Wiesz, że będzie dobrze - relacja z Falkonu 2013

Autor: Pola
Korekta: Magda Kącka
14 listopada 2013

Falkon odbył się w Lublinie już po raz czternasty. Według informacji podanych podczas zakończenia festiwalu przez głównego koordynatora imprezy, Krzysia-Misia, w tym roku w Falkonie uczestniczyło ponad 4000 osób. Ta liczba plasuje go na drugim miejscu wśród największych konwentów w kraju. Tegoroczna edycja trwała aż 4 dni, obejmując również wolny od pracy poniedziałek.

Od kiedy śledzę polską scenę fandomową nieodmiennie zachwyca mnie identyfikacja wizualna Falkonu. W tym roku było nowocześnie i inwazyjnie. Slogan Fantastyczny Atak Lublina świetnie koresponduje z geometrycznym logo w żywych kolorach. Trochę niczym skrzydła albo shuriken logo na stałe wbija się się w pamięć oglądającego. W tym roku na Falkonie wszystko było ptasie i latające. LARPy były Najwyższych Lotów, a Konkurs Odlotowych Strojów - czyli KOS jak KOSplay robił konkurencję zadomowionemu już w Lublinie sokołowi.

Targi Lublin

W tym roku prawie cały program przeniósł się na teren Targów Lublin. W bliższej szkole konwentowej pozostały tylko sesje RPG, LARPy i JEEPy. Całe targi były w tym roku przeznaczone dla konwentowiczów. Znalazła się tu hala mieszcząca wystawców, sekcję gier konsolowych, główną scenę oraz ogródek piwno-spożywczy. W części przeznaczonej dla wystawców można było znaleźć spotykanych wielokrotnie na różnych konwentach sprzedawców książek, gier i biżuterii, ale również bardziej nietypowe stoiska jak punkt LARPera, gdzie ślicznie przebrane larpetterki opowiadały o różnych rodzajach pier terenowych i zachęcały do zapoznania się z tą formą rozrywki. Na uwagę zasługuje również Falkon Arena - scena walk bezpieczną bronią LARPową. Szkoda tylko, że mieściła się w tej samej hali, co falkonowa estrada - okrzyki bojowe niejednokrotnie niosły się po całym olbrzymim wnętrzu. Nie do pozadroszczenia była również dola wystawców ustawionych w pobliżu Areny. Wrzawa nieco mniej przeszkadzała klientom ogródka. Dla chwili wytchnienia przy piwku albo ciepłym posiłku (jeśli akurat takowy udało się zdobyć, a w godzinach szczytu bywało to trudne) w samym środku konwentu, warto było znieść nawet wrzawę jaka powstawała wokół Areny.

W drugiej hali mieścił się Games Room oraz wydzielone zabudową sale warsztatowa i konkursowa. Niestety, sala konkursowa dużo na tym straciła. Gamesroomowy zgiełk przeszkadzał szczególnie tym prowadzącym, którzy zaplanowali multimedialne elementy konkursów. Nie pomogło też bardzo słabej jakości nagłośnienie. Kiedy brałam udział konkursie Disneyowskim piosenki słyszało tylko kilka osób siedzących najbliżej prowadzącej.

Hale zapewniły Falkonowi dużo przestrzeni, ale niestety niósł się po nich straszliwy hałas. Falkonowi udało się uniknąć tłoku na korytarzach, dławiącego wiele konwentów odbywających się w szkołach. Gros cennych informacji było przekazywanych przez targowy radiowęzeł - może jednak powinno się go wyciszyć w salach prelekcyjnych? Nierzadko charakterystyczny, rozpoczynający komunikat dźwięk, wdzierał się prelegentowi w pół słowa i nieodmiennie go zagłuszał.

Szkoła LARPowo-RPGowa

Oprócz terenu targów konwent odbywał się w dwóch szkołach. Bliższa z nich znajdowała się naprzeciwko targów i w swoich podwojach kryła głównie gry wyobraźni różnego rodzaju - sesje RPG, w tym te biorące udział w konkursie NERD, który wyłonił najlepszego gracza, JEEPy i LARPy.

Na tegorocznym Falkonie odbyła się pierwsza edycja Larpów Najwyższych Lotów - konkursu na najlepszego LARPa opartego na zaproponowanym przez organizatorów motywie. W tym roku było to hasło: "umarł król, niech żyje król". Zwycięską grą została Stypa autorstwa duetu: Kamil Bartczak i Przemysław Szymczak. O LARPie nasłuchałam się tylu ciekawych opinii od graczy i od sędziów konkursu, że mam szczerą nadzieję, że twórcy wystawią go jeszcze kiedyś. Po ogłoszeniu wyników, Larpy Najwyższych Lotów zapowiedziały kontynuację działalności. Ja na kolejnej edycji postaram się z pewnością zagrać w większej liczbie nominowanych gier.

