Nasze gry zostały docenione - rozmowa z Fabryką Gier Historycznych

Autor: Magda Kącka
12 maja 2014

Fabryka Gier Historycznych, czyli wydawnictwo gier planszowych z Lublina, powstało nieco ponad dwa lata temu. Od tamtej pory ich planszówki sprzedają się coraz lepiej, a twórcy zapowiadają kolejne premiery. Postanowiliśmy przepytać ich jak wyglądała droga od pomysłu do realizacji i jak właściwie wygląda praca w takim wydawnictwie.

Magda Kącka: Skąd pomysł na stworzenie wydawnictwa gier planszowych?

Piotr Żuchowski: Osoby, które tworzą obecnie zespół Fabryki Gier Historycznych, to od wielu lat przede wszystkim fani gier planszowych, karcianych i fabularnych. Który fan nie marzył w młodości o tym, żeby samemu tworzyć? Załoga FGH po prostu w pewnym momencie zdecydowała się zaryzykować i wcielić to marzenie w życie.

Nie baliście się ryzyka?

Michał Sieńko: Nie. Mieliśmy spójną koncepcję tego, co chcieliśmy robić i jak osiągnąć wyznaczone przez nas cele. Dodatkowo wiedzieliśmy, że mamy wsparcie bliskich nam osób - przyjaciół i rodziny, które w kryzysowych momentach mogły pomóc. Oczywiście braliśmy pod uwagę wariant pesymistyczny - że pierwsza gra się nie sprzedaje, że nie sprzedaje się również drugi tytuł, albo że nie stać nas na opłaty bieżące itd., jednak według naszych wyliczeń były na to względnie małe szanse. Poza tym, jak się okazało, prędko uzyskaliśmy różnorodne wsparcie od wielu osób i kontrahentów, z którymi współpracujemy do tej pory. Dlatego względnie szybko ustabilizowaliśmy naszą sytuację finansową i uznaliśmy, że nasz plan został zrealizowany i mogliśmy przejść do kolejnego etapu naszych działań.

Dlaczego tematyka historyczna?

Piotr Żuchowski: Założyciele firmy, Adam Kwapiński i Michał Sieńko, są z wykształcenia historykami, a sam pomysł profesjonalnego wydawania planszówek narodził się na ich uczelni - Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i jest przedłużeniem projektu z 2010 r. dotyczącego właśnie historycznych gier planszowych. Wybór tematyki był zatem bardzo naturalny i wręcz oczywisty. Zarówno w przypadku Adama jak i Michała działalność wydawnicza to połączenie obu pasji, czyli historii i planszówek.

Jak wyglądały początki? Skąd mieliście pieniądze na start?

Michał Sieńko: Początki były trudne, ale wierzyliśmy i wierzymy w to, co robimy i jak się okazuje, wierzą w nas także nasi fani, którzy grają i kupują nasze gry. Dlatego cały czas idziemy do przodu i nie zamierzamy przestać.

Startowaliśmy z niewielkimi funduszami - zrobiliśmy zrzutkę (Adam, Oskar i ja - wtedy było nas trzech) i uznaliśmy, że to jest nasz kapitał początkowy. Wszystkie pieniądze przeznaczyliśmy na inwestycje (czyli na wydawanie gier), a to, co byliśmy w stanie robić sami, robiliśmy we własnym zakresie, aby zaoszczędzić. Jeśli nie potrafiliśmy czegoś zrobić, uczyliśmy się tego. Tym sposobem pozbyliśmy się wielu kosztów i starczyło nam na rozruch. Gdy zakładaliśmy naszą działalność nie korzystaliśmy z żadnych dotacji - dopiero teraz mamy plan skorzystać z jakiegoś wsparcia, gdy nasza firma już działa i dokładniemy wiemy, w co i jak zainwestować wolne środki.

Jak to wygląda teraz? Można powiedzieć, że praca w wydawnictwie to Wasza praca na pełny etat?

Adam Kwapiński: Na pewno zebraliśmy więcej bardzo cennego doświadczenia, zarówno jeśli chodzi o funkcjonowanie firmy od strony formalnej, jak i sam proces produkcji gier, technologię druku, itp. W związku z tym teraz, po wydaniu kilku tytułów, jest nam dużo łatwiej niż na samym początku, bo mamy już przetarte szlaki i kontakty w branży. Tak, można powiedzieć, że w tej chwili, czyli po nieco ponad 2 latach funkcjonowania na rynku, FGH to nasza etatowa praca. Nie zawsze jedyna, bo czasem robimy też inne rzeczy, ale na pewno główna.

Co stoi za sukcesem Fabryki Gier Historycznych?

Piotr Żuchowski: Ciężkie pytanie, chyba nie my powinniśmy to tak naprawdę oceniać. Dla nas największym sukcesem FGH jest to, że nasze gry zostały docenione na polskim i zagranicznych rynkach oraz, że nie podzieliliśmy losu wielu małych wydawców, którzy wypuścili kilka średnich gier i potem szybko zwinęli interes. Fabryka po 2 latach na rynku rozwija się, ciągle tworzy i to jest najważniejsze. To, co za tym stoi, to typowo fanowska pasja, a jednocześnie też cierpliwość, konsekwencja w działaniu i niezrażanie się trudnościami.

Co jest najtrudniejsze w tej pracy?

Adam Kwapiński: Trudności występują na wielu etapach. Pomińmy tutaj sam proces wymyślania nowych gier i późniejsze testy, które potrafią trwać bardzo długo zanim dany tytuł uzyska swój ostateczny kształt - to jest bowiem coś, z czym musi zmierzyć się każdy autor, a poza tym my tak naprawdę bardzo lubimy pracę twórczą. Gorsza jest produkcja już wymyślonej gry, którą decydujemy się wydać - zdarzają się wpadki: przeoczenia w instrukcji, opóźnienia druku, problemy w komunikacji z podwykonawcami. To potrafi być frustrujące, ale trzeba trzymać nerwy na wodzy, umiejętnie rozwiązywać problemy i dbać, by z każdym wydanym tytułem było lepiej. To jednak często owocuje brakiem wolnego czasu, niedoborem snu i wysokimi rachunkami telefonicznymi.

Jakie macie plany na przyszłość?

Michał Sieńko: Tych jest naprawdę sporo. Ledwie w kwietniu miał premierę nasz najnowszy produkt, familijna gra o tematyce biblijnej, “Arka zwierzaków”, a do jesieni pojawią się jeszcze dwa tytuły, tym razem traktujące o historii Polski. Pierwsza gra będzie poruszać tematykę polskich żołnierzy walczących na różnych frontach II Wojny Światowej, druga zaś będzie o odbudowie Warszawy ze zniszczeń wojennych. To jednak nie wszystko - planujemy utworzyć osobną drugą markę, pod którą ukazywać się będą nasze gry planszowe niezwiązane z tematyką historyczną, bo nad takimi też pracujemy. Najbardziej zaawansowane projekty to duża przygodówka w stylu survival horror pod roboczym tytułem “Nemezis”, nawiązująca do klimatu filmowej serii “Obcy”, oraz szybka kościano-karciana strategia fantasy. A to tak naprawdę tylko kilka spośród wielu pomysłów, które mamy. Dlatego mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja porozmawiać o naszych kolejnych grach, gdy wyjdą już na rynek!



blog comments powered by Disqus