Relacja z Polconu 2013

Autor: Hagath
Korekta: Ania "Radosiewka" Radosiewicz
2 września 2013

Polcon 2013 odbył się w dniach 29 sierpnia – 1 września na terenie Politechniki Warszawskiej. Tym razem konwent był zorganizowany przez Stowarzyszenie Avangarda. Impreza miała zarówno swoje wady, jak i zalety – organizacyjnie często zawodziła, ale wydaje się, że koniec końców fani raczej miło spędzili czas.

Kolejkon 2013

Niestety, należy zacząć od minusów. Już w czwartek, czyli pierwszego dnia, organizatorzy nie zrobili na uczestnikach dobrego wrażenia. Poszczególne punkty programu miały ruszyć o godz. 16:00, natomiast początek wydawania akredytacji zapowiedziano na godzinę 12:00 – praktycznie żadne z tych założeń nie zostało zrealizowane. Wszędzie panował ogólny bałagan i chaos. Brakowało oznaczeń, gdzie należy się kierować oraz która osoba czym się zajmuje. Dopiero po pewnym czasie zaczęły się gdzieniegdzie pojawiać kartki, które drzwi są przeznaczone dla jakich osób i gdzie jest reszta budynków. Wszystko jednak było bardzo prowizoryczne, napisane markerem i przyklejone niezdarnie. Dobrze, że nie padało.

Niezależnie od tego, czy się miało przedpłatę czy też nie, niektórzy stali w kolejce nawet po 8-9 godzin. Do przyczyn takiej sytuacji należały na przykład strasznie wolny system, zbieranie ogromnej ilości danych uczestników oraz długie i mozolne szukanie odpowiedniej plakietki dla osób z przedpłatą, pisarzy itp., bowiem w tym roku wydrukowano na nich ich nazwiska – to wszystko niemiłosiernie wydłużało cały proces, a organizatorzy dopiero po dłuższym czasie zaczęli szukać sposobu na przyśpieszenie akredytacji prosząc uczestników o wyszukiwanie swoich własnych plakietek jeszcze w kolejce. Warto przy tym podkreślić, że problem z wejściem mieli nie tylko „szarzy uczestnicy”, ale także osoby organizujące poszczególne prelekcje, znani pisarze, dziennikarze czy… sponsorzy. Tak, dokładnie, choć trudno w to uwierzyć nawet osoby, które finansowały Polcon, stały kilka godzin, by wejść do głównego budynku. 

Takie kolejki oczywiście odbiły się na każdym. Część prelegentów po prostu zrezygnowała z wystąpień, bo zanim dostali się do środka, czas przeznaczony na ich prelekcje już dawno minął. Ci, którzy dostali się do głównego budynku, długo szwendali się po nim bez celu, ponieważ większość prelekcji po prostu się nie odbyła – ich autorzy stali w kolejkach. Z rozmów z uczestnikami wynika, że część osób w konsekwencji długiego stania na dworze miała później problemy zdrowotne np. spowodowane długim staniem na słońcu. Warto w tym miejscu również zauważyć, że zabrakło czegoś takiego jak akredytacja trzydniowa. Osoby, które zamierzały być na całym konwencie, lecz pierwszy dzień spędziły przed budynkiem głównym i tak kupowały akredytację czterodniową, ponieważ, jeśli chciało się być tylko przez trzy dni konwentu, to należało zapłacić za każdy dzień osobno, a to już kosztowało drożej.

Organizatorzy w ogóle nie kontrolowali tego, co się dzieje na zewnątrz. Wystarczyłoby ludziom stojącym na zewnątrz wynieść trochę wody, może parę krzeseł czy wymyślić jakiś sposób, by można było skorzystać z toalet. Niestety, nic z tego. Każde z działań organizatorów przychodziło za późno. Najlepiej na tym wszystkim wyszły okoliczne knajpy, których pracownicy wkrótce zaczęli przynosić do kolejki ulotki, proponować zniżki czy pozwalali skorzystać za darmo z ich toalety. Do kolejki można było zamówić pizzę, po pewnym czasie pojawił się nawet ktoś sprzedający hot-dogi. Na wysokości zadania stanęły osoby zajmujące się częścią prelekcji RPG – wyszły one na zewnątrz i zorganizowały sesję w kolejce, by urozmaicić stojącym czas oraz nie marnować własnego punktu programu. Szkoda, że żaden z tych plusów nie wyszedł od organizatorów.

