Skucha J.K. Rowling


Kilka miesięcy temu na stronie pottermore.com J.K. Rowling opublikowała kolejny tekst z zakresu historii magii w Ameryce Północnej – Ilvermorny School of Witchcraft and Wizardry. Zwrócił on uwagę tak krytyków, jak i akademików zajmujących się autochtonicznymi ludami tegoż kontynentu. Głównym zarzutem pod adresem brytyjskiej pisarki jest jej kolonialne, a zarazem lekceważące dla rodzimych tradycji i wierzeń podejście.

Choć historia Harry’ego Pottera dobiegła końca w 2007 roku, magiczny świat stworzony przez tę pisarkę wciąż się rozwija. Tym razem Rowling opisała powstanie pierwszej, północnoamerykańskiej szkoły magii z perspektywy jednej z założycielek – Isolt Sayre, Irlandki, która przybyła na nowy kontynent tak jak wielu purytanów w tamtym okresie. Ich statek przybił do Plymouth Rock w dzisiejszym stanie Massachusetts. W górach poznaje przypominające skandynawskie trolle stworzenie – Pukwudgie, istotę pochodzącą z wierzeń plemienia Wampanoag. W późniejszym czasie razem z innymi przybyłymi do Północnej Ameryki kolonizatorami zakłada Szkołę Magii i Czarodziejstwa Ilvermory, w której to cztery domy zostają nazwane po jednym z totemicznych zwierząt, między innymi właśnie Pukwudgie.

Popularne wyobrażenie Pukwudgie (źródło)

Według tej historii przed siedemnastym wiekiem w Ameryce Północnej albo w ogóle nie było czarodziei i czarownic, albo nie byli oni w stanie stworzyć żadnej szkolno-podobnej struktury. Dopiero biały człowiek musiał przybyć na ląd i przynieść kaganek oświaty. To jest właśnie to kolonialne podejście, o którym wspominają krytycy najnowszej odsłony świata spod znaku Harry’ego Pottera. Zadziwia również brak przedstawicieli plemion zamieszkujących pobliże Plymouth – rolę ich reprezentanta przejmuje Pukwudgie, który jako bohater sam w sobie został potraktowany stosunkowo schematycznie.

Poza kolonialnymi schematami myślenia – bardzo przy tym „brytyjskimi” – spod tekstu o Ilvermory wyziera między innymi fakt, że Rowling pogubiła się w samej mapie Ameryki Północnej – Plymouth Rock i miejsce założenia nowej szkoły dzieli niecałe 290 kilometrów, którą to odległość osadnicy przebyli przypadkowo, szybko i bez zapasów. Wydaje się również, że pisarka nie do końca orientuje się w folklorze i wierzeniach Ameryki – o czym świadczyć ma fakt wcielenia do korpusu magicznych istot Jackalope’a, stworzenia będącego w niewielkiej części legendą, a w większej oszustwem kierowanym do miastowych, którzy uważają, że wszystko wiedzą lepiej.

Jackelope, pocztówka z I połowy XX wieku

Nieobecność rdzennych mieszkańców kontynentu w dzisiejszych czasach również budzi niemałe kontrowersje. Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę ostatnie wydarzenia w Stanach Zjednoczonych – akcje #WeNeedDiverseBook (akcja nawołująca o większą widzialność książek z reprezentacją grup mniejszościowych) czy #BlackLivesMatter (sprzeciw wobec brutalności policji amerykańskiej wobec osób nie-białych, głównie czarnoskórych*). Albo też, bardziej pod naszym nosem – wydarzenia w Wielkiej Brytanii po wynikach referendum w sprawie Brexitu (szalejąca ksenofobia wymierzona przeciw wszystkim nie-białym – a czasem także białym – mieszkańcom o niebrytyjskim akcencie). Historia o Ilvermory wpisuje się zanadto w dziewiętnastowieczny, kolonialny sposób myślenia, który nie tylko nie przystaje do współczesnych czasów, ale również konfunduje i podcina skrzydła czytelnikom, czyli robi coś, czego Rowling do tej pory unikała.

Książki, komiksy, filmy, seriale, czy bardziej ogólnie teksty kultury mają siłę kształtowania naszych postaw, sposobów myślenia, wykształcać krytycyzm wobec otaczającego świata. Mogą również wzmacniać, dodawać odwagi, otuchy, wzmacniać sprawczość. Ilvermory tego nie robi – i to są główne zarzuty wobec tej odsłony świata Harry’ego Pottera.

*Silnie wiąże się ze stereotypem osoby czarnoskórej jako przestępcy.

Więcej tutaj

Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus