Recenzja książki "Dziedzictwo Mocy: Wygnanie"

Autor: Girwan
21 lipca 2008

Pisanie książek, wbrew pozorom, nie jest proste. Tym bardziej, jeśli trzeba kontynuować fabułę, którą rozpoczął ktoś inny. Nie jest to łatwy proces, pozwala on jednak toczyć się historii w niespotykany sposób, zaskakując czytelnika.

Czwarty już tom „Dziedzictwa Mocy” noszący podtytuł „Wygnanie” zmienia zarówno autora, jak i spojrzenie na wydarzenia dziejące się w Galaktyce. Aaron Allston swoim zwyczajem przyspiesza akcję, przerzucając naszą uwagę z jednego miejsca na drugie. Tym razem jednak fabuła nie skupia się na Jacenie. Na głównym planie pojawiają się postaci od dawna niewidoczne. Wedge Antilles, Jag Fel i Lando Carlissian dostali swoją kolejną szansę zaistnienia na firmamencie uniwersum Gwiezdnych Wojen. Trudno również mówić o jakimś jednym wątku głównym, wiodącym przez całą książkę. Tym razem mamy wiele wątków, które, splecione w misterne sploty, tworzą kolejną część historii konfliktu pomiędzy Sojuszem Galaktycznym a Korelią i jej poplecznikami.

Zacznijmy jednak od początku. Wydaje się, że konflikt zmierza ku końcowi. Ostatnie działania sił zbrojnych Sojuszu stawiają Korelię w niekorzystnej sytuacji. Jej poplecznicy w tej sytuacji nie ryzykują otwartego wypowiedzenia członkostwa w Sojuszu Galaktycznym, czekając i obserwując rozwój sytuacji. Wspomniany już wcześniej Wedge, jako głównodowodzący sił Korelii, nie zgadza się z postępowaniem nowego rządu, które niewiele odbiega od obalonych rządów Trackana Solo. Bohater wojen z Imperium staje się persona non grata na swojej ojczystej planecie, uchodzi więc, by z ukrycia wyjaśnić, o co tak właściwe chodzi. Takie samo pytanie zadają sobie Luke i Mara, którzy wspólnie dochodzą do wniosku, że za konflikt odpowiada ktoś stojący w cieniu, posiadający jednak odpowiednie wpływy, pozwalające na pociąganie sznurków, przez co powoduje on zaognienie sytuacji.
W końcu autorzy pracujący nad serią stworzyli wspólny mianownik dla wyodrębnionych wcześniej grup przyjaciół, którzy stanęli po przeciwnych stronach konfliktu. Jest to ciekawe posunięcie, które jednocześnie rodzi pytanie, co zrobią z tym kolejni twórcy pracujący nad cyklem.

Allston wiele miejsca poświecił Benowi, który w tym tomie przejął rolę wiodącej postaci cyklu. Młodzieniec przechodzi wewnętrzną przemianę, w trakcie której zaczyna do niego docierać, że czyny Jacena niekoniecznie muszą być zgodne z doktryną Jedi, wdrażaną przez jego ojca. Syn Skywalkera zostaje poddany próbie mającej ostatecznie wykazać, czy nadaje się na ucznia Jacena, czy też nie. Udaje się na samotną misję, która wiedzie go na planetę Ziost, będącą kolebką dawnych Sithów. Jest to kolejna warta uwagi rzecz, ponieważ prawdopodobnie pozwoli nam w przyszłości przyjrzeć się bliżej Sithom, którzy, nie ukrywajmy, nie byli do tej pory rozpieszczani przez pisarzy kreujących ich zwyczaje, tradycje i oczywiście samych bohaterów.

Tymczasem Luke staje przed kolejnym problemem związanym z Jacenem. Władze sojuszu Galaktycznego, z uwagi na pełnioną przez syna Solo rolę, naciskają na Wielkiego Mistrza, by jego siostrzeńcowi nadano rangę mistrza. Ciekawa jest scena, w trakcie której Wielki Mistrz ma rozterkę, czy być posłusznym wobec Sojuszu Galaktycznego, któremu Zakon składał przysięgę, czy też postąpić jak dyktuje rozum, intuicja i serce?

W międzyczasie Han wraz z żoną dociera pokiereszowanym Sokołem Millenium do bazy należącej do nudzącego się milionera Lando Carlissiana. Z braku ciekawszych zajęć, dawny towarzysz przygód Solo ponownie przyłącza się do niego, by przemierzać galaktykę i wnieść swój wkład w wyjaśnienie trwającego konfliktu. O dziwo, w przeciwieństwie do poprzednich historii z udziałem Lando, nie towarzyszą mu bojowe roboty, które, jak pamiętamy z cyklu książek o Yuzhan Vongah, były jedną z najbardziej śmiercionośnych broni w Galaktyce. Trochę to dziwne, gdy nagle ktoś pławiący się w luksusie porzuca wszystko, by znów wałęsać się po Galaktyce i narażać na niebezpieczeństwo. Dziwne, ale z drugiej strony milionerzy znani są z nieracjonalnych zachowań.

Naprawdę na brak akcji w tej części narzekać nie możemy. Również zwolennicy podejścia psychologicznego znajdą tu coś dla siebie: rozterki Bena, który nie do końca potrafi się zdecydować, jak postępować. Podczas lektury w pewnym momencie stajemy przed pytaniem, czy to już Ciemna Strona, czy nadal tylko bunt młodego pokolenia? W obliczu problemu zachowuje się jak osoba, która poddała się władzy Ciemnej Strony. Ale czy na pewno jej uległ? Która strona w nim zwycięży? Prawdopodobnie autorzy cyklu potrzymają nas jeszcze w niepewności przez kilka części, by definitywnie rozwiązać to w ostatnim, dziewiątym tomie.

Akcja książki toczy się szybko, przeskakuje z miejsca na miejsce. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że przywróceni do łask weterani pokroju Wedge'a czy Jaga przejmują stery głównych bohaterów, po czym znów znikają z pierwszego planu. Niemniej Aaron, umiejętnie operuje swoim warsztatem literackim i odwraca naszą uwagę od tego faktu, oferując przeżycie kolejnych przygód w gwiezdnym uniwersum.

Autor, rozwijając akcję i generując nowe wątki, doskonale przygotował grunt pod rozwój fabuły w kolejnych częściach cyklu. Osobiście nie mogę się doczekać co wyniknie z niespodzianek, jakie Allston zaserwował nam w „Wygnaniu”.

Podsumowując, dostajemy do ręki pozycję, która w dynamicznej oprawie rozwija wątki z wcześniejszych części oraz dodaje nowe. Biorąc pod uwagę, że jest to dopiero czwarta część dziewięciotomowego cyklu, nie możemy oczekiwać, że któreś z nich szybko się zakończą. Ważne jednak jest to, że książkę czyta się przyjemnie, dlatego z czystym sumieniem mogę ją polecić.

Star Wars: Dziedzictwo Mocy #4 - Wygnanie

Autor: Aaron Allston
Tłumaczenie: Aleksandra Jagiełłowicz
Wydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 6/2008
Tytuł oryginalny: Star Wars: Legacy of the Force: Exile
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 304
Format: 125x190 mm
Oprawa: miękkka
ISBN-13: 978-83-241-3096-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,80 zł


blog comments powered by Disqus