Navigare necesse est

Pewnie zastanawiacie się jak uczestnikom szło poruszanie się po nowym terenie. Orientację zapewniały liczne oznaczenia i mapka w małym informatorze. Bo informatory, o dziwo, były dwa - jeden, mały, z podręcznymi informacjami, mapką i opisami punktów programu oraz drugi, większy, zawierający między innymi opowiadania i regulamin imprezy. Ten podział bardzo usprawnił nawigowanie po terenie festiwalu, do którego w zupełności wystarczała mała książeczka i standardowa tabela programowa. Mapka pozwalała z łatwością dostać się do drugiej szkoły, która znajdowała się dalej i była w całości przeznaczona na darmowe noclegi w salach zbiorowych. Dzięki temu każdy konwentowicz znalazł przytulny kąt do spania. Dobrym pomysłem były również kody QR reprezetujące lokalizacje odpowiednich obiektów, użytkownicy smartfonów nie mieli szansy się zgubić.

Po zapoznaniu się z topologią imprezy przyszedł czas na danie główne konwentu, czyli program

Wyróżnionych na rozpisce bloków było sześć: literacki, popularno-naukowy, RPGowy, popkulturowy, sci-fi i wspomniany już konkursowy. Oprócz tego odbywały się również warsztaty m. in. taneczne, komiksowe oraz mniej typowe na przykład jak uszyć pluszaka. Nieustannie trwały też zmagania na konsolach oraz różnorakich grach bez prądu w Games Roomie.

Sekcja konsolowa nie powaliła mnie atrakcyjnością. Pierwszy turniej na który chciałam się wybrać - Injustice: Gods Among Us niestety się nie odbył. Poprzedni Falkon znam tylko z recenzji, ale pamiętając, że blok gier komputerowch obfitował w odwołane punkty programu mocno się zaniepokoiłam. Niestety, moja kolejna próba nie rozwiała bynajmniej tego niepokoju. Kiedy w sobotę wieczorem przyszłam na turniej Dance Central 3 dowiedziałam się, że ten jest przesunięty o 2 godziny z powodu decyzji organizatorów. Kiedy dopytywałam się o przyczynę usłyszałam, że program trzeba zamknąć później i stąd przesunięcie. Chociaż jestem zawiedziona konsolami, to równocześnie jestem zbudowana falkonowym Games Roomem. Duża przestrzeń, pokaźny wybór gier i częste turnieje zupełnie zaspokoiły moje niewygórowane wymagania. Bardziej zaangażowani planszówkowicze również nie mieli powodów do narzekań. Na Falkonie odbywały się, już po raz czwarty, Drużynowe Mistrzostwa Gier Planszowych. Stosunkowo mała liczba bloków prelekcyjnych może zaskakiwać, ale w moim odczuciu decyzja o postawieniu na jakość, a nie ilość prelekcji jest bardzo dobrym krokiem. Mam nadzieję, że ta jakość będzie wzrastać z roku na rok. Ta sama nadzieja tli się wobec nagród w konwentowym sklepiku - naprawdę ciężko było mi wydać na cokolwiek sensownego moją pulę waluty. Ucieszyłabym się z większej liczby planszówek, ambitniejszych książek, sprzętu dla LARPowców i konwentowych koszulek.

Znikający goście zagraniczni

Organizatorów spotkał bardzo przykry zbieg okoliczności - dwóch z trzech gości zagranicznych nie dojechało na festiwal. Ten kryzys został bardzo profesjonalnie opanowany, na nieobecność Billa Kinga organizatorzy zdążyli przygotować się jeszcze przed festiwalem, a z Mikem Pondsmithem, który przyjazd był zmuszony odwołać w ostatniej chwili, zorganizowano wideokonferencję, która przebiegła w przemiłej atmosferze.

Geekozaur latający na sokole

Dla mnie jedną z największych rozrywek tego Falkonu były prelekcje i imprezy z udziałem Geekozaura. Posłuchałam o planowanym rozszerzeniu znanego polskiego systemu RPG o caaały kosmos, czyli o zbliżającym się wydaniu Wolsung: Kosmos oraz o metaprelekcji o robieniu... prelekcji. Cóż, nie da się zaprzeczyć, że Lucek z Puszonem robią świetne show. Zachęcam wszystkich do przejścia się przynajmniej raz na ich prelekcje (później nie trzeba będzie już zachęcać). Na Falkonie nie było to trudne, bowim Panowie prowadzili aż 9 prelekcji. A fanom pieseła polecam pogadać chociaż raz z Puszonem. Wow, wow, Geekozaur taki zabawny, żarty takie śmieszne, wow, prelekcje takie dobre, wow.

Ludzie stroje noszą

Szeroko reklamowany pokaz mody LARPowej zgromadził pokaźną widownię. Stworzony z segmentów sceny wybieg świetnie się sprawdził i robił całkiem profesjonalne wrażenie. Swoje stroje zaprezentowały m. in. Płaszcz i Suknia, Golemarium. Całość pozostawiła po sobie dobre wrażenie, chociaż trochę niweczy je wspomnienie tragicznej konferansjerki. Prowadząca, niestety, nie wykazała się talentem scenicznym, dziwi to tym bardziej, że przecież w fandomie jest wiele charyzmatycznych osób. Zdziwiło mnie trochę, że pokaz trwał niecałe 40 minut, ale pozwoliło to uniknąć dłużyzn i utrzymać uwagę widzów. Pierwsza odsłona wypadła w mojej opinii bardzo obiecująco, a organizatorzy zdradzili w krótkiej rozmowie po zakończeniu pokazu, że nie będzie to odsłona ostatnia. Pokaz z pewnością zainteresuje wszystkich fanów przebierania się oraz bywalców LARPów, które kładą wysoki nacisk na strój.

Trochę słabiej wypadł KOSplay. Uczestniczy narzekali na problemy techniczne, organizacyjne i nieścisłości w regulaminie, a widzowie wyszli z pewnym poczuciem niedosytu po zaledwie 17 prezentacjach. Pozostaje nam mieć nadzieję, że ten pierwszy falkonowy cosplay uświadomił organizatorom jaką jeszcze pracę trzeba wykonać przed tego typu konkursem i w przyszłym roku Konkurs Odlotowych Strojów będzie znacznie bardziej udany.

Będzie, będzie zabawa!

Klub konwentowy bardzo mnie rozczarował. Jego największą zaletą było to, że w sobotę i niedzielę był zamknięty dla osób z zewnątrz. Imprezy wspominam dobrze tylko dzięki wspaniałemu towarzystwu fantastów. Niestety, obsługa klubu konwentowego, Graffiti, zostawiła po sobie tragiczne wrażenie. Ochroniarze byli nieuprzejmi do granic możliwości, szczególnie pod koniec niedzielnej imprezy. Najgorszy incydent jakiego byłam świadkiem to wyrzucenie, tak, fizycznie wyrzucenie, nie wyproszenie, dziewczyny, która o czwartej nad ranem wróciła ze spaceru. Uzasadnieniem nie był stan dziewczyny, ani jej zachowanie, ale to, że panowie uważają, że impreza powinna już się kończyć. Faktycznie, pół godziny później wyłączono muzykę, a godzinę później wszyscy już wychodzili. Szkoda tylko, że wspomniana konwentowiczka byłaby zmuszona czekać na znajomych, u których nocowała, pod drzwiami przez tę godzinę, gdybym nie przekazała im informacji o jej przyjściu. Ja i cała poznańska ekipa mamy nadzieję, że tego klubu już nigdy nie odwiedzimy. Tak duża impreza jak Falkon ma na pewno potencjał dogadania się z sympatyczniejszą (i miejmy nadzieję, choć trochę większą) knajpą. Mimo tych niedogodności bawiłam się świetnie, jak to zwykle na konwentowych imprezach bywa.

Czy warto jechać na Falkon?

Jak najbardziej. Szczególnie jeśli lubisz klimat większych, odbywających się w targowych halach konwentów to Falkon sprawi Ci dużo radości. Ma też szansę stać się mekką dla tych organizatorów innych konwentów, którzy mają czasem ochotę odwiedzić fajną, profesjonalizującą się z roku na rok, imprezę jako uczestnicy i, z niezmąconą odpowiedzialnością radością, oddawać się fandomowo-konwentowemu życiu - to informacja z pierwszej ręki. Na Falkonie można polegać. Wiesz, że się odbędzie, wiesz, że będzie na wysokim poziomie, wiesz, że możesz liczyć na dobrze zrobiony konwent. Będzie czym nacieszyć oczy, będzie mnóstwo atrakcji, niektóre tradycyjne, inne zaskakujące. Ja, jeśli tylko studia pozwolą, wrócę do Lublina już za rok.



blog comments powered by Disqus