"Gambit Wielopolskiego" - recenzja książki

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Agata "Bulehithien" Wiśniecka
9 lipca 2013



Wot, szto priszło…


Powstania narodowe budzą emocje od zawsze. Jednak dopiero do dwóch dekad budzą także otwarte spory. W myśl lubianego przez nas, Polaków, podziału na "my" i "oni", nie zostaje wiele miejsca na dyskusję o racjach obu stron. Nic dziwnego, że coraz częściej autorzy uciekają się do formuły tak zwanej historii alternatywnej. Tu mogą poszaleć ze swymi wywodami do woli. I co najwyżej da się ich zbesztać, że to, że gdzieś w trzecim planie pomylili kaprala z sierżantem. Reszta to wszak licentia poetica.

Przechrzta wpisuje się w ten nurt bardzo zgrabnie. Rozbudowując swe opowiadanie ("Nowa Fantastyka", 1/2011) do rozmiarów powieści, konsekwentnie brnie dalej w prostą, lecz wyrazistą – tak pod względem akcji, jak i charakterologicznie – fabułę. Omalże klasyczny przykład political fiction, w której rzeczywistość – ta autentyczna, nam znana – stanowi ledwie tło do ukazanych wydarzeń. Nie mnoży przy tym bytów (a niektóre pomija równie znaczącym milczeniem, na przykład alternatywną rolę USA), co może i pozwoliłoby mu znacząco powiększyć objętość i "uwiarygodnić" realia powieści, ale znacząco zatarłoby meritum. A to stanowi tutaj clou – pytania. Cała masa pytań: Czy skazani jesteśmy na pewien los? Czy nie kieruje nami fatalizm i uprzedzenia? Czy jako naród potrafimy wykazać się w stosownych chwilach pragmatyzmem?

Odpowiedzi czytelnik musi udzielić sobie sam. A nie będzie mu łatwo, gdyż przeszedł narodowo-romantyczy kurs historii (innego u nas się nie wykłada, chyba że czasem na uczelniach…). Zgodnie z nim: zastaw się, a postaw się. Nie będzie Niemiec, a tym bardziej Ruski, nami rządził, bo inaczej: hej, szable w dłoń! A że przy okazji utniem łeb sąsiada? Ludzka rzecz… Sam autor o esencji "polskości" w nas samych zdanie ma nienajprzedniejsze i do jej opisu używa bardzo brzydkich słów.

A że to nie tylko opinia literacka, świadczą skrupulatne, trzyczęściowe objaśnienia, najpierw w wstępie Maćka Parowskiego (wielka kucha – na początku zdradza najistotniejsze założenia fabuły!), potem w posłowiu. I jeszcze na koniec w zupełnie zbędnym leksykonie biogramów. Widać o to, żeby ktoś nie poczuł się urażony, strach jest…

Alternatywna rzeczywistość zarysowana przez Przechrztę musi mierzić. Uległość wobec caratu, nawet za cenę spokoju i gospodarczego rozkwitu? A co to właściwie jest "spokój"? Bo póki co, w III Rzeczpospolitej niewielu go zaznało. A czyjś dobrobyt, nawet alternatywny, drażnić nas lubi. Ale nie tylko Polakom się tu dostaje.

Na tle honorowych, wręcz nieskazitelnych (trochę za bardzo) osobistości carskiego dworu czy armii, bardzo blado wypada Euroland. Przyszła, jakby skarłowaciała już zupełnie ideowo wersja UE. W wizji Przechrzty tworzy go bezkształtna (pozbawiona korzeni), pozornie jednolita masa różnorodnych społeczności, która tylko czyha na nowe łupy. Potrzebuje ich, by zapewnić dalszy, spokojny byt nacjom de facto rządzącym tym jakoby "równym" państwem – Niemcom, Francuzom, Anglikom…

Jednak kwestią kluczową w Gambicie… jest los powstań, walki o niepodległości i samych Polaków. Tym bardziej krępujące wyda się, iż mamy już XXII wiek, a żyjemy (wciąż!) pod rządami carów. Nie dekadę czy dwie, ale czwarty wiek! Mamy tu sytuację zastaną i alternatywną (prawdziwą), zwaną rzeczywistością styczniową. A to dlatego, że w niej właśnie wybuchło zwieńczone totalnym fiaskiem powstanie styczniowe. Autor nie "szczypie" przy tym nadmiernym opisem tego, co działo się w latach pomiędzy. Skąd jednak o powstaniu, które nie wybuchło, wiedzą bohaterowie? Ano, cała powieść nasycona jest nienachalną, bardzo zaawansowaną technologią, a w tym konkretnym przypadku chodzi o prognozy, omalże pewne prognozy superkomputerów z petersburskiego Centrum Symulacji Rzeczywistości.

Cały koncept Przechrzty opiera się na nietuzinkowej postaci sztabskapitana Czachowskiego, człowieka mającego w sobie coś z rdzennie polskiego straceńcza, ale i żydowskiego handlarza. Nadto znakomicie rozumiejący i wpasowany w rosyjską rzeczywistość w czasie kryzysów – z których wychodzi żywy niekiedy cudem – stanowi swoisty łącznik, spoiwo na liniach pojawiających się gdzieniegdzie pęknięć narodowościowych. Aby jednak nie był sam, dostaje do pomocy porucznika Różyckiego – jokera, a więc kogoś, kto swymi działaniami może zmienić historię. Obaj, przez swój status i obraną drogę, zmuszani są nieustannie do podejmowania ważkich wyborów, którym warto przyjrzeć się bliżej.

W ultranowoczesnym świecie, ostoją potęgi Imperium jest Tradycja. Strzec jej czy się przeciwstawiać? Kiedy dojdzie do rozruchów, za kim się opowiedzieć? Czy iść za głosem serca (jak uczą nas w szkołach), czy wybrać opcję najkorzystniejszą w dłuższej perspektywie (coś, czego zupełnie nie uczą w szkołach)? Jak umiejętnie wykorzystać szanse i rozegrać je tak, aby możliwie najmniej stracić, a wiele zyskać? (Z perspektywy polskiej – sztuka dostępna nielicznym).

Jaka byłby Polska bez narodowych powstań? Czy rzeczywiście taka, jaką rysuje Przechrzta? Czy może jest on nader optymistyczny? Może same zmiany społeczne, idące w ślad za technologicznym rozwojem, nie dałyby jej przetrwać w prognozowanym kształcie? Gambit Wielopolskiego jako przyczynek do dyskusji już mamy. Teraz tylko trzeba do takowej dojrzeć. A przydałoby się, bo nie ma lepszego nauczyciela niż własne błędy z przeszłości. Oby nie dopiero w XXII wieku.  
 

Gambit Wielopolskiego

Autor: Adam Przechrzta
Wydawnictwo: Narodowe Centrum Kultury
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1/2013
Seria wydawnicza: Zwrotnice Czasu
Liczba stron: 308
Format: 145x210 mm
ISBN-13: 9788363631048
Wydanie: II
Cena z okładki: 27,01 zł



blog comments powered by Disqus