Przyznać należy, że nie za wszystko winę ponoszą organizatorzy – część wydarzeń miała bowiem charakter losowy i od nich niezależny. Zapewne fani nawet wybaczyliby te wszystkie niedogodności, gdyby nie fakt, że organizatorzy ani razu nie powiedzieli takiego porządnego przepraszam (a parę razy przepraszali wręcz ironicznie). Niby wydano oświadczenie, ale ogólnie zamieszczane wpisy na Facebooku miały charakter w stylu: „Tak naprawdę nic się nie stało, w ogóle to przesadzacie, no dobra, przepraszamy, bo by wypadało, ale tak po prawdzie, to powinniście być wdzięczni, że w ogóle możecie tu być”. Organizatorzy wszystko próbowali obrócić w żart mówiąc na przykład, iż w kolejce można się było dobrze bawić i poznać wielu ciekawych ludzi (tekst z gali nagród im. J. Zajdla). A niestety, uczestnikom przecież często nie było do śmiechu. Pewnie fani zapomnieliby jednak nawet o tym, ale oliwy do ognia dodał wpis organizatorów proszący, by nie obwiniać ich również za niedzielny deszcz. Owszem, może i zdarzały się czasem komentarze poniżej jakiegokolwiek poziomu, ale w dobie internetu trzeba się z tym liczyć. Zdecydowana większość sieciowych wypowiedzi była jednak bardzo merytoryczna, ludzie przedstawiali racjonalne argumenty i wytykali organizatorom realnie istniejące błędy. Szkoda tylko, że organizatorzy nie zawsze potrafili zachować się w odpowiedni sposób oraz pokornie przyjąć krytykę. Nie powinni zasłaniać się tym, że to impreza fanowska – prawdą jest, iż uczestnicy za tę imprezę płacą, ale nie jest to zwykła składka po 5 zł, a pewne dość duże świadczenie - szczególnie, że organizatorzy zbierali naprawdę szczegółowe dane od każdego uczestnika, które pozwalałyby określić dokładnie wręcz stronę umowy. A jeśli uczestnik spełnia jakieś świadczenie do rąk organizatorów, to nie wińmy go, iż pragnie dostać świadczenie wzajemne – jeśli płacimy za jakąś usługę, to liczymy na pewne staranne i kulturalne zachowanie osób, które mają zapewnić nam to, na co wydaliśmy pieniądze.

Ok, ale… gdzie to jest?

Kolejny problem Polconu to ogólny brak oznaczeń. Organizatorzy dopiero po pewnym czasie zorientowali się, że jednak nie wszyscy wszystko wiedzą i naprędce zaczęli rozklejać kartki, gdzie co jest. Kartki jednak pojawiały się bardzo wolno, a niektóre wskazówki były umieszczane nawet i trzeciego dnia. Banery opisujące poszczególne budynki wywieszono dopiero drugiego dnia. Gdzieniegdzie można było usłyszeć, że organizatorzy mieli problemy z drukarnią, ale można też podejrzewać, iż za część rzeczy wzięto się po prostu za późno.

Dobrym pomysłem było umieszczenie mapek w książeczce z programem. Niestety, szkoda, że były one chwilami niedokładne. Pomieszczeniem widmo stała się damska toaleta w głównym budynku. Okazało się bowiem, że na mapce są zaznaczone tylko toalety męskie, a o damskich jakby zapomniano. Wiele dziewczyn błąkało się poszukując tego podstawowego miejsca, a pokierować nie potrafił ich nawet gżdacz płci żeńskiej. Na szczęście z pomocą przychodzili czasem zwykli pracownicy budynku Politechniki, ponieważ bardzo późno pojawiły się odpowiednie drogowskazy (osobiście strzałkę zauważyłam dopiero trzeciego dnia, kiedy pocztą pantoflową każda z dziewczyn dowiedziała się już, gdzie ma się udać). Prócz toalet zabrakło również oznaczenia na mapce kilku innych pomieszczeń, na przykład bufetu czy pokoju konkursowego.

W tym roku Polcon nie odbywał się w jednym budynku, a w czterech (licząc Pałac Kultury i Nauki – nawet w pięciu). Od budynku głównego do pozostałych trzech było ok. 10 minut drogi. Tutaj również początkowo trzeba się było trochę napracować, by trafić w odpowiednie miejsce, a cała sytuacja przypominała czasami zabawę w podchody. Strzałki były rysowane kredą na chodniku lub też przyklejano na ulicy kartki z narysowanymi markerem drogowskazami. Stosunkowo duże odległości sprawiały również, że nie każdemu chciało się non stop tak spacerować, na czym szczególnie cierpiały targi oraz niektóre, co dalsze atrakcje. Piąte piętro budynku Inżynierii Środowiska, gdzie znajdowały się atrakcje komputerowe, świeciło pustkami, a nawet jeśli ktoś się tam pojawił, to nie trafił na żaden z mających się tam odbyć punktów programu. Ogólnie można było odnieść wrażenie, że organizatorzy dzielili się budynkami na szybko. Manga i anime dostała najnowocześniejszy budynek w całym w kompleksie, ale obiekt ten znajdował się w na tyle dużej odległości od budynku głównego, że ani nie korzystali z niego za bardzo fani fantastyki, ani azjatyckich przejawów kultury (bo po prostu mało komu chciało się iść tak daleko, by potem biegać z powrotem do budynku głównego na inną ciekawą prelekcję). Szkoda, że nie udało się wszystkiego skondensować w ogrodzonym kompleksie między ulicami Nowowiejską i Noakowskiego.

