwent otworzyłby się na miasto.

Kolejny krok

            Falkon to solidnie zorganizowany konwent o ugruntowanej pozycji. Czy wystarczy to jednak, by i w kolejnych latach przyciągnąć fanów z całego kraju? Impreza jest otwarta na współpracę z prelegentami czy inicjatywami takimi jak Puchar Mistrza Mistrzów, jednakże awans do jeszcze wyższej ligi — tej, w której gra Pyrkon — wymagałby aktywniejszego przygotowania interesujących, unikalnych atrakcji o równym, wysokim poziomie. W tym roku zdarzało się bowiem, że wielbiciele fantastyki mniej zainteresowani sesjami RPG czy games room’em wałęsali się po konwencie bez celu. Poprawa stanu rzeczy nie będzie łatwa, szczególnie wobec trudności lokalowych, ale kredyt entuzjazmu związany z przenosinami na Targi zaczyna się wyczerpywać — będę trzymał kciuki za to, by mój ulubiony lubelski konwent zdobył się na kolejny, śmiały krok na przód!



blog comments powered by Disqus