"Było warto się pojawić" - relacja ze zjAvy 5

Autor: Magda Kącka
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
23 lutego 2014

ZjAva z niewielkiego, lokalnego konwentu growego w ciągu pięciu lat zmieniła się w dużą, ogólnopolską imprezę. Dobra promocja i data w środku bezkonwentowego sezonu sprawiła, że na tegoroczną imprezę przybyło rekordowe 830 osób. Postanowiłam po raz pierwszy wybrać się na konwent, o którym słyszałam dużo dobrego. Czy było warto? Myślę, że tak.

Przede wszystkim o tym, że na zjAvę warto się wybrać, wiedziałam już od dawna. Imprezę organizuje znane w polskim fandomie stowarzyszenie Avangarda, znane z konwentu o tej samej nazwie oraz które zorganizowało ostatni Polcon. Poza tym, wiedziałam, że impreza będzie duża. Można się tego było spodziewać po sporej promocji oraz po ogłoszonej na kilka dni przed wydarzeniem zmianie szkoły na większą.

Szkoła faktycznie była spora i z całą pewnością odpowiadała oczekiwaniom uczestników. Ogromny games room robił wrażenie, a na korytarzach można się było zgubić. Dzięki temu liczba uczestników nie była odczuwalna. Do dyspozycji konwentowiczów – oprócz centralnej części, czyli sali gimnastycznej (w której był games room i stanowiska wystawców) – były cztery sale prelekcyjne, jedna konkursowa oraz sale do larpów, erpegów, barek i stołówka – wszystko bardzo dobrze oznaczone.

Sam games room był dosyć dobrze wyposażony w gry, jednak mimo ogromnej przestrzeni bardzo szybko się zapełniał, a dla uczestników konwentu w godzinach szczytu brakowało miejsca. Co gorsza, organizatorzy nie przewidzieli żadnego rozwiązania dla tej sytuacji, więc uczestnicy musieli po prostu stać i czekać, aż ktoś inny zwolnił miejsce. Sam problem braku ławek czy krzeseł dotyczył zresztą nie tylko games roomu, ale też sal prelekcyjnych. W większości z nich znajdowało się zaledwie kilka krzeseł i niskie ławki, najwyraźniej przyniesione z sali gimnastycznej. Nie zabrakło w nich miejsca tylko dlatego, że same prelekcje nie przyciągały tłumów. Problem przepełnionych games roomów dotyka wiele konwentów Polski, jednak myślę, że na imprezie typowo growej stanowisk nie powinno brakować, zwłaszcza przy tak dużej powierzchni do grania.

Sam program imprezy był mocno skupiony na grach RPG i niezbyt urozmaicony. Chociaż fanom gier fabularnych zaproponowano sporo punktów programu, to na większości prelekcji frekwencja oscylowała w okolicy kilku osób. Nie odbyły się żadne specjalne punkty programu, nie było nawet oficjalnego rozpoczęcia czy zakończenia konwentu. Na tak dużą imprezę z całą pewnością nie mogli przybyć tylko i wyłącznie fani larpów i erpegów, dlatego organizatorzy powinni byli przewidzieć, że tak skromny program nie będzie wystarczający. Przede wszystkim zmarnowano potencjał dużej sali gimnastycznej, na której mogły odbywać się jakieś efektowne pokazy, które przyciągnęłyby młodszych uczestników imprezy lub zapewniły tymczasową rozrywkę osobom, które nie mają co z sobą począć.

Jeśli jednak ktoś przyjechał na zjAvę z zamiarem grania w gry fabularne, to nie mógł narzekać. Wybór sesji RPG był bardzo duży, a system zapisów klarowny i dobrze zorganizowany. Oprócz standardowych sesji i LARPów przygotowano dwa konkursy: na najlepszegy LARP i najlepszego gracza LARPowego oraz Gramy! Express. Ten drugi konkurs powrócił w okrojonej wersji po ponad półtorarocznej przerwie (ostatnia edycja odbyła się na Avangardzie w 2012 roku). Rywalizacja zorganizowana była bardzo dobrze, a wszyscy finaliści otrzymali nagrody, jednak sam konkurs nie cieszył się zbyt dużym powodzeniem, bo nie był przez organizatorów dobrze wypromowany. Z planowanych 25 uczestników w konkursie wzięło udział 14, a do finału zamiast 5 przeszły 3 osoby.

Kolejną wpadką organizatorów było zupełne nieopanowanie chaosu, który zapanował w szatni. Wszyscy uczestnicy musieli zmieniać obuwie, a więc zmieniali je i oddawali wraz z kurtką. Niestety, ten system był fatalnie zorganizowany. Obsługa często leniła się, była nieuprzejma, badzo długo szukała kurtek, które z kolei wracały do uczestników brudne, z urwanymi zawieszkami i wymiętolone. Obsługa robiła co mogła, by na zbyt małej ilości wieszaków wieszać zbyt dużą ilość kurtek, ale wydaje mi się, że w takiej sytuacji można było np. dopuścić do użytku dodatkowe pomieszczenie, np. sąsiadujące z szatnią, a udostępnione obsłudze jako prywatne.

Sama zjAva jest konwentem trudnym do oceny. Z jednej strony bawiłam się dobrze, wygrałam nagrody w konkursach, byłam na ciekawych prelekcjach i grałam w games roomie – korzystałam z konwentu pełną parą, z drugiej strony byłam rozczarowana niektórymi elementami organizacyjnymi konwentu. Wydaje mi się, że sukces zjAvy nieco przerósł organizatorów, którzy ciągle chcą robić konwent growy, a który jednak samoistnie rozwija się w nieco innym kierunku, jak wszystkie inne podobne imprezy – w kierunku festiwalu. Na konwenty w Polsce przybywa coraz więcej uczestników, którzy chcą się przebierać, oczekują niezwykłych atrakcji, a przede wszystkim nie tolerują żadnych wpadek. ZjAva z jednej strony jest dużym konwentem, odbywającym się w stolicy Polski, z drugiej: nie potrafi nawet zapewnić wystarczającej ilości miejsc siedzących w ogromnym przecież games roomie.

Piąta już zjAva to konwent, który był zaskakująco dużą imprezą z zaskakująco niewielkim i skromnym programem. Impreza zyskała dużo dzięki obecnej ciągle atmosferze tych pierwszych zjAv, na których uczestnicy dobrze się znali i grali wspólnie we wszystkie rodzaje gier. W ciągu pięciu lat konwent zamienił się w dużą ogólnopolską imprezę, a organizatorzy nieco za tymi zmianami nie nadążyli. Mimo wszystko wiem, że było warto pojawić się na zjAvie, by zobaczyć, jak na moich oczach tworzy się konwentowa historia Polski. Wiem, że za rok zjAva będzie jeszcze większa i jeszcze lepsza.



blog comments powered by Disqus