Dobra, już wszystko znaleźliśmy, ale… jak mamy tu wejść?

Niestety, budynki Politechniki Warszawskiej w większości nie są jeszcze odremontowane i przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych czy tym bardziej osób z małymi dziećmi. Tylko dwa budynki spełniały potrzeby osób niepełnosprawnych – budynek główny oraz Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych, który przypadł blokowi Kultura japońska i gamedev, a, jak już to było mówione, ten drugi stał w dużej mierze pusty. Budynek Inżynierii Środowiska, w którym mieścił się Festiwal Kocioł, komputery retro, sale turniejowe oraz blok dziecięcy był praktycznie nieosiągalny dla osób z wózkami. Owszem, budynek posiadał windę, ale nie miał podjazdu. Osoby z małymi dziećmi w wózkach, których wbrew pozorom było dość dużo, jeśli już trafiły do bloku dziecięcego (co łatwe nie było, bo drogowskazów do tego punktu programu nie dało się nigdzie zobaczyć), to musiały walczyć z głównymi schodami. Podobnie było z osobami niepełnosprawnymi, które dostawały się do budynku tylko dzięki pomocy znajomych – gżdacze w tym czasie byli bardziej zajęci sprawdzaniem, czy osoba wchodząca do budynku na pewno ma plastikowy paseczek na ręce dokumentujący posiadanie akredytacji. Podobny problem istniał w przypadku obiektu Wydziału Fizyki, gdzie odbywały się Dni Nauki oraz Targi Popkultury.

Jestem gżdaczem i nie potrafię Ci pomóc

Ok, prawda jest taka, że bez gadaczy cała ta impreza najpewniej by się zawaliła. Spora ich część naprawdę się starała, przynosiła wodę prowadzącym, wołała osoby, które umiały podłączyć potrzebny sprzęt, prosiła o klimatyzację w salach. Niestety, poza tym gżdacze często byli strasznie niedoinformowani. Nikt nie zrobił im porządnego szkolenia dotyczącego chociażby samego terenu konwentu. Wiadomo przecież, że jeśli uczestnik konwentu nie wie, gdzie co jest, to uda się ze swoim problemem do gżdacza – szczególnie w sprawie szkoły noclegowej czy knajpy konwentowej. Szkoda, że najczęstszą odpowiedzią było „nie jestem z Warszawy”. Mnie osobiście (nie mieszkam w stolicy) jeden z gżdaczy zapytał nie tylko o to, jak dojść do Pałacu Kultury (to bym jeszcze nawet zrozumiała), ale o to, o której zaczyna się gala nagród im. J. Zajdla! Było to naprawdę spore niedopatrzenie ze strony organizatorów, którzy powinni parę rzeczy wyjaśnić osobom odpowiedzialnym za pomoc innym – przecież członkowie Stowarzyszenia Avangarda raczej znają swoje miasto. Ponadto, dobrym pomysłem wydają się jakieś niewielkie ściągi z podstawowymi informacjami dla gżdaczy.

Niemniej, należy wszystkim gżdaczom podziękować za ich ciężką pracę w tak trudnych i często niezależnych od nich warunkach, szczególnie, iż musieli oni płacić normalną cenę za swoje akredytacje.

Ochrona widmo

Polcon 2013 przebiegł bez żadnych niebezpiecznych wydarzeń. Nie było słychać, żeby ktoś kogoś pobił czy żeby ktoś zrobił jakieś większe zamieszanie. I całe szczęście, ponieważ ochrona na konwencie praktycznie nie istniała. To znaczy, pewnie istniała, lecz nikt nie wiedział, jak jest oznaczona. Często w niektórych miejscach zbierało się naprawdę sporo osób, szczególnie w czwartek przy stolikach z akredytacjami, i wydaje się, że ktoś powinien zadbać o to, by ludzie chociażby nie zdeptali siebie nawzajem. Prawda jest też taka, że nawet, gdyby uczestnik chciał zareagować na jakieś nieprzyjemne wydarzenie, to nawet nie wiedziałby, do kogo się zwrócić.

