Alena Graedon "Giełda Słów" - recenzja książki

Autor: Asia Sikorska
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
23 grudnia 2015

Słowa, słowa, słowa...

Giełda Słów jest książką genialną – nie tylko wartą polecenia fanom dystopijnych science fiction czy odbiorcom oczekującym od lektury czegoś więcej niż wciągającej historii. Jest przykładem lektury niezwykłej pod każdym względem – stanowi trafną syntezę społecznych lęków, ma starannie zarysowaną fabułę oraz pełnokrwiste postaci, subtelnie żongluje narracją i opiera się na niepowtarzalnej, językowej zabawie. Debiutancką powieść Aleny Graedon (niech nie zmyli Was jednak sformułowanie „debiutancka” – autorka tworzyła Giełdę Słów ponad osiem lat) bez wyrzutów sumienia określić można mianem literatury przez wielkie L. Dzieje się tak, ponieważ autorka na warsztat bierze język, który w książce, pod wpływem nowoczesnych technologii (niebezpiecznie przypominających nasze smartfony, smartwatche i tablety) zaczyna się dezintegrować, niszczeć, zatracać.

Sami pomyślcie, jakie konsekwencje niosłoby za sobą zapominanie języka? Jak brzemienny w skutkach okazałaby się fakt powolnego zatracania mowy? Nie tylko nie powstawałyby nowe książki czy recenzje, ale nie byłoby również e-maili i esemesów oraz, co za tym wszystkim idzie – degradacji uległby cały akt komunikacji. Co by było gdybyśmy nie tylko nie potrafili przekazać myśli i odczuć, ale nawet nie mogli zrobić zakupów? Nastałby chaos. Chaos, który Alena Graedon portretuje w najlepszym stylu, wykorzystując konwencję thrillera. Giełda Słów bezustannie bowiem trzyma odbiorcę w napięciu. W zasadzie już od samego początku nie pozwala się od siebie oderwać. Udało się to autorce dzięki zastosowaniu kilku narracyjnych sztuczek. Przede wszystkim, książka pisana jest z perspektywy pierwszej osoby, co nie tylko pozwala nam się identyfikować z główną bohaterką – Aną – ale również sprawia, że chaos, który coraz bardziej się wokół niej zacieśnia, oddziałuje także na nas. Po drugie – istotna staje się perspektywa czasowa. Bohaterka opowiada o zdarzeniach, który już miały miejsce. Jest to o tyle istotne, że zbliża historię do pamiętnika i umożliwia autorce wybieganie w przyszłość. Alena Graedon tę możliwość wykorzystuje niezwykle świadomie, odkrywając przed nami fragmenty teraźniejszości, w której istnieje bohaterka, by jeszcze bardziej zaciekawić odbiorcę.

Zapewne uważacie, że pomysł zapominania języka jest konceptem dość ryzykownym – ja tak przynajmniej sądziłam. Okazało się jednak, że mój początkowy sceptycyzm został szybko rozwiany, a pomysł obronił się dzięki uzasadnieniu. Oto w niedalekiej przyszłości znacząca większość społeczeństwa uzależniona jest od łatwo dostępnej technologii. Technologia ta jest nieco bardziej zaawansowana niż nasza – urządzenia elektroniczne nie tylko służą komunikacji, spełniają również funkcję informacyjną, są kieszonkowymi przypominaczami, psychoterapeutami i lekarzami. W wykreowanym przez Alenę Graedon świecie nie ma miejsce na wiele rzeczy, które – póki co – są dla nas codziennością, bo zastępują je maszyny (sztuczna inteligencja przejęła funkcje taksówkarzy, sprzątaczy, dozorców). Co istotne jednak, nie ma tutaj również miejsca na słowo ręcznie pisane, a nawet – na drukowane. Książki, czasopisma, listy i wszelkiego rodzaju gatunki literackie funkcjonują, ale na ekranie monitora. Co więcej, dzięki podejrzanemu wynalazkowi firmy Synchronic (będącej swoistym odpowiednikiem wielkich współczesnych korporacji technologicznych, takich jak Microsoft czy Apple), zwanemu Giełdą Słów, ludzie w zasadzie nie muszą nawet znać co bardziej skomplikowanych pojęć. Giełda działa bowiem jak elektroniczny słownik, który – za drobną opłatą – tłumaczy niezrozumiałe sformułowania. Zapomniałeś co znaczy słowo „chlebak”? W ciągu sekundy Giełda Słów może ci to wyjaśnić! Problem zaczyna się jednak, gdy Giełdę opanowuje początkowo niezrozumiały wirus, który przenosi się za pomocą układu nerwowego na człowieka, sprawiając, że zapomina on nawet najprostsze pojęcia, a w konsekwencji – zatraca zdolność mówienia. Brzmi intrygująco? To dobrze, bo tak właśnie jest!

Przy wszystkich plusach książka Aleny Graedon może mieć dla niektórych jeden, istotny minus. Mimo że, bez wątpienia, stanowi opowieść niezwykle wciągającą i trzymającą w napięciu, to jednocześnie jest trudna w odbiorze. Wynika to z faktu, że bohaterowie pochodzą z klasy, nazwijmy to, inteligentów. Ana – główna bohaterka książki – jest córką Douglasa Johnsona, redaktora naczelnego ostatniego istniejącego w wersji papierowej Słownika języka angielskiego Ameryki Północnej. Swój pamiętnik tworzy na polecenie ojca, często okraszając wypowiedź przypisami i dygresjami, które oddają jej stan psychiczny – niepewność i zagubienie. Niektóre rozdziały pisane są również z perspektywy jej przyjaciela Barta – współpracownika ojca Any, starającego się pomóc bohaterce odkryć powody, dla których jej rodzic zniknął nagle w podejrzanych okolicznościach. Mężczyzna często teoretyzuje  na tematy, dotyczące granic i możliwości języka. To również wielki fan filozofii Hegla, do której niejednokrotnie się w swoim wywodzie odwołuje.

Jeśli jednak nie przeszkadzają Wam tego typu trudności, a tym, co interesuje Was w lekturze, są wciągająca akcja, aktualność i problematyka egzystencjalna – Giełda Słów jest czymś dla Was. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest czymś dla każdego, kto chociaż przez chwilę rozważał, do czego zmierza bezustanne wprzęganie technologii w nasze życie. 

Giełda słów

Autor: Alena Graedon
Wydawnictwo: Albatros
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2015
Tytuł oryginalny: The Word Exchange
Rok wydania oryginału: 2014
Liczba stron: 544
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788378853923
Wydanie: I
Cena z okładki: 36,50 zł


blog comments powered by Disqus