Przynajmniej było co zjeść

Wśród elementów organizacyjnych dało się jednak znaleźć pewne plusy. Przede wszystkim bardzo dobrze były pomyślane kwestie związane z jedzeniem. Co prawda pewnie stosunkowo niewiele osób wiedziało o bufecie w budynku głównym, lecz na terenie pozostałych obiektów miejsca, w których można się było posilić, były dobrze widoczne, a i ceny nie były zbyt wygórowane. Ponadto wokół kompleksu Politechniki znajdowało się pełno knajpek, pizzerii, kebabów czy kawiarni. Każdy w zależności od tego, ile miał czasu, mógł sobie zrobić krótką przerwę na jedzenie bez konieczności zbytniego oddalania się od danego budynku.

Uczestnicy nie zawiedli

Na szczęście mimo tych wszystkich wymienionych wcześniej niedociągnięć można było wyjść z konwentu zadowolonym. Ponownie Polcon odwiedziło naprawdę wielu niezwykłych ludzi. Sporo osób było przebranych za postaci z różnych działów fantastyki, każdy był miły i przyjacielski – za to przecież kochamy takie imprezy.

Planowanie dnia uczestnikom ułatwiały dwie książeczki, które wszyscy dostawali przy wejściu – jedna, większa, ale przy tym cieńsza, zawierała tabelę programową i podstawowe mapki; w drugiej, grubszej znajdowały się m.in. opisy poszczególnych prelekcji. Dużą zaletą stanowiło to, że opisy punktów programu były posegregowane według dnia i godziny, więc każdy z łatwością znajdował tam konkretną atrakcję. Niestety, w tabeli programowej „zapomniano” o pewnych wydarzeniach. Niektóre opisy znajdowały się w takich miejscach książeczki, że nikt ich nie zauważał, przez co wielu osobom umknęły widowiskowe pokazy lub konkurs cosplay. A wystarczyło tylko umieścić informację z miejscem i godziną eventu pod tabelą programową danego dnia.

Ogromnym plusem Polconu był fakt, iż jak mało kiedy obok siebie działali przedstawiciele dwóch największych uniwersów s.f. – Gwiezdnych wojen i Star Treka. Zwykle tylko ci pierwsi brylują na konwentach, a o fanach kapitana Kirka i Mr. Spocka jakby się zapomina. Na szczęście w Warszawie prężnie działa Trek Sfera – stowarzyszenie fanów serii Star Trek. Konwent był przepełniony wolkanami oraz ludźmi w uniformach Gwiezdnej Floty, ba, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że tym razem przebranych fanów tego uniwersum było więcej niż w przypadku Gwiezdnych wojen. Temat każdej z prelekcji Trek Sfery był naprawdę przemyślany i dobrze zorganizowany, można się było nawet nauczyć mówić po klingońsku czy wziąć udział w kilku konkursach. Oczywiście Star Wars nie pozostawało w tyle za konkurencją i niektóre ich punkty programu zbierały istne tłumy, a sala, którą otrzymali prelegenci, wydawała się chwilami stanowczo za mała.

Problem z salami istniał jednak nie tylko w przypadku Gwiezdnych wojen. Twórcy programu chyba nie do końca zastanowili się nad tym, które prelekcje czy spotkania mogą się cieszyć największym zainteresowaniem. I tak Jakuba Ćwieka naprędce przenoszono z niewielkiej sali do auli, a osoby chcące posłuchać prelekcji Anety Jadowskiej o pozbywaniu się ciała gniotły się w mniejszej auli, podczas gdy większą aulę zajmował panel zajdlowski, który nie zebrał aż tylu słuchaczy.

W tym roku bardzo ciekawie prezentowały się również punkty programu związane z grami RPG. Najlepsze prelekcje i sesje zdecydowanie prowadzili członkowie grupy Lans Macabre.  Spotkania z nimi obfitowały w żywe dyskusje oraz anegdoty z życia graczy i Mistrzów Gry. Fani sesji RPG mogli się czuć naprawdę dopieszczeni.

Blok literacki tradycyjnie obfitował w interesujące prelekcje, choć również miewał problemy z pojemnością sal. Szczególnie piątek był przepełniony ciekawymi punktami programu, a wielu uczestników marzyło o urządzeniu Hermiony Granger, które pozwalało naginać czas. Na wyróżnienie zasługują prelekcje dotyczące świata Śródziemia i Gry o tron, wystąpienie Agnieszki Hałas o oszpeceniu w kulturze popularnej, prelekcja o bizarro zatytułowana Jak zbudować dom z kotów czy wspomniany punkt programu Anety Jadowskiej o zbrodni doskonałej.

Bardzo interesująco prezentowały się także Dni Nauki. Ich tematyka była naprawdę zróżnicowana – od historii starożytności, poprzez zagadnienia prawne i społeczne, na cybernetyce kończąc. Każdy mógł tutaj znaleźć coś dla siebie. Szkoda tylko, że Dni Nauki odbywały się na Wydziale Fizyki sporo oddalonym od budynku głównego, przez co każdy choć raz stawał przed wyborem: iść na Dni Nauki i potem spóźnić się na spotkanie z ulubionym autorem czy może jednak siedzieć cały czas w budynku głównym i odpuścić sobie bieganie między wydziałami. Trochę też szkoda, że ta część Polconu praktycznie nie była rozreklamowana poza konwentem, bowiem na nią mógł wejść każdy, nawet bez wykupienia akredytacji – może gdyby bardziej to podkreślano, chodziłoby tam więcej osób.

Podsumowanie

Polcon 2013 przepełniony był błędami organizacyjnymi i nie da się tego ukryć. W czasie konwentu często panował chaos oraz niedoinformowanie. Organizatorzy konwentu mogą się zasłaniać tym, że część sytuacji była od nich niezależna, ale prawda jest taka (i chyba żaden z organizatorów nie zdawał sobie do końca z tego sprawy), że mimo wszystko to oni ponoszą odpowiedzialność za zaistniały stan rzeczy z samego faktu podjęcia się koordynacji tak dużego wydarzenia. Jak to zauważył jeden z uczestników w komentarzach pod oficjalnym polconowym wpisem – w normalnych warunkach, w normalnej firmie już dawno po takim czymś poleciałyby głowy.

Na szczęście nie zawiedli uczestnicy. Podczas konwentu można było poznać sporo ciekawych ludzi i dowiedzieć się paru rzeczy o kolejnych nadchodzących eventach. Na Polcon przyjechało bardzo wielu pisarzy oraz osób od lat związanych z fantastycznym fandomem. Gala nagród im. J. A. Zajdla również przebiegła praktycznie bez zarzutu i jeszcze raz gratulujemy Robertowi M. Wegnerowi, który zgarnął w tym roku obie statuetki - za powieść i opowiadanie. Takie wydarzenie miało miejsce dopiero drugi raz w historii Polconu. Brakowało trochę większej ilości gości zagranicznych, ale ich brak należy zwalić na karb tego, iż Stowarzyszenie Avangarda bardzo późno się dowiedziało, że to właśnie na nie spadnie organizacja Polconu (wcześniej miał się tym zająć Toruń). 

 

Quo vadis?

Organizacja przyszłorocznego Polconu przypadła fandomowi z Bielska-Białej. Przyszli organizatorzy już teraz zapowiadają masę atrakcji i bliską współpracę z władzami miasta, całość ma się odbywać w turystycznej części miejscowości. Większość atrakcji będzie skondensowana na terenie Akademii Techniczno-Humanistycznej, lecz podkreślono, że sporo będzie się działo również w innych częściach miasta (ma być nawet rozstawiona scena dla zespołów koncertowych). Miejmy nadzieję, że osoby zajmujące się przyszłorocznym Polconem przyjrzą się błędom popełnionym przez ich kolegów z Warszawy i dopilnują, by się one nie powtórzyły.

Niestety, wciąż nie ogłoszono, gdzie ma się odbyć Polcon 2015. Podjęcie ostatecznej decyzji przesunięto na Nordcon.

Na koniec warto przytoczyć pewną ciekawostkę. W 2016 roku tytuł Europejskiej Stolicy Kultury będzie nosił Wrocław. Z tego powodu miasto jest zainteresowane tym, by rozpatrzyć jego kandydaturę odnośnie organizacji Polconu za trzy lata. Co więcej, Wrocław stara się też o decyzję zezwalającą na organizację Euroconu 2016.

 

Uwaga na koniec. Wszystkie powyżej przedstawione wydarzenia starałam się potwierdzić. Części z nich byłam naocznym świadkiem, reszty dowiedziałam się od uczestników lub innych dziennikarzy. Mam nadzieję, że dzięki temu udało mi się stworzyć dość rzetelną i obiektywną relację. Pozdrawiam wszystkich uczestników - mam nadzieję, że wszyscy dotarliście szczęśliwie do domów i zobaczymy się za rok w Bielsku-Białej.

/strong



blog comments powered by